Related Posts with Thumbnails

Matka Polka nieustannie sprzątająca

 Marina Abramovic
Szykowałam ten post dzień przed wyjazdem do Warszawy, kilka tygodni temu... coś zazgrzytało i tekst się nie zapisał... a więc jeszcze raz... teksty nowy, a jakże podobny... kwestia nieustannego sprzątania jest po prostu wiecznie aktualna... 

Bałagan warunkuje moją egzystencję... Matka Polka nieustannie sprzątająca... Nad bałaganem ubolewająca... Zamykam oczy i wiem, że jutro będzie nowy dzień, i znów będę sprzątać...  Jakbym rano nie chwyciła miotły, to by chyba znaczyło, że umarłam... Nie jestem pedantką, nie mam manii sprzątania, tym bardziej nie cierpię na ataksofobię... Czasem wydaje mi się nawet, że odkąd zostałam mamą tolerancja na bałagan mi się zwiększyła... Nabrałam dystansu... Teoria względności nabrała nowego znaczenia... Mój mąż cierpi na poślubną głuchotę wyrywkową, ja zaczynam mieć przebłyski wyrywkowej ślepoty... Staram się ignorować, nie widzieć... choć widzieć muszę, żeby się nie potknąć... A jednak większą cześć mego czasu i energii pochłania sprzątanie... Żeby jeszcze było widać efekty, dom lśnił jak przed testem białej rękawiczki, pachniał pronto i wyglądał jak z katalogu Ikei, albo reklamy ajaxa...to pół biedy... ale ja mam wrażenie, że po prostu żyję w brudzie... Sławna nie jestem więc ten brud ni przypiął ni przyłatał, a spędza mi sen z powiek... odbija się echem chujowej pani domu...

kitchen
 Marina Abramovic
Jak byłam mała czytałam Nie kończącą się Historię, teraz mam neverending story z bałaganem w roli głównej. Zamiatam, przecieram, podnoszę, przekładam, zmywam, wycieram, przekładam, odkładam... CTRL+C CTRL+V tryliard razy, again and again... od świtu do zmierzchu i jeszcze dłużej... Końca nie widać, efektów nie widać... Zanim pójdę spać wieczorem ogarniam przestrzeń życiową, codziennie łudzę się, że wstanę i nie pomyślę fuck jaki bałagan... a jednak pobudka rundka dzieci po domu i efektów nocnego pucowania nie widać... Sprzątanie w dzień, to jak te sławne mycie zębów podczas jedzenia czekolady... a jednak i tak co chwila schylam się i coś podnoszę...  Na pomoc nie mam co liczyć... mój mąż brudu nie widzi... chyba wychodzi z założenia, że mam za dużo wolnego czasu i brud mnoży się w mojej głowie, żebym miała co robić, ewentualnie narzekać, jaka jestem zapracowana... Wiadomo jak się nic nie robi, to najlepiej udawać, że się jest bardzo zajętym. Vi wzrusza ramionami i chce pod choinkę od Mikołaja robota do sprzątania, ewentualnie tresowane krasnoludki... Igor... cóż on na razie bałagan generuje... Więc sama jestem z tym moim brudnym problemem, niezrozumiana, przytłoczona, klepiąca codziennie litanię domowych obowiązków...

 Marina Abramovic
I tyle razy już biłam się w piersi, że nie będę sprzątać, że bałagan nie zając nie ucieknie, że basta, koniec... Że może jak przestane sprzątać, to domownicy zauważą, przyznają mi w końcu racje, wyciągną pomocna dłoń, uznają, że nieokiełznany bałagan to fakt, a nie moje białe myszki... I co? I nic? Rzucę miotłę w kąt jeszcze odbije się od ściany i limo mi pod okiem nabije, nie posprzątam dziecięcych klamotów, na klocku lego stanę... Zastanawiam się, za co ta karma...? Nie dość, że kobieta się odrodziłam, to jeszcze z syndromem Don Kichota i Syzyfa w jednym... 

Matka Polka nieustannie sprzątająca pociągnięcia miotłą odmierzają mi czas... Zamiatam, przecieram, podnoszę, przekładam, zmywam, wycieram, przekładam, odkładam... CTRL+C CTRL+V tryliard razy, again and again... od świtu do zmierzchu i jeszcze dłużej... 

1 komentarze :