• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

wiosna!


Wiosna... oj czekałam na nią... wyglądałam, bo zimą na wsi się zasiedziałam, podgniłam trochę i zdziadziałam... Z utęsknieniem słońca wyglądałam, co osuszy ziemię, przegoni błotne zaspy i wygoni dzieci przed dom... Bo gdy zimno i buro jest najzwyczajniej w świecie nudno... Dzieci zamknięte w czterech ścianach, to przekleństwo i wyjąca syrena rozdrażnienia. Gdy zima za długo trzyma dopada nas dekadencki ból istnienia, zrobione wszystko, co było już do zrobienia... Nareszcie uśmiech na umorusanych twarzach smaganych słońcem, posiadówki w piaskownicy i długie spacery... Jeździki, rowery, auta, taczki, plastikowe kosiarki... nareszcie się ich z domu pozbyłam... ufff... koniec rajdu Dakar w salonie!


life lately


To był mój tydzień... Pierwszy raz od bardzo dawna moje potrzeby i plany wysunęły się na pierwszy plan. Nawet podstępna wysypka bostońska ich nie pokrzyżowała, choć morale matki ucierpiało. Oswajam Warszawę jak Mały Książę, czekam na wiosnę jak na Godota... Czas płynie. Anna po drugiej stronie lustra starzeje się, kurczy przygniatana codziennością... 


Life lately...


„Im więcej człowiek wie o sobie w kontekście wielości doświadczeń, tym większa jego szansa by nieoczekiwanie, pewnego pięknego poranka, móc zdać sobie sprawę z tego, kim on w istocie jest – czy raczej Kim „on” w Istocie Jest .” Aldous Huxley

ciche dni


Miniony tydzień, to były ciche dni, negatywne emocje, żale, przewartościowania... Dobrze, że się kończy i jest perspektywa lepszych dni... Było mineło... czas zapomnieć, iśc dalej bez oglądania się za siebie... Dźwigać na syzyfową górę bagaż doświadczeń i mieć nadzieję, że prędko znów nie upadnę... że teraz jest nowy , lepszy (?) start. Coś się kończy, coś się zaczyna...

Piątkowa fotomigawka


No i mamy zimę... ba nawet Mikołajki za nami... Wczoraj szłam spać była jesień... dziś wstaję i Orkan Ksawery przywiał śnieg i mróz... Nawiało... Biało... Nie, chyba jednak nie byłam, podobnie jak drogowcy, gotowa na atak zimy... Dobrze, że chociaż uśmiechy dzieci wypełniały dzisiejszy dzień... Był Mikołaj jest zabawa i to rozkoszne dziecięce: Mamo spełniły się moje marzenia! Zawsze marzyłam o domku drewnianym i mebelkach i jest śnieg...o zimie też marzyłam... Igor był tak podniecony prezentem, ze nawet śniadania się nie domagał... Piszę ten post, a dzieci się bawią... wcale nie wybierają się do spania... A ja owszem chętnie bym się hibernowała i tą zimę przespała...

w fotograficznym skrócie


Jak usłysz w radio Last Christmas zacznę się stresować... Że lada chwila Święta i Nowy Rok... Na razie, to do mnie nie dociera... Śniegu nie widziałam, zimy stulecia jeszcze nie ma... ale słyszę tykanie zegara w głowie, miarowo uciekający czas odmierzany wspomnieniami zaklętymi w fotografiach... Ostatnio dużo się dzieje... w końcu kalendarz zapełnia się notatkami... Finisz intensywny... Rok kończy się owocnie... Nowe perspektywy, wyzwania... oby styczeń również obfitował w znaczące zdarzenia, bo już mam dość stagnacji... Nawał obowiązków mnie motywuje, podwyższone obroty... brakowało mi ich...


life lately


Nie było mnie kilka dni a mam wrażenie że wieczność, że moje dzieci wydoroślały... bawić się razem zaczęły, albo raczej współpracować przy sianiu spustoszenia... Sprytny tata wypracował system huśtawka przed południową drzemką Igora... i Viki huśta i usypia brata:) A ja matka lulałam jak głupia... I kłócić się Vi i Igor zaczęli jak na rodzeństwo przystało. Głośno, intensywnie, spektakularnie... Kochają się potem nienawidzą z przytupem. 3dni rozłąki pozwoliły mi wyjść z roli mamy i spojrzeć na moje dzieci z dystansem, przewietrzyć instynkt macierzyński... i jestem dumna, że mama takie fajne dzieci. Jasne dają w kość, czasem doprowadzają do szewskiej pasji... i najchętniej uciekłabym gdzie pieprz rośnie... Ale nie zamieniłabym ich na żadne inne, to jest miłość w proporcjach doskonałych. Mieszanka cierpliwości, złości, smutku radości... wszystkich zmiennych emocji, których wypadkową jest oblicze matczynej miłości...

piątkowa fotomigawka


Ech jestem psychosomatyczną schizolką...wyjeżdżam dziś do Gdańska... robię coś dla siebie, a łączę się w pseudo chorobie z Igorem... Czas przeciąć pępowinę, 3 dni odpoczynku od dzieci, to powinno być błogosławieństwo, a ja tymczasem mam lęki separacyjne i tęsknię zanim wyjechałam... Wiem, że pan tata sobie poradzi, nie wiem na ile złe samopoczucie Igora to kiełkująca choroba, a na ile syn mój czuje, że mamusia wyjeżdża... A mama łyka tabletki, szykuje prowiant... tylko sama jakoś nie spakowana, bo czasu i sił brak, bo nie mam, co na siebie włożyć... Bo nie wiem czego się spodziewać po Blog Forum w Gdańsku... Nie należę do blogerskich klik, parenting, to nie lajfstajl, ja łatwo nie nawiązuję nowych znajomości... i nie wiem czy w tłumie blogerów i blogerek się odnajdę...


life lately...


Leniwy tydzień za nami... oj bardzo... Senny taki... z przymrożeniem oka... z  na zapałkach podtrzymywaną powieką. Obfitujący dla mnie w nowe możliwości, ciekawe oferty współpracy, motywujący do rozwoju, ale w półśnie jakby... Jak lunatycy włóczymy się po domu w ciepłych skarpetach i piżamach... Ogień w kominku uspokaja, deszcz spływa po szybach, wiatr szumi w myślach i wycisza... Jesień na dobra zagościła w sercu... Na deficyt słońca cierpię bardzo, leczę się kofeiną i mantruję byle do wiosny wystawiając twarz do żarówki... Energooszczędny surogat słońca...

Life lately... fotomigawka

Czas ucieka... Pytanie czy on mnie pogania, czy gonię go ja? Odmierza momenty i zdaje się istnieć, by nadawać sens temu, czego już nie ma... Wartościujemy go przez pryzmat jego braku...Nieuchwytny, abstrakcyjny... CZAS

Life lately...odc. Kraków

Piątkowa fotomigawka... ilustracja nieubłaganie upływającego czasu... Kolejny tydzień za nami... dobry tydzień ( pomijając żołądkową wirusówkę) za nami... Bardzo ważny czas w mojej relacji z dziećmi to był... samotny urlop, pełen atrakcji. Wypełniliśmy naszą przestrzeń nowymi wspomnieniami, które dzielimy na trzy... Szkoda, że taty nie było z nami... że nie widział uśmiechu Vi w Muzeum Narodowym, nie oglądał z Igorem zabytkowych aut... nie poszedł sprawdzić, czy nasza kłódka na moście zakochanych wisi... Pogoda nam dopisała, plan wypełniliśmy, zmęczeni możemy dziś wrócić do domu. Nie powiem, że wypoczęłam... ale ten urlop chyba miał inny cel

Life lately...fotomigawka

Z ziemi warmińskiej do małopolskiej... kolejny tydzień za nami. Wiecie, ze za 76 dni nowy rok się zaczyna? Czas zwolnił na chwilę, jesiennie... melancholijnie... ale to złudne... bo ucieka, przecieka przez palce... Mijający tydzień, to dla mnie próba sił... samotny urlop z dziećmi to dla mnie nie lada wyzwanie... PKP było łaskawe...choć atmosferę skutecznie podgrzewały bezlitosne grzejniki, jesienny Kraków mnie nie zawiódł, Nokia podpadła na całej linii... Choć do pana Taty tęsknimy, marudny Krakus nie krzyżuje naszego planu, który dzień za dniem wypełniamy...

ABC...

A jak aktywność domowa 
B jak Bliskości Rodzicielstwo
C jak CzuCzu 
D jak dzierganie tęczowego królika
E jak ekonomia stosowana 
F jak fochy 4latki

  
G jak Grzybobranie 
H jak Historia Polski Tomasza Bagińskiego 
I jak irytacja 
J jak jajecznica z maślakami
K jak kotek
M jak MiniMini


N jak narysuj mi mamo i nie umiem
O jak ochota na...
P jak przetwory
R jak rozmowa
S jak strzelające drwa w kominku


T jak taty deficyt
U jak uwaga
W jak więź
X,Y jak ciche klnięce pod nosem
Z jak Zielone Poidory

Life lately... piątkowa fotomigawka

Szybki wpis... miedzy łykiem kawy, a przemieszaniem w garnku zupy... Dziś ruszam do Warszawy, na wymarzona upragnioną Konferencję Bliskości... porzucam dzieci na dobę... nie utulę ich do snu... nie podam picia w nocy... głupie co? A jednak zamiast się cieszyć i skakać w euforii pod niebiosa, staram się wszystko przygotować na zaś... Jeszcze flatmummy powinnam wydrukować... bo jedzenie jak dla wojska przygotowałam, wyprałam, wysprzątałam, dzieciowe dyspozycje, instrukcje obsługi tacie wydałam... Ahoj przygodo!

Piątkowa fotomigawka

Wrzesień się kończy... jeszcze październik, listopada, grudzień... i co? I nic! I będę starsza o kolejny rok, znowu wszyscy skacowani po Sylwestrze zapomną o moich urodzinach... Jeszcze kilka dni deszczu i zostaniemy bez drogi dojazdowej odcięci od świata w naszej wiejskiej głuszy... Dziś wiadro grzybów, ostatnie maliny jedzone prosto z krzaka, jutro zbiorę ostatnie pomidory... bo te zielone już nie dojdą... deficyt słońca... czeka je filmowa kariera smażonych, zielonych pomidorów... taki schopenhauerowski klimat...Wszystko, wszystko wypite! zjedzone! – Cóż dalej? jakby Varleine się mnie pytał... Cóż dalej? Jesień panie sierżancie, a potem zima... czas płynie... Vi wyciszona wśród książek... a Igor sieje takie spustoszenie, że chyba go do "Surowych Rodziców" zgłoszę... daje w kość...oj daje... ja przetwórstwo grzybów leśnych, trochę dziergania i notoryczna weryfikacja planów...życie...coś się kończy, coś się zaczyna, wyciszenie i stagnację przyniesie mroźna zima...

chwile ulotne...

"Łapię chwile ulotne jak ulotka. Ulotne chwile łapię jak fotka (...) Z każdym dniem łapię chwile ulotne jak motyle. Na stałe, koduję we fragmentach bądź całe. Zapamiętałem już ich bez liku. Wszystkie mam w sobie. Żadnej w pamiętniku (...) Życie nasze składa się z krótkich momentów. Cudownych chwil czy przykrych incydentów. Niczego nie przegapię. Wszystkie je łapię"
Piątkowa fotomigawka, wspomnienia uchwycone w kadrze... Chwile ulotne zaklęte w fotografiach... Błahe sprawy, nasze małe wielkie momenty, skrawki dnia codziennego definiujące naszą rzeczywistość... Umierające w każdej sekundzie realne ułamki, nieśmiertelne w naszych sercach. Mieszkają pod powieką, kłębią się w głowie, tworzą nas od podstaw i burzą w momencie, definiują na nowo... Nieznaczące znaczące, nieznane dopóki nie poznane, nie istnieją dopóki nie przeminą... 

depresyjna migawka

No i stało się, zaczynam czuć w kościach jesienną depresję, refleksyjny nastój zastukał do mych drzwi... śpię za mało, myślę za dużo, czuję za bardzo... Łzy toczą się po policzkach, skrycie otarte ukłuciem w sercu... Z nadzieją patrzę na wełniane skarpety jakby miały być lekiem na całe zło... Zatroskaną twarz chowam w wyciągniętym swetrze i wlewam w siebie hektolitry kawy. Ciężko zebrać myśli, a w żołądku zalęgły się niepokoju ćmy.  Ludziowstręt stosowany... Chciałabym schować się pod hipoalergiczną pierzyną i serce z rozumem zeswatać... wymieszać w proporcjach doskonałych z piosenką Nosowskiej w tle...

Life lately...

Jutro to dziś tyle, że jutro...
 

Life lately... tygodniowa fotomigawka

Dziś mówię Wam dobranoc obrazami, wspomnieniami minionego tygodnia zamkniętymi w fotografiach... Niektóre ludy wierzą, że zdjęcia kradną duszę... ja uchylam Wam rąbka mojej duszy, pokazuję, co mi w duszy gra, uchwycone momenty, urywki codzienności, kadry niedalekiej przeszłości definiujące teraźniejszość. Dobranoc.

Life lately according to my photos