• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Sekretne życie zwierzaków domowych

Sekretne życie zwierzaków domowych

Jeżeli ktoś myśli, że kiedy zostawia swoje ukochane zwierzaki w domu, one zajmują się wyłącznie tęsknotą za nim, cóż, jest w błędzie. Zwierzaki prowadzą swoje własne, osobne życie, pełne przygód, intryg i zabawy. A ich główne zmartwienie polega na tym, aby ludzie nie dowiedzieli się o ich sekretnych poczynaniach. Kiedy tylko zamykamy za sobą drzwi… wreszcie mogą być sobą. Z chwilą, kiedy drzwi zamakają się za wychodzącymi do pracy ludźmi, ich zwierzęcy podopieczni zaczynają żyć swoim życiem...


Po wtopie ze Zwierzogrodem, który jednak uważam za bajkę dla dorosłych... Sekretne życie polecam. Dzieciaki były zachwycone. Wciąż zastanawiają się, co robi ich chomik jak nie ma ich w domu... I niestety musieliśmy podjąć rozmowę o przedmiotowym traktowaniu zwierzątek i wyrzucaniu och, gdy się znudzą..



Sekretne życie zwierzaków domowych, to kino przygodowe, rozgrywające się w miejskiej scenerii i zwracające uwagę na dość ważki problem ludzkiej odpowiedzialności i wrażliwości wobec tych, których biorą pod swój dach. Kiedy dwaj główni bohaterowie opowieści, psy Max i Duke, pozbawieni obroży zmuszeni są do tułaczki przez ulice i kanały Nowego Jorku, odkrywają w nim "podziemny" zwierzęcy świat. A tworzą go właśnie ci, których właściciele się pozbyli...


Dzieci pragną mieć pupila... Ta animacja pokazuje, ze zwierzaki mają swoje prywatne, sekretne życie... że szanują i kochają swoich opiekunów... i że "wpuszczone w kanał" cierpią... Zwierzaki, to nie zabawki...


Doktor euGeniusz

Szalony doktorek euGeniusz zaprasza wszystkich śmiałków do podjęcia wyzwania i sprawdzenia swojej wiedzy na różne tematy. Gra rozpocznie się gdy przełączysz euGeniusza na pozycję ON. Doktorek wprowadzi Was do zabawy wypowiadając kolejne komendy, wszystko co musicie zrobić to słuchać go uważnie i wykonywać jego polecenia. Poprosi on graczy o podanie hasła z jakiejś kategorii, pamiętajcie jednak, że odpowiedzi nie mogą się powtarzać. Żeby nie było zbyt łatwo euGeniusz stosuje różne utrudnienia odwracając nagle kierunek gry lub prosząc uczestników, aby swoje odpowiedzi podawali zmienionym głosem. Gracze, którzy nie udzielą odpowiedzi w wyznaczonym czasie otrzymują kolorowe zera. Ten z nich, który na koniec rozgrywki zgromadzi ich najmniej – wygrywa!


Nie wdaje się w dyskusję z szalonym profesorkiem... Igor przez tą mądrą głowę opowiada o śmierdzących skarpetach... Doktor euGeniusz wskazuje osobę, która rozpoczyna grę, podaje temat - pytanie. Gracz, który zaczyna musi wymienić coś związanego z tym tematem a po udzieleniu odpowiedzi naciska na głowę euGeniusza... To nie mój typ gier... ale ku memu zdziwieniu, dzieci chętnie wchodzą w interakcję z szalonym profesorkiem. Gdyby łysa głowa umiała rozstrzygać spory rodzeństwa zostałabym jej największą fanką ever :)



UWAGA! Zabawa z euGeniuszem grozi niekontrolowanymi wybuchami śmiechu i trwałą poprawą humoru. Zabawka przeznaczona dla dzieci od 6 roku życia.

NIENACHALNA Z URODY


"Ta książką to również swego rodzaju last minute. Jeszcze dzisiaj żyję, ale jutro może mnie szlag trafić. Poza tym wszyscy wokół są młodzi i pełni zapału, ja nie jestem młoda, a do tego jestem pesymistką. Uważam, tak samo jak mój ukochany Woody Allen, że świat zmierza do katastrofy, a życie jest jak nogi. Niezależnie od tego czy krótkie, czy długie, zawsze są do dupy".


Maria Czubaszek wnikliwie obserwowała otaczającą ją rzeczywistość, do której miała ogromny dystans. Kochała papierosy i parówki. Nie bała się kontrowersyjnych wypowiedzi. Przyznała się do tego, że dokonała aborcji. Była szczera i prawdziwa... Na świat patrzyła trzeźwym, acz przymrużonym okiem. Świętość dla niej nie istniała umiała w równym stopniu obśmiać biskupa, prezydenta, własną matkę... a przede wszystkim siebie. 

"Ładna nigdy nie byłam i urody nachalnej nie miałam" W swojej ostatniej książce,której premiery nie doczekała Maria Czubaszek pisze o sobie samej z charakterystycznym dla siebie dystansem i autoironią. po raz pierwszy mówi o sobie tak szczerze. I tak dużo. Opowiada o ludziach, z którymi się przyjaźniła, pracowała, których mijała w życiu. Komentuje sytuację w kraju. Pewne historie, które czytelnicy już mieli okazję poznać, wreszcie znajdują zakończenie, jak choćby ta, dlaczego nigdy nie pojechała na Galapagos, i jaka jest w tym wina Marcina Wolskiego. 

Jednak tylko z pozoru jest to opowieść o niej samej. Satyryczka trzyma w rękach lustro, w którym możemy zobaczyć także siebie i wszystkie nasze wady. Niestety. Maria Czubaszek mówi wprost to, o czym każdy z nas po cichu myśli, ale boi się powiedzieć głośno. 

"Chcę być spalona. Na złość tym wszystkim, którzy zabraniają palić, puszczę dymek jeszcze po śmierci."
„Nie wierzę, że istnieje coś po śmierci, ale nie boję się panicznie końca. Kiedyś mnie nie było i świat istniał. Umrę i będzie istniał nadal.”

Sama ze sobą

Gdy zostałam sama z dziećmi bałam się cholernie... jak sobie poradzę finansowo, jak pogodzę pracę, wychowywanie dzieci...  Jak się rozdwoję i roztroję i pogodzę te wszystkie role, którym muszę sprostać. Dziś z perspektywy czasu wiem, że nie logistyka samotnej matki jest wyzwaniem... a bycie samą ze sobą... 


Natłok obowiązków mnie mobilizuje, naklejam karteczki, notuję w kalendarzu, drukuję planery na lodówkę, trasę praca-przedszkole mam opracowaną, co do sekundy... Problem jest gdy zostaję sama... gdy dzieci jadą na weekend do ojca... te 4 dni w miesiącu, to najdłuższe 66 godzin ever...

Pomijam stres, czy wszystko z nimi w porządku, czy znów nie wrócą z płaczem... macham im na pożegnanie i maszeruję miarowo do pracy... ale w sobotę biuro czynne tylko do 13ej... Przychodzi ten moment, że zamykam za sobą drzwi mieszkania i zasysa mnie pustka, a w uszach dzwoni mi cisza...


Początkowo łapałam się na tym, że w 33 godziny chcę nadrobić wszystkie zaległości. Mieszkanie na błysk, wymyte podłogi, wyprasowana sterta prania, zakupy, impreza, maile... a w niedzielę Scoobydoo od rana... chociaż nikt mnie nie budził... nie musiałam o 7 rano nikomu szykować śniadania... Zamiast odpocząć... byłam tylko bardziej wyczerpana...

Ostatnio w Twoim Stylu czytałam wywiad z Anną Dereszowską "żałuję, że nigdy nie pożyłam jak singielka, która od nikogo nie zależy i może mieć czas tylko dla siebie. Przez to wielu rzeczy o sobie nie wiem(...)" powiedziała... I ja też tego żałuję... Przez najbliższe naście lat będę nie singielką, a trzypakiem :) Ale pomału uczę się obcować sama ze sobą...


Mając trzydzieści lat uczę się sama pójść do kina, sama zjeść kolację w restauracji... ba nawet na wódkę i potańczyć już umiem wyjść sama. Nie wyszarpuję ile się da z tych wolnych weekendów tylko delektuję się tym, co mam... Bo wiecie wylegiwać się w łóżku z kolorowymi magazynami i serialem w tle też się musiałam nauczyć od nowa... Staram się nic nie musieć, nic sobie nie narzucać... Czasem umyję podłogę, czasem wyjdę na imprezę, czasem spotkam się na plotki z przyjaciółką... a czasem po prostu zasnę z książką pod ciepłym kocem słuchając z youtuba Portishead... w ostatni weekend nawet ugotowałam sobie obiad... śmieszne? Ja nigdy dla siebie nie gotowałam... dla jednej osoby szkoda zachodu... nie opłaca się...


Nic nie muszę... mogę wszystko... życie to pasmo wyborów...

Patologiczna alimenciara


Długi alimentacyjne sięgają w sumie 10 miliardów złotych. Na zasądzone alimenty czeka dziś ponad milion dzieci, a kolejne dwa miliony otrzymują je nieregularnie. Co szóste polskie dziecko zostało pozbawione przez jedno z rodziców (przeważnie ojca) środków do życia. Co roku do kancelarii komorniczych wpływa około 60 tysięcy nowych spraw...


Moje dzieci należą do tej grupy... a ja co miesiąc upokarzam się przed ich ojcem prosząc o pieniądze na ich utrzymanie... ba nawet miałam czelność pójść do komornika... bo nie jest problemem, że on miga się od płacenia, problemem i nietaktem z mojej strony, jako prawnego opiekuna i reprezentanta dobra małoletnich dzieci jest wstąpienie na drogę postępowania egzekucyjnego i walka o partycypację ojca w kosztach ich utrzymania. Dzieci którym ojciec jest dłużny pieniądze, a same o swoje prawa nie mogą walczyć. Aby dostać pieniądze z Funduszu Alimentacyjnego, trzeba spełnić dwa podstawowe warunki: dochód na osobę w rodzinie nie może przekraczać 725 zł netto miesięcznie, a egzekucja komornicza, czyli ściągnięcie pieniędzy, od zobowiązanego rodzica jest niemożliwa... Więc tak mea culpa powinnam przyjąć to na klatę, zacisnąć zęby i nie upominać się o alimenty, bo przecież on nie ma, a ja pracuję, mogę pożyczyć, znaleźć sponsora... whatever...

Słuchałam dziś audycji w Trójce o zmianach dotyczących alimentów... i pewnie mój głos jest kolejnym lamentem świętokrzyskim "patologicznej alimenciary"... ale głos zabiorę. „Alimentare znaczy karmić”. Alimenty, to nie jest haracz, na rzecz byłej żony. Nie żyję za te pieniądze, nie wysysam alimentów w ramach zemsty. Prawnym obowiązkiem rodziców jest zapewnienie dziecku środków utrzymania do czasu, aż nie będzie ono w stanie utrzymywać się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka pokrywają koszty związane z jego utrzymaniem i wychowaniem (artykuł 133 § 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego). Zatem szanowny ojcze alimenciarzu, gdy robisz na złość byłej żonie nie płacąc alimentów, działasz ze szkodą na rzecz swoich małoletnich dzieci, dopuszczasz się przemocy ekonomicznej względem nich.

Jestem rozwódką z dwójką dzieci więc szufladkuje się mnie jako patologię. Co za tym idzie moje postępowanie musi być patologiczne. Pracuję dla własnej fanaberii (bo przecież mogłabym żyć z alimentów), ale w sumie bardziej żeby zrobić z siebie cierpiętnicę... wiadomo jak mi ciężko pogodzić dom, pracę, samodzielne wychowanie dzieci. W gąszczu formalności i papierków jak by tu wyłudzić jakąś pomoc od państwa jestem bezradna i z przerażeniem liczę czy nie przekroczę progu dochodowego o kilka złoty więc na pewno zatajam dochody, bo przecież kobiety na rynku pracy są świetnie opłacane ( po nocach śni mi się, że dostałam podwyżkę i zabrali mi 500+... taka trauma). Nie płacę za wynajem mieszkania, ani 500 zł czesnego za przedszkole, co miesiąc. Mam miliard ulg jako samotna matka, a za 1000,00zł alimentów zasądzonych na dwójkę dzieci, oddaję się alkoholowym libacjom z palemką, utrzymuję konkubenta kryminalistę, jeżdżę do SPA i kupuję waciki Diora. Jeść nie muszę ( przecież  i tak jestem na diecie), a dzieciom lodówkę zaopatrzą dziadkowie, bo rodzice rozwódki jak mogę, to powinni pomagać, ale przypomnienie, że obowiązek alimentacyjny mogą przejąć rodzice alimenciarza jest nietaktem.

Jakże kontrowersyjne 500+ oczywiście jest na moich usługach, bo akurat wyrównuje niewpływające alimenty... Także ten pan płaci, ta pani płaci... wszyscy płacą na utrzymanie moich dzieci, tylko nie ich ojciec. Dziękuję Wam drodzy podatnicy i obywatele RP. Zapewne powinnam bogato wyjść ponownie za mąż, żeby Was odciążyć, bo ojciec moich dzieci nie musi płacić. Jest bezkarny... utwierdza go w tym przyjazne alimenciarzom państwo. Jak dla mnie, albo ktoś ma godność i poczuwa się do płacenia alimentów, albo traktuje alimenty jako kolejne pole do migania się przekrętów, bo co on będzie płacił wygogluje jak się wymigać od płacenia alimentów, rzuci z przekąsem, co mi zrobisz jak nie zapłacę? A ta głupia alimenciara niech tyra skoro nie stać ją na branie dnia wolnego w pracy, coby pochodzić po urzędach, założyć kolejną sprawę czy pójść popłakać w mopsie... Patologiczna alimenciara sobie poradzi... bo musi...

Babskie seriale

Jestem serialomaniaczką... nie da się ukryć :) Lubuję się w kryminalnych zagadkach, uwielbiam seryjnych morderców... Powszechnie wiadomo, że za garniturem Harveya panny sznurem, a Pretty Little Liars tudzież American Gothic czy The Path nie pogardzę... Mam słabość do Mozarta in the Jungle i śledzę mini seriale BBC, a skandynawskim kryminałom nie przepuszczę.


Od czasów Sexu w wielkim mieście i Gotowych na wszystko trochę czasu minęło... ale mam kilka faworytów z działu babskie serial... bo wbrew pozorom takowe również oglądam po godzinach... Jesteście ciekawe mojej gorącej trójki babskich seriali? Oto one:

1. KOCHANKI


Prowokacyjny i podniecający dramat o życiu grupy czterech seksownych i nie bojących się wyzwań przyjaciółek, z których każda znajduje się na drodze do poznania samej siebie. April jest wdową samotnie wychowującą córkę. Beztroska Josslynjest pośrednikiem w handlu nieruchomościami, prowadzi styl życia wypełniony dobrą zabawą. Jej starsza siostra Savi jest szczęśliwie zamężną prawniczką, starającą się o dziecko. Karen jest psychiatrą, która nie może dojść do siebie po śmierci pacjenta, który był jej kochankiem... jestem z nimi już 4 sezony

2. POKOJÓWKI z Beverly Hills


Perypetie pięciu pokojówek, pracujących w zamożnych domach Beverly Hills. Rosie, Carmen, Valentina i Zoila stają się sobie bliższe, gdy w okolicy dochodzi do tajemniczego morderstwa, którego ofiarą pada ich koleżanka po fachu. Wkrótce dołącza do nich również nowa w tej okolicy tajemnicza Marisol. Rezolutne pokojówki poznają niejeden sekret mieszkańców elitarnej dzielnicy...

3. YOUNGER


Czterdziestoletnia Liza nagle została samotną matką. Wraca na rynek pracy i odkrywa, że w jej wieku znalezienie pracy graniczy z cudem. Kiedy podczas przypadkowego spotkania młody chłopak w barze przekonuje ją, że wygląda młodo jak na swój wiek, Lisa postanowiła podawać się za 26-latkę. Z pomocą przyjaciółki Maggie zmieniła swój wygląd zewnętrzny i zdobywa pracę marzeń. Teraz musi zrobić wszystko, by nikt nie odkrył jej sekretu... Pisałam, że kochankiem Lizy jest boski Nico Tortorella ?