Related Posts with Thumbnails

B.R.U.D.

Brudne dzieci... to szczęśliwe dzieci... podobno. Podobano, bo nie wydaje mi się, że mama z umorusanymi , rozczochranymi dziećmi jest postrzegana, jako dobra matka...Więc to tak łatwo powiedzieć daj się dziecku brudzić... Zgrzyt... Masz dzieci masz bałagan... masz bałagan, co z Ciebie za /kobieta/gospodyni/matka... zgrzyt... Sprzeczności rządzą naszym życiem... oczekiwania, a realia... Nigdy nie byłam sterylną matką... ubranka prałam oddzielnie pierwsze dwa miesiące, prasowałam, do momentu raczkowania, podobnie ze sterylizowaniem smoczków i butelek... Wychodzę, z założenia, że gdy dziecko zaczyna być mobilne lub wsadzać wszystko do buzi, naturalna ekspozycja na zarazki i bakterie jest wskazana. Nie ubieram dzieci na biało...a już na pewno nie jak ich dieta jest szersza niż samo białe mleko... Moje dzieci ie uznają śliniaków... ani Vi nie używała, ani Igor nie chce... więc do jedzenia najchętniej sadzałabym nago. Nie przebieram w dzień dopóki nie ma zagrożenia ubrudzenia mebli tudzież innych domowników... w myśl zasady się wysuszy się wykruszy... chyba syfiara ze mnie jest stwierdzam... jak tak czytam, co napisałam... Gdy mieszkaliśmy w mieście było trochę inaczej, nie pozwalałam Vi taplać się jak prosiaczkowi w kałuży na Krakowskim blokowisku... bo coby ludzie powiedzieli... Bo miasto jakieś takie brudne... a moje błoto, przed domem to jakiś takie bardziej spa kąpiel błotna... W mieście Vi musiała mieć kaloszki, parasoleczkę, płaszczyk przeciwdeszczowy... był taki brud kontrolowany... tutaj pozwala sobie na większą swobodę... Gdybym w mieście pozwoliła Igorowi taplać się w kałuży i smakować błota, starszyzna z łokciami na poduszkach w blokowych oknach okrzyknęłaby mnie eko matką fuj, chowającą bezstresowo fuj, jakąś hipiską, albo feministką..., inni patrzyli by z politowaniem, że z dzieckiem sobie nie radzi, ze na wszystko pozwala... że młoda i głupia... Bycie rodzicem to sztuka wyboru... Ale i świadomość postępowania,  nie jestem za ciągłym strofowaniem dziecka, upominaniem, sterylnością... ale rozumiem, że nie każdy lubi prać, nie każdy popiera błotne zabawy.. najważniejsze, żeby dziecko czuło szczerość przekazu, trafność argumentów... Brudne dzieci to szczęśliwe dzieci... ale nie muszą się brudzić, żeby być happy... czasem ważniejsza jest świadomość, że nie ma w tym nic złego,  że mogą jak mają taka potrzebę... że mama nie będzie płakać nad rozlanym soczkiem z buraka, czy marchewkowa papką a nowej bluzeczce. Że brud jest do umycia i nie powinien ograniczać dziecięcej ekspresji, ale gdy akurat idziemy do babcina imieniny to kąpiel błotna w nowych lakierkach i sukieneczce białej , koronkowej jest nie na miejscu... Staram się nie ograniczać moich dzieci, jeżeli kontekst sprzyjający niech się brudzą, niech eksplorują strukturę błota, organoleptycznie sprawdzając jego właściwości... ale są dni, kiedy mówię basta! z przytupem...bo nie mama ochoty przegapić  ich beztroskiego dzieciństwa piorąc, myjąc i sprzątając, po ich "szczęściu".








6 komentarze :