Życzenia



Kochany synku... jak ten czas szybko płynie... rok temu o tej porze byliśmy na porodówce  i walczyliśmy, byś znalazł się po tej stronie... Mój mały wielki mężczyzno... życzę Ci, by los był dla Ciebie łaskawy, by wiatr nie wiał Ci w oczy, by ścieżki nie były zbyt kręte i byś nie miewał pod górkę... Byś z uśmiechem kroczył przez życie i miał wokół siebie prawdziwych przyjaciół, byś marzył, śnił...i walczył. Byś zamykał oczy i cieszył się pięknem własnego istnienia...

I wiedz, że płynął dziś łzy po maminych policzkach. Łzy radości, łzy sentymentalne... Bo jesteś mym skarbem... Skradłeś me serce...kocham Cię najczystszą miłością... miłością matki do syna... Kocham Cię i nie przestanę...

6 komentarze :

Make my life easier


Nie popełniam dziś postu, bo byłby pełen goryczy, bluźnierczy i przeładowany negatywnymi emocjami... niespełnionymi marzeniami, wielkimi rozczarowaniami... łóżko, winko i muzykoterapia... czas start!
















Za musicalowo się zrobiło...Wprawdzie o gustach muzycznych rozżalonej, popijającej wino w łóżku kobiety się nie dyskutuje... ale bezpieczniej będzie jak powiem...DOBRANOC!

0 komentarze :

puzzle


 Jak byłam mała układałyśmy z siostrami puzzle, układałyśmy, podklejałyśmy...i bardzo to lubiłyśmy. Vi nie przepadała za puzzlami. Jest nerwusem, łatwo się zniechęca...i ciężko jej usiedzieć w miejscu i skupić się na jednej czynności... Ale ostatnio spróbowała sama... albo raczej czekała aż uśpię Igora i udało jej się ułożyła puzzle samodzielnie ( do tej pory układanie puzzli, to było układanie ich przeze mnie pod dyktando Vi). Duma ja rozpiera, próbuje kolejne i bach zaskoczyło. Od 24 mega puzzli płynnie przeszła do drobniejszych 60 elementowych. Podniecona krzyczy ja sama, nie pomagaj mi! i układa:) Puzzle niepozorna zabawa, a uczą wytrwałości w dążeniu do celu i koncentracji... rozwijają spostrzegawczość i to, co psychologowie nazywają "umiejętnością analizy i syntezy wzrokowej".




1 komentarze :

Zasłuchuję się

0 komentarze :

Inne dzieci


 "Dorastaliście w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych? Jak, do cholery, udało się wam przeżyć?! Samochody nie miały pasów bezpieczeństwa ani zagłówków, ani poduszek powietrznych! Na tylnym siedzeniu było wesoło, a nie niebezpiecznie. Łóżeczka i zabawki były kolorowe i z pewnością polakierowane lakierami ołowiowymi. Niebezpieczne były puszki, drzwi samochodów. Butelki od lekarstw i środków czyszczących nie były zabezpieczone. Można było jeździć na rowerze bez kasku. Szkoła trwała do południa, a obiad jadło się w domu. Niektórzy nie byli dobrzy w nauce i czasami musieli powtarzać rok. Nikogo nie wysyłano do psychologa. Nikt nie był hiperaktywny ani dyslektyczny. Po prostu powtarzał rok i to była jego szansa. Wodę piło się z węża ogrodowego lub innych źródeł, a nie ze sterylnych butelek PET. Wcinaliśmy słodycze i pączki, piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem i nie mieliśmy problemów z nadwagą, bo ciągle byliśmy na dworze i byliśmy aktywni. Piliśmy całą paczką oranżadę z jednej butli i nikt z tego powodu nie umarł. Nie mieliśmy Playstation, Nintendo 64, X-Boxa, gier wideo, 99 kanałów w TV, DVD i wideo, Dolby Surround, komórek, komputerów ani chatroomów w internecie... lecz przyjaciół ! Mogliśmy wpadać do kolegów pieszo lub na rowerze, zapukać i zabrać ich na podwórko lub bawić się u nich, nie zastanawiając się, czy to wypada. Można się było bawić do upojenia, pod warunkiem powrotu do domu przed nocą. Nie było komórek... I nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i co robimy! Nieprawdopodobne! Tam na zewnątrz, w tym okrutnym świecie! Całkiem bez opieki! Jak to było możliwe? Graliśmy w piłę na jedną bramę, a jeśli kogoś nie wybrano do drużyny, to się wypłakał i już. Nie był to koniec świata ani trauma. Mieliśmy poobcierane kolana i łokcie, złamane kości, czasem wybite zęby, ale nigdy nie podawano nikogo z tego powodu do sądu! Nikt nie był winien, tylko my sami. Nie baliśmy się deszczu, śniegu ani mrozu. Nikt nie miał alergii na kurz, trawę ani na krowie mleko. Mieliśmy wolność i wolny czas, klęski, sukcesy i zadania. I uczyliśmy się dawać sobie radę! Pytanie za 100 punktów brzmi: Jak udało się nam przeżyć? A przede wszystkim: Jak mogliśmy rozwijać naszą osobowość? Też jesteś z tej generacji? Przypomnij sobie, jak było. Pewnie, można powiedzieć, że żyliśmy w nudzie, ale...przecież byliśmy szczęśliwi! Czyż nie? "





Może to dziwne, ale dziś jak Vi kolejny raz nie chciała sprzątać w pokoju i miałyśmy naszą małą wojnę domową zaczęłam się zastanawiać... Czy rzeczywiście dzieci były kiedyś inne? Moja mama twierdzi, że w d...się poprzewracało, kiedyś nie było ADHD, dysleksji, bezstresowego wychowania...ona nie miała problemu z bałaganem, pyskowaniem...ja to trochę inaczej pamiętam... Ale fakt, rodzice trzymali mnie krótko, były zasady, dzieci i ryby głosu nie miały...i na pewno tylu atrakcji, co moje dzieci i tylu zabawek też nie miały... Nie było tabletów, placu zabaw z miękko wyściółką, za to były trzepaki... jeździłam bez kasku na białym składaku i bawiłam się z kolegami w policjantów i złodziei. Rzucaliśmy noże na piasku grając w państwa, malowałam klasy i ślimaki zwykłą kredą a nie 3d. Zakopywałam sekrety pod szkiełkiem i zamiast konta na fejsie wymieniałyśmy z koleżankami pamiętniki i złote myśli. Podstawą diety było mleko krowie ze szklanej butelki, na śniadanie zupa mleczna,  a kasza nie była wyznacznikiem zdrowego odżywiania. Piłam oranżadę z woreczka, żułam gumy balonowe, jadłam vibovit na sucho i nikt nie czytał etykiet w poszukiwaniu aspartamu. Wypadki się zdarzały, blizny mam z lat dziecięcych... bo gdyby kózka nie słuchała... i jeszcze mamy posłuchała... Parzyłam nogi w plastikowych sandałach do pływania i miałam kompleksy, że nie umiem pluć. Miałam skarbonkę jabłuszko, ruską gierkę jajka, wymarzoną barbie z Pewexu. Najfajniejsze zabawki były raz do roku jak wracaliśmy z wakacji i rodzice kupowali coś extra w Czechosłowacji. Na urodziny dostawałam pomarańcze, a na komunię kaseciaka... Do biblioteki chodziłam, dużo czytałam i wytapetowałam pokój plakatami z brawo i dziewczyny, które po kryjomu z kieszonkowego kupowałam. I w domu zostawałam sama z dwiema młodszymi siostrami, i nawet na noc jak rodzice mieli dyżur i nie było z nami niani i nikt na opiekę społeczną nie dzwonił. Umiałam zrobić siostrom jedzenie, w sobotę były dyżury sprzątania. Na wakacje jeździłam do babci i moja siostra jadła ślimaki. Jak pojawił się internet to był na impulsy z telefonu i mój tata nie musiał się bać i zabezpieczeń dla dzieci instalować, ani antywirusów... a komputer stał u rodziców w sypialni, jeden na 5 osobowa rodzinę i wcale nie spędzałyśmy przed nim całych dni... a aktywność fizyczną miałyśmy bez kinetica... I listy pisałam, takie papierowe, nawet do dziewczynki z Japonii , bo byłam w pen-friend klubie. Mama ubierała nas w second handzie i bynajmniej nie byłam hipsterem i nie było szafiarek a pisało się pamiętnik, a nie bloga... i kurcze fajnie było...tyle rzeczy nie było...a tak fajnie było... Kiedyś dziecko to było dziecko... bez filozofii, szkoły wychowawczej, była kara, był klaps i nikt tego nie nazywał patologią... było inaczej... jasne czasy się zmieniły i cieszę się, że moja córka ma tyle i chciałbym dla niej jeszcze więcej... ale wysłałabym ja tak na chwilę teleportem w moje czasy... na pewno świetnie by się bawiła, może doceniłaby to co ma, może zabawki by szanowała... i może mnie by zrozumiała:)

4 komentarze :

TORBA BORBA

Wiecie jest mamą od 4 lat...mamą dwójki dzieci od niespełna roku i nigdy nie dorobiłam się torby dla mam:) Takiej specjalnej, dedykowanej rodzicielkom, co w eleganckiej kopertówce, pieluch, smoczków, chusteczek nawilżanych i butelek, choćby chciały nie zmieszczą... No, ale spokojnie i na mnie przyszła pora... Dzięki uprzejmości sklepu wyprawamama.pl weszłam w posiadanie torby. Torby borby, torby baby... I cóż design jak to dla mamy, jakby to Vi powiedziała "pasowny" do wózka i obuwia sportowego, ale wiecie funkcjonalna i pojemna... a to się liczy. Torba wygląda niepozornie, ale sprawdziłam mieści się wszystko, co potrzeba i nawet mona w niej wszystko znaleźć ( a nie tak jak w moich dotychczasowych czarnych dziurach, worach, co zasysały wszystko jak próżnia). "Wymyślona przez mamę dla mam. Przemyślana konstrukcja Torby Baby sprawia, że mama nie traci czasu na poszukiwanie niezbędnych rzeczy – wszystko ma swoje określone miejsce."  Producent przekonuje, a ja potwierdzam: "Dzięki odpowiednio zorganizowanej przestrzeni pomieści wszystkie przybory potrzebne mamie np. podczas spaceru z dzieckiem. Organizacja przestrzeni ma też dodatkowy atut – z góry wiadomo, gdzie co leży – nie trzeba przetrząsać torby w poszukiwaniu np. kluczy." (  w zewnętrznej kieszonce jest smycz ułatwiająca dostęp do kluczy)







0 komentarze :

TATO..

Czy mój mąż dorósł do roli ojca... trudne pytanie... I chyba tylko on zna odpowiedź... Ale jedno jest pewne... Dzieci kochają tatę z całego serca... kochają i potrzebują... chłoną każdą wspólnie spędzoną chwilę... Pewne jest też, że jak trudne nie byłyby nasze relacje... Tata kocha dzieci... i dla tej ich miłości, ja się jakoś trzymam...



„wszyscy rodzimy się z pustką w piersiach wielkości taty. Nasi ojcowie albo ją wypełniają, albo w miarę dorastania czujemy tę pustkę coraz bardziej...” Charles Martin 

1 komentarze :

Ja też Cię Kocham Tatusiu...

Jutro Dzień Taty...Pomagałam Vi przygotować laurkę, mamy plan podać tacie śniadanie do łóżka... Ale planujemy również odwiedzić Dziadka...czyli mego Tatę... Podobno byłam córeczka Tatusia... Podobno... ale na pewno mam najwspanialszego Tatę na świecie. Zawsze miałam lepszy kontakt z Tatą. Jest dla mnie wzorem mężczyzny, dobrego człowieka... Stoicki spokój, poszanowanie... Zawsze mogłam na niego liczyć... to on tłumaczył mi matematykę, to on nauczył mnie pływać i jeździć na rowerze... To z nim w konspiracji oglądałam przygody Agenta 007, gdy mama była na noc w pracy... Nigdy się nie kłóci, nie krzyczy... to jego dezaprobata najbardziej boli... Wiecie, że przez te wszystkie lata, gdy jestem samodzielna, czy dorosła jak kto woli w każde urodziny, imieniny, walentynki, Dzień Kobiet, czy Dziecka wstaję i czeka na mnie sms od niego? Kocham Cię spełnienia marzeń...Więcej nie trzeba... Ja też Cię Kocham Tatusiu...





5 komentarze :

Duns Sweden dla mojego zbója

Śledzę modowe nowinki...ale uważam, że dziecko to dziecko...i powinno być ubrane adekwatnie do wieku...i do okazji. Vi ma niespełna 4 latka i to mała księżniczka, ale Igor zbój ma być ubrany jak na 11 miesięcznego rozrabiakę przystało, a nie tam mały stary, encik penik elegancik:) Inna sprawa, że większość dziecięcej konfekcji po prostu mi się nie podoba... tzn takich no name ubranko dziecięce z misiem, kotkiem albo pieskiem...ohyda. I to nie jest żaden tam post sponsorowany, ale dzięki Dzieciom Natury poznałam ubranka Duns Sweden i ja i Igor zakochaliśmy się od pierwszego ubrania, a ja to chyba nawet od pierwszego uprania:) Duns Sweden to szwedzka marka ekologicznych ubranek dla dzieci... to kolorowe, energetyzujące ubranka które, optymistycznie nastrajają, są wzorzyste, ale grafiki nie są banalne...W ofercie znajdziecie wzorzyste, kolorowe body, koszulki, getry, bluzy etc. Dla niemowlaków i dzieci do 7 lat. Co dla mojego zbója ważne są wygodne, nie krepują ruchów, a co dla mnie są uszyte z organicznej bawełny  pochodzącej z ekologicznych upraw, barwione nietoksycznymi barwnikami, posiadają certyfikat Global Organic Textile Standard (GOTS). Wykończone z ogromną dbałością, po kilkunastu praniach w mojej kiepskiej wodzie wyglądają idealnie, napy/zatrzaski są dobre i trwałe, ubranka szybko schną i są bardzo przyjemne w dotyku. Organiczne, wygodne, dobre gatunkowo i o unikatowym wzornictwie...czegóż chcieć więcej?







1 komentarze :

NAJLEPSZY TATA NA ŚWIECIE

Większość z Was pewnie zna te fotki z internetu... Dave Engledow tworzy niekonwencjonalną pamiątkę dla swojej córki, Alice Bee... Chciał dokumentować dorastanie córki, chciał robić to z pomysłem, aby nie bombardować znajomych na fb miliardem zdjęć córki... tak tak znamy to...dla nas każda chwila ważna, ale nasi znajomi niekoniecznie chcą oglądać zmianę pieluszki krok po kroku, czy spożycie pierwszej marchewki w 25 fotografiach... Projekt Dave'a Engledow to obraz ojcostwa, trochę karykaturalny, z przymrożeniem oka...obraz najlepszego taty na świecie, jak głosi napis na przewodnim rekwizycie sesyjnym:)






6 komentarze :

MANDALA VEST







1 komentarze :

Kalejdoskop myśli

Czas przecieka mi przez palce... niemoc mnie ogarnęła... Biję się z myślami...o sens bloga, o przyszłość Dziecięcych Klimatów, o zaniedbanie dziergania... czuję, że stoję w miejscu, że przyszedł czas na jakieś decyzje, wybory... Piętrzą się problemy zdrowotne, finansowe, sercowe... a ja ze stresem sobie nie radzę, problemy mnie paraliżują... Stoję w miejscu, ciężko nabrać w pierś powietrze, nie mogę zebrać myśli nogi mam jak z waty... W głowie układam post o tym, co teraz czuję, ale jakoś zebrać się nie mogę... wiem, że i tak nie będzie taki jak bym chciała... wiem, że na razie ładunek emocjonalny za duży... bo ja to z tych , co przeżywają bardzo, czują za bardzo, płaczą bijąc się z myślami...


4 komentarze :

TH-4655 nowy wymiar pomiaru:)

Kiedy 4 lata temu kompletowałam wyprawkę dla Vi znajoma powiedziała mi, że najdroższa rzecz oprócz wózka to termometr... hmmm zwariowała pomyślałam. Po co to komu i na co? Zresztą termometr wydawał mi się totalnie niepotrzebny, odkąd wyprowadziłam się z domu takiego ustrojstwa nie używałam... mierzenie temperatury? Przecież wiem kiedy mam gorączkę, a ile stopni nie muszę wiedzieć... Pojawienie się dziecka szybko zweryfikowało to podejście.. dziecko ciągle ma podwyższona temperaturę, gorączkę, ząbkuje...a i babcia zdradziła, że przy problemach z wypróżnianiem warto dziecku termometrem pomóc... Nawet nie próbuję zliczyć ile termometrów przerobiłam...ech, chińskie elektryczne, co po kilku pomiarach żyją własnym życiem, w smoczku,  w papierku... nawet taki szklany kupiłam ( jak rtęciowy, ale nie rtęciowy) i niestety był jednorazowy, bo się go nie da strzepnąć, albo ja nie umiem... O ile przy Vi jeszcze jakoś dawałam radę, to z ruchliwym Igorem noway, on nawet pieluchę ma zmienianą w biegu... Dzięki uprzejmości  projektu wyprawka odkryłam nową jakość pomiaru:) Testuję z dzieciakami termometr Topcom TH-4655. Czy jest jakiś super niezwykły? Nie, termometr jak termometr, lekki, poręczny... ale jedno jest ważne działa i jest łatwy w użyciu. Elektroniczny termometr 5 w 1 czyli wielofunkcyjny gadżet... Termometr ten mierzy temperaturę powietrza, temperaturę ciała dziecka w uchu i na czole, a także jedzenia i wody. Mierzy on temperaturę w uchu i na czole i robi o bardzo szybko. W zaledwie 2 sekundy, co przy ruchliwym, albo rozdrażnionym choroba dziecku, jest na zdecydowanie na plus. Nie wiem jak jest z jego dokładnością... ale przy kolejnych próbach konsekwentnie pokazuje tą sama temperaturę, więc na pewno nie mierzy jak mu się podoba. Dla młodych rodziców na pewno fajna opcją jest pomiar temp jedzenia i wody bo te opcje z łokciem i nadgarstkiem to nie każdy lubi. Z funkcji dodatkwych, z których skorzystamy lub nie...  pokazuje datę (rok, dzień i miesiąc), godzinę na przemian z temperaturą powietrza oraz zapamiętuje wyniki pomiarów. I akurat ta ostatnia funkcja bywa dość przydatna,  gdy dziecko jest chore i trzeba kontrolować temperaturę. Cóż więcej... termometr jest zgrabny, estetyczny, lekki i cena również jest do przełknięcia. Stacja dokująca jet taki nawet ładny ten termometr jest, no i  przetrwał pomiary temperatury u wszystkich lalek i miśków Vi więc zapowiada się w miarę wytrzymale.



1 komentarze :