• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Matka Polka nieustannie sprzątająca

 Marina Abramovic
Szykowałam ten post dzień przed wyjazdem do Warszawy, kilka tygodni temu... coś zazgrzytało i tekst się nie zapisał... a więc jeszcze raz... teksty nowy, a jakże podobny... kwestia nieustannego sprzątania jest po prostu wiecznie aktualna... 

Bałagan warunkuje moją egzystencję... Matka Polka nieustannie sprzątająca... Nad bałaganem ubolewająca... Zamykam oczy i wiem, że jutro będzie nowy dzień, i znów będę sprzątać...  Jakbym rano nie chwyciła miotły, to by chyba znaczyło, że umarłam... Nie jestem pedantką, nie mam manii sprzątania, tym bardziej nie cierpię na ataksofobię... Czasem wydaje mi się nawet, że odkąd zostałam mamą tolerancja na bałagan mi się zwiększyła... Nabrałam dystansu... Teoria względności nabrała nowego znaczenia... Mój mąż cierpi na poślubną głuchotę wyrywkową, ja zaczynam mieć przebłyski wyrywkowej ślepoty... Staram się ignorować, nie widzieć... choć widzieć muszę, żeby się nie potknąć... A jednak większą cześć mego czasu i energii pochłania sprzątanie... Żeby jeszcze było widać efekty, dom lśnił jak przed testem białej rękawiczki, pachniał pronto i wyglądał jak z katalogu Ikei, albo reklamy ajaxa...to pół biedy... ale ja mam wrażenie, że po prostu żyję w brudzie... Sławna nie jestem więc ten brud ni przypiął ni przyłatał, a spędza mi sen z powiek... odbija się echem chujowej pani domu...

kitchen
 Marina Abramovic
Jak byłam mała czytałam Nie kończącą się Historię, teraz mam neverending story z bałaganem w roli głównej. Zamiatam, przecieram, podnoszę, przekładam, zmywam, wycieram, przekładam, odkładam... CTRL+C CTRL+V tryliard razy, again and again... od świtu do zmierzchu i jeszcze dłużej... Końca nie widać, efektów nie widać... Zanim pójdę spać wieczorem ogarniam przestrzeń życiową, codziennie łudzę się, że wstanę i nie pomyślę fuck jaki bałagan... a jednak pobudka rundka dzieci po domu i efektów nocnego pucowania nie widać... Sprzątanie w dzień, to jak te sławne mycie zębów podczas jedzenia czekolady... a jednak i tak co chwila schylam się i coś podnoszę...  Na pomoc nie mam co liczyć... mój mąż brudu nie widzi... chyba wychodzi z założenia, że mam za dużo wolnego czasu i brud mnoży się w mojej głowie, żebym miała co robić, ewentualnie narzekać, jaka jestem zapracowana... Wiadomo jak się nic nie robi, to najlepiej udawać, że się jest bardzo zajętym. Vi wzrusza ramionami i chce pod choinkę od Mikołaja robota do sprzątania, ewentualnie tresowane krasnoludki... Igor... cóż on na razie bałagan generuje... Więc sama jestem z tym moim brudnym problemem, niezrozumiana, przytłoczona, klepiąca codziennie litanię domowych obowiązków...

 Marina Abramovic
I tyle razy już biłam się w piersi, że nie będę sprzątać, że bałagan nie zając nie ucieknie, że basta, koniec... Że może jak przestane sprzątać, to domownicy zauważą, przyznają mi w końcu racje, wyciągną pomocna dłoń, uznają, że nieokiełznany bałagan to fakt, a nie moje białe myszki... I co? I nic? Rzucę miotłę w kąt jeszcze odbije się od ściany i limo mi pod okiem nabije, nie posprzątam dziecięcych klamotów, na klocku lego stanę... Zastanawiam się, za co ta karma...? Nie dość, że kobieta się odrodziłam, to jeszcze z syndromem Don Kichota i Syzyfa w jednym... 

Matka Polka nieustannie sprzątająca pociągnięcia miotłą odmierzają mi czas... Zamiatam, przecieram, podnoszę, przekładam, zmywam, wycieram, przekładam, odkładam... CTRL+C CTRL+V tryliard razy, again and again... od świtu do zmierzchu i jeszcze dłużej... 

Oni potrafią

Oj potrafią moje dzieci zrobią bałagan...z prędkością światła wywrócić pokój do góry nogami, wywalić wszystko co jest w zasięgu ręki...świetna zabawa...gorzej ze sprzątaniem... Jeżeli są genetycznie uwarunkowani ludzie, którzy źle się czują w sterylnych wnętrzach, to moje dzieci do takich należą...a i mi po porodzie zmieniło się postrzeganie brudu i przesunęła się granica nieporządku...no ale bez przesady...dwa diabły wcielone, huragany...żeby jeszcze sprzątali po sobie...ciekawe czy CBOS robiło badania nad częstotliwością domowych awantur o nieposprzątany pokój? Dobra mama nie sprząta po, ona umie wyegzekwować ..no ja się daję wykorzystać zakasam rękawy i często sprzątam...nie zawsze...ale jednak, niestety tak jest szybciej i prościej, a konsekwentne nie wyręczanie w sprzątaniu wymaga cierpliwości i mocnych nerwów. Podobno zdolność kojarzenia porządku z działaniem człowieka powstaje najprawdopodobniej w drugim roku życia dziecka, natomiast dopiero w kolejnych latach zaczynają one rozumieć, że ludzie mogą i posprzątać, i spowodować nieporządek...więc muszę szybko opanować moją córkę:)








a żeby nie marnować energii na bałagan... oto jak postrzegamy my


a jak nasze dzieci