Related Posts with Thumbnails

Ja planuję, ty planujesz, a i tak wszyscy tracimy czas.

Mój dziadek miał teorię... Powtarzał, że planowanie to czas STRACONY. Ani teraźniejszy, ani przyszły, ani przeszły...tylko STRACONY. Taka realna forma czasu. Ja planuję, ty planujesz, a i tak wszyscy tracimy czas. Trafność jego spostrzeżeń dotarła do mnie jak zostałam mamą... i dorosłam. Jak byłam "młoda" to planowanie miało sens. Co postanowiłam to zrobiłam... Więc dlaczego teraz nie jest tak łatwo? Może za dużo dystraktorów, niezależnych czynników, nieznanych zmiennych... Dziś wszystkie moje plany wzięło w łeb... jak kostki domina jeden plan za drugim. Rano chciałam popracować, bo w końcu działał internet ( Netia to ogromna niewiadoma) ale pół dnia straciłam użerając się z operatorami cudownej sieci Play... już myślałam, że ucho mi odpadnie, telefon się przegrzeje... ale awantura u kierowniczki kierownika zaowocowała ściemą, że e fakturę nie wiedzieć czemu wydrukowali wysłali do Chrzanowa, a w systemie usunęli... litości... Potem dzieci postanowiły wyprowadzić mnie z równowagi... a w sumie to niewielu musiały, po złość wychodziła mi uszami i nozdrzami jak na kreskówkach. Plan kolejny fryzjer... akurat dziś jak się zdecydowałam, zebrałam to zmieniają nawierzchnię na całej ulicy i nie ma wjazdu, a upał taki, że pot po tyłku leci i piesze wycieczki z parkingu na drugim końcu miasta i przebijanie się przez pył było ponad moje siły. Miałam plan długiej, odprężającej kąpieli, ale mąż miał inny plan, a potem dzieci miały plan nie spać... więc zła, zmęczona... gdy Igor w końcu padł sięgnęłam po zimnego leszka shandy dry orange, który wołał do mnie z półki w lodówce "wypij mnie" jak do Alicji w Krainie Czarów i mój plan o nie picu gazowanego też wzięło w łeb... acha zaraz po tym jak mój plan nie jedzenia po 18ej umarł śmiercią naturalną- byłam głodna a nie miałam czasu jeść wcześniej... I bądź tu człowieku mądry... jak żyć, jak planować? W moim przypadku planowanie najczęściej przekreśla brak pieniędzy, problem z internetem, odmienny plan męża, pogoda...no i temat rzeka dzieci... Jak mama planuje to dzieci są mistrzami w krzyżowaniu planów... spać im się nie chce, kataru dostają, brzuszek boli, zęby wychodzą... marudzą, absorbują...klasycznie plany weryfikują... No to może lepiej nic nie planować? Poddać się chaosowi...co ma być to będzie, jak coś nie wyszło widocznie tak miało być...? Ja nie wiem... zawsze potrzebowałam planu, motywował mnie do działania... A dziś siedzę w łóżku i myślę ufff kolejny dzień minął... A z perspektywy czasu widzę, że większość moich młodzieńczych planów zweryfikowało życie...


5 komentarze :