Related Posts with Thumbnails

Paranoidalne Koleją Podróżowanie - PKP

Cóż to będzie post bardzo subiektywny...bo do fanów PKP, nigdy nie należałam... Po prostu nie. Kocham podróże, ale pociąg nigdy nie był moja ulubiona formą transportu... Zanim zostałam mamą preferowałam podroż na stopa, odkąd rodzina nam się powiększyła i mieszkamy na wsi przesiedliśmy się do własnego auta, gdy jadę gdzieś sama ( prawo jazdy czas zrobić...) wybieram Polskiego czy innego busa z wifi, seansem filmowym i kawką... wolę to od możliwości rozprostowania nóg w pociągu, którą to, tak wychwala mój mąż, od autobusów stroniący... W sumie nie ważne jak... ważne byle wyjechać... i tak zdecydowaliśmy się do Krakowa wybrać się pociągiem. Stan techniczny naszego auta pozostawia wiele do życzenia, woleliśmy nie ryzykować... a dzieci podróż pociągiem uwielbiają. Vi jako dziecko trochę pociągiem się najeździła... a ja się już trochę za nią po wagonach nabiegałam... bo nie wiem, jak Wasze dzieci, ale moje jogging po wagonie, zaglądanie do sąsiednich przedziałów i robienie akuku współpodróżnym uwielbiają...



Dlaczego nie lubię PKP? Bo mnie irytuje, bo paradoksalnie niektóre dystanse szybciej można było pokonać przed wojną, bo wiecznie są utrudnienia, opóźnienia i abstrakcyjne sytuacje... Przedział dla matek z dzieckiem niby jest, ale częściej go nie ma, albo zamknięty albo konduktor ma to że go potrzebujesz w nosie...w sumie taki serialowy Lost Room. Bilet niby można kupić online ( super sprawa nie musisz stać w kolejce, stresować się...), ale już ze zniżki rodzinnej nie skorzystasz, bo takiej opcji nie ma... więc czeka cię stanie z tobołami i dziećmi w kolejce... a kasy uprzywilejowanej nie uświadczysz ani fizycznie, ani w mentalności większości Polaków... bo niby czemu matka z dziećmi, tudzież z brzuchem miałaby być obsłużona bez kolejki, równouprawnienia przecież chciałyśmy...
Gdy wracaliśmy z Krakowa np sprzedano nam bilet rodzinny dwie osoby dorosłe zniżka 33% dwa bilety tzw zerówki na bezpłatny przejazd dla dzieci do lat 4... i miejscówki w dwóch wagonach i 4 przedziałach... może ktoś mi powie jak ma posadzić roczne dziecko w przedziale z obcymi ludźmi, 4 latkę w kolejnym a ja w innym wagonie? Jak dla mnie paranoja... Konduktor poproszony o interwencję powiedział, że przedziału dla matek z dzieckiem nie ma, podczas kontroli biletów kolejny wyśmiał "fircyka z Zakopanego" i stwierdził, że tamten konduktor się nie zna i trzeba było przyjść do niego... zostaliśmy w naszym zdobycznym przedziale 4 miejsca w jednym pod groźbą deportacji w Warszawie, bo przecież miejscówki wysprzedane i ktoś może się dosiąść... Jedyny plus jest taki, ze z dziećmi ludzie wolą nie siadać, więc jak już ci się uda zdobyć przedział, to dzieci bawiące się na podłodze skutecznie odstraszą potencjalnych współpodróżnych i jest szansa na zwiększenie komfortu podróży... Łazienki...hmmm... brud smród i ubóstwo... o przewijaku nie słyszeli, pieluchę nie bardzo jest gdzie wyrzucić, a tłumaczenie kilkulatce dlaczego toaleta wygląda tak jak wygląda do łatwych nie należy... O ile Igor ma roczek i chodził zmieniać pieluchę do toalety, bo i tak preferuje zmianę na stojąco... to chociaż jestem matką nie rozumiem jak kilkulatce można zmieniać pampersa w pełnym przedziale... w upale... Wsiadasz do przedziału pamiętaj sprawdź, czy nie jest przypadkiem włączone ogrzewanie... i módl się o to by inni pasażerowie nie bali się przeciągu w 30 stopniowym upale... Dziecko nie usiedzi w miejscu przez kilka godzin podróży... błogosławieństwem mogą się okazać mili państwo z przenośnym odtwarzaczem dvd i zapasem bajek dla córki... Do perełek należą wymyślne trasy np Olsztyn- Katowice przez Białystok, lub puszczenie w okresie wakacyjnym "zakopianki" dwa razy w tygodniu... nie mówiąc o sławnym 5 peronie w Katowicach, czy uldze zagranicznych turystów, którzy po migowych próbach dogadania się stwierdzają: "uff at least she knew the world TICKET"... cóż PKP do mnie nie przemawia... chociaż w Warsie ostatnio poziom się podniósł... Magda Gessler pewnie by im zarzuciła trucie ludzi, to spacer do Warsu to miłe urozmaicenie podróży... Oczywiście można poznać ciekawych ludzi, nogi rozprostować jeżeli tylko pociąg nie jest tak wypełniony ludźmi, że nie wścibisz paznokcia... dla mnie PKP to synonim absurdu, preparat bez recepty podnoszący ciśnienie...


Pamiętacie tą scenę? Dla mnie to kwintesencja PKP...

4 komentarze :