Related Posts with Thumbnails

Nie panikuj kobieto , to tylko KLESZCZ!



-Musimy wyjąc tego kleszcza...
- Ja nie dam rady, została sama głowa, Igor się wierci, a franca się mocno trzyma...
- Nie ma opcji, nie zostawimy go tak do rana
- To dzwoń na pogotowie niech przyjadą, albo powiedzą , że mamy przyjechać, przecież teraz i tak już nic nie zrobisz, jak kleszcz był zakażony, to już nic nie zrobisz... ja wyciągam sobie codziennie kleszcze nie panikuj kobieto!
- Ale to jest małe dziecko!

Nie mogliśmy dość z mężem do porozumienia... Ja panikarą nie jestem, ale jeśli chodzi o zdrowie moich dzieci...to bezradność mnie dobija... Panicznie boję się kleszczy, albo raczej pokleszczowych powikłań... 

- Pogotowie słucham.
- Dobry wieczór mam roczne dziecko z porwanym kleszczem z tyłu głowy, nad karkiem, czy to jest pil..
- Kto wyciągał kleszcze i dlaczego nie całego?
- Mąż wyciągał, syn się ruszył i kleszcz się rozerwał
- Jest zaczerwienienie?
- Jest, ale to raczej od prób wyrwania do końca
- Proszę wyjąć do końca i jutro jechać do najbliższego ośrodka po antybiotyk
- Ale już mówiłam nie możemy go wyjąć
- Jak to nie?
- Dziecko się szarpie, kleszcz rozczłonkowany mocno siedzi
- Proszę pani, proszę mi wierzyć, że się da, nie umie pani własnego dziecka przytrzymać, żeby się nie ruszało?
- Widocznie nie umiem, czy jak przyjedziemy do szpitala to ktoś wyjmie?
- Profesjonalista nie odmówi pomocy, ale proszę go wyciągnąć

- Dyżurka pielęgniarek słucham?
-Dobry wieczór mam roczne dziecko z porwanym kleszczem z tyłu głowy, nad karkiem...
- Pani się dodzwoniła na oddział, proszę dzwonić na pogotowie... a w ogóle proszę pakować dziecko do auta i przyjechać, ja bym nie ryzykowała, on ma tylko roczek...

No to zapakowaliśmy się do auta, weszliśmy na ostry dyżur, pan tata i lekarz dyżurny znaleźli wspólny język, że nie ma, co panikować, to tylko kleszcz... TYLKO? Skoro nie jestem turystką powinnam mieć dystans, przecież kleszcze są tutaj normalne... To jest roczne dziecko , pani na pogotowiu, powiedziała, żeby nie czekać do rana, jestem spanikowaną matką, która boi się o zdrowie dziecka... jak musiałam go dociskać do kozetki, marnym pocieszeniem były słowa " silny chłopak"... mi się serce krajało... Igor płakał, krew ciekła, pean, igła, wyharatana rana... Wyszedł cały? Nie! taką kropeczkę to organizm sam wydali... Proszę obserwować... A antybiotyk? Nie podajemy po każdym kleszczu, trzeba obserwować czy się pojawi rumień... Bosko... 

-Lepiej Ci?zapytał pan mąż... 
-Nie! KU... nie lepiej! 
-Wyluzuj kobieto nie panikuj! Nic mu nie będzie, to silny chłopak...

A ja panikara, co nie umie wyjąć kleszcze, nie umie własnego dziecka nieruchomo przytrzymać i po nocy mu wycieczki funduje... 

6 komentarze :