• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

MATKA FEMINISTKA

Wiecie byłam kiedyś hipiską, byłam feministką... Biegałam na studiach na wykłady z nowej psychologii kobiety i rozczytywałam się w Jagiellonce w Mgłach Avalonu i Mistyce Kobiecości... na własny egzemplarz nie było mnie stać... Byłam dumną wyznawczynią ekofeminizmu... pisze byłam... bo potem zostałam mamą i miałam wrażenie, że mój feminizm umarł śmiercią naturalną z pierwszym bólem partym podczas porodu... Matka Polka prześmiewczy frazes, który mnie wykształconą kobietę deprecjonował i zamykał w domu... Zestawienie Matka Feministka wydawało się koślawym tworem, żałosnym oksymoronem, desperackim wołaniem młodej, rozczarowanej kobiety, której dotychczasowe poglądy wchłonęło macierzyństwo... Życie zweryfikowało moje postrzeganie, samorozwój ukształtował mój świat wartości... Przestałam nazywać... zaczęłam żyć w zgodzie z... Feminizm schowałam do kiszeni ze smoczkiem i sudocremem...


Czekałam na książkę Agnieszki Graff... upodobałam sobie jej felietony, czytane w poczekalni do ginekologa... bo kolorowych magazynów dla rodziców nigdy nie kupowałam... Czekałam, bo chciałam rozgrzeszenia, że pogrzebałam mój feminizm w popiele, że zostałam matką i przewartościowałam swój świat... 

Polskie realia to temat z działu no comment, sytuacja matek w kraju deklarującym szacunek do wartości rodzinnych, w którym przekonanie, że rodzina jest najważniejsza jest odwrotnie proporcjonalne do środków przeznaczanych na politykę rodzinną  woła o pomstę do nieba? " udomowienie jest z macierzyństwem nieuchronnie związane. Nie da się zbudować więzi z małym człowiekiem, nie spędzając z nim czasu. Aby zostać matką, trzeba być tam, gdzie nasze dziecko, czyli, nie czarujmy się, najczęściej w domu. Można jednak i należy pytać: na jak długo, na jakich warunkach i kto ma za to płacić?" Będąc w ciąży z pierwszym dzieckiem myślałam, że pogodzę krakowskie życie, studia i opiekę nad dzieckiem... Myliłam się... Po pierwsze bycie dzieciatym to pewne wykluczenie... Na matki trochę nie ma miejsca w miejskiej infrastrukturze... mogą być wszędzie, dopóki jest to dom, albo plac zabaw... dotkliwiej odczułam, to gdy przeprowadziłam się na wieś będąc matka dwójki dzieci... tu wysokie krawężniki i brak podjazdów dla wózków już nie jest problemem, tu nawet jakbym chciała, to nie mam gdzie pójść z dziećmi... baranki w pieluchach i kawiarnie dla mam stały się nierealnym wspomnieniem... Borykam się z upośledzeniem opieki medycznej, brakiem miejsc w przedszkolach, "siedzę" w domu to po co mi opiekunka... choć żeby mieć opiekunkę, to pierw musi Cię być na nią stać, w skrócie musisz zarabiać więcej niż ona... pracuję po nocach z domu... gdy dzieci śpią, gdy sprzątnę, ugotuję, upiorę ... moja doba zrobiła się gumowa... moje ja zeszło na dalszy plan i nóż w kieszeni mi się otwiera, gdy słyszę że jak typowa matka jestem "roszczeniowa".

"Chodzi o stworzenie takiej sytuacji społecznej - takiej obyczajowości, takich reguł gry na rynku pracy i takiego systemu opieki - by rezygnacja kobiet "z siebie" nie była konieczna. By wycofanie się matek z wszelkiej aktywności poza "radzeniem sobie" nie było normą. Chodzi o to, by mężczyźni poczuli się rodzicami na równi z kobietami i byli jako rodzice traktowani poważnie, a państwo realizowało swoje zobowiązania." Matka Polka jest wściekła, sfrustrowana... rozczarowana... społecznie niewidzialna... wydaje na świat nowego obywatela, ale radzić musi sobie sama. Matka Polka dziwna jest, za dużo by chciała i dziecka i pieniędzy i rozrywki... Spadła z piedestału i się mocno potłukła... siedzi na zwiędłych goździkach i zastanawia się co dalej...

Wszystko, co w polskiej rzeczywistości budzi rozgoryczenie, wściekłość, a często wręcz rozpacz matek, znajdziemy w tej książce. I jeszcze mocne dowody na to, że równość jest wartością rodzinną... To książka, która powala trafnością spostrzeżeń, której strona po stronie przytaknie każda matka ( feministka, czy też nie). Zostałam matką nie zauważyłam u mnie regresu intelektualnego, agonii ambicji... ale bardziej czuję, jak system mnie udomawia, upupia pod przykrywka wzniosłych ideałów... Jak bardzo potrzebne są zmiany...

"Macierzyńskie rozdarcie ma wymiar emocjonalny, ale także ekonomiczny. Nie da się dylematów związanych z macierzyństwem sprowadzić do zgrabnego hasła: „dajmy kobietom wybór”. Cóż to za wybór: urodzić albo poczekać do trzydziestki, a może i czterdziestki, ryzykując kłopoty z płodnością? Albo taki: zostać w domu z maluchem i nie mieć co włożyć do garnka, czy może oddać do żłobka i umierać z niepokoju i tęsknoty? To nie są żadne wybory. Po pierwsze dlatego, że macierzyństwo to pasmo kryzysów i konieczności. Po drugie dlatego, że w człowieku jest zarówno potrzeba autonomii, jak i potrzeba więzi. Matki nie tylko chcą, ale i muszą te sprzeczne potrzeby jakoś godzić."

Po lekturze książki Agnieszki Graff już wiem, że mój feminizm nie umarł... Potwierdzam, że „Dostałam cycem w twarz. Byłam feministką, ale feminizm, który znałam, nie miał mi nic do powiedzenia o macierzyństwie. Właściwie to kazał mi czekać, aż mała zaśnie albo wreszcie urośnie i pójdzie do przedszkola abym mogła wreszcie znowu być "sobą". Odnalazłam siebie, robiąc krok ku dziecku”... Polecam lekturę, by pozbyć się rozgoryczenia i jadu, bo poczuć, że choć osamotnienie jest wpisane w macierzyństwo, to tylko pozornie... przez chore realia... w domach są inne samotne kobiety... które czują to co ja... które kładą na szali macierzyństwo, karierę... Miotają się, walczą bo mają pozorne wybory...

matka feministka graff

Graff mówi o swojej książce, że "Ma się dobrze czytać. Ma sprawić ludziom przyjemność. To nie jest książka wojowniczki, która nic tylko tłucze swoje postulaty. To jest zbiór felietonów i esejów. Książka obyczajowo-podpatrująca świat, a trochę też osobista, bo jednak sporo piszę o sobie. Opisuję, o czym się gada przy piaskownicy. Co mówi mały chłopiec po obejrzeniu kreskówki o Bobie budowniczym. Jak to jest być z małym dzieckiem w Polsce w szpitalu. Jak to jest być kobietą, która strasznie chcę być z dzieckiem, a jednocześnie strasznie chce, i przy tym trochę musi być w pracy." To głos w debacie społecznej, by upolitycznić macierzyństwo...

morale matki

Gdy dziecko chore, mama zwarta i gotowa, tuli, pielęgnuje, zarywa noce, na rzęsach staje, by tylko ulżyć małemu choremu... a gdy mamy nie ma obok... to wyrzuty sumienia rosną proporcjonalnie do czasu rozłąki, a morale spada poniżej poziomu morza... Ciężka depresja. przytłaczająca bezradność, normalny matczyny strach... Dziecko chore, czuje się źle... nie może na Ciebie liczyć czujesz się się źle... gorzej... najgorzej... stan krytyczny: jestem złą matką i nie przegadasz. Matka gotowa jest na każde poświęcenia... Nie mogłam przewidzieć, że Vi się w sobotę rozchoruje, nic na to nie wskazywało... sobota w drodze do Warszawy telefon od pana Taty z ciężkim wyrzutem... Wiem, że nie jestem niezastąpiona, nie zostawiłam dziecka samego tylko z tatą... a jednak miałam ochotę wysiąść na żądanie w ciemnej d... i biec do domu na złamanie karku. Googluję, szukam, dzwonię, pytam w coraz większym chaosie myśli pogrążona, ze spotkania niewiele skorzystałam, tylko makijaż od płakania rozmazany miałam... Może powinnam w końcu zdobyć się na zdrowy egoizm, zadbać o swoje potrzeby, stanowczo krzyknąć złym myślom basta! Przecież sytuacja losowa nie zależna ode mnie, dzieci moje mają dwoje rodziców, i pan Tata krzywdy nie zrobi, a kocha dzieci, to chciał nie chciał troskliwie się nimi zaopiekuje. Do prowadzenia bloga staram się podchodzić profesjonalnie, więc powinnam traktować sobotni wyjazd jako służbowy, a nie towarzyskie widzimisię, wybrała wyrodna matka imprezę i koleżanki...


Mam prawo czasem postawić swoje plany ponad wszystkim... Moje plany i aspiracje, znaczące dla mnie wydarzenia... i wiem to i jestem świadoma, i mam prawo... i nic to nie zmienia, kraje się serce matki, gdy dziecko chore, a morale spada, gdy matka czuje, że zawiodła. Nie ma logiki, nie ma podziału obowiązków, równouprawnienia... Jest matka, oczywista oczywistość poświęcenia i nieodparta chęć utulenia, scałowania wszystkich trosk z rozpalonego czułka i choć nadziei na to, że matczyna opieka odczuwanie choroby zmienia... Że nad wszystkie apteczne specyfiki mamy obecność najbardziej pomaga...

Matka Polka Terrorystka

Zanim dojrzałam do macierzyństwa... temat dla mnie nie istniał... Ani mnie ziębił, ani cieplił... Nie był tabu, ale jakoś nie było potrzeby go roztrząsać. Mama była moja, były mamy moich koleżanek i ta mama z piosenki, co krokodyla wsadziła do garnka. Był też motyw matki w literaturze przed maturą... Na studiach pedagogicznych uodporniłam się na wszelkie wychowawcze doktryny... I nagle bum! grom z jasnego nieba, obudził się We mnie instynkt macierzyński i zapragnęłam zostać mamą... Doskonale wiedziałam jaką mamą nie chcę być... zbudowałam swoją wizję macierzyństwa na zaprzeczeniu... Dopiero potem zaczęłam czytać, szukać... praktykować... i znalazłam swoją macierzyńską drogę... Brukowaną, krętą, pod górkę... ale moją... Moja wizja macierzyństwa ewoluowała... Dziś jestem mamą z niespełna pięcioletnim stażem, każdego dnia się uczę, popełniam błędy wychowawcze (tak wiem szkoda że uczę się na błędach popełnianych na własnych dzieciach, ale cudzych do nauki nie mam), wyciągam wnioski, nie zjadłam wszystkich rozumów... 


Jestem Matką... Polką z racji narodowości, choć dziś zestawienie tych dwóch wyrazów jest drwiącym epitetem. I coraz częściej mam wrażenie, że używając tego zestawienie sama, siebie obrażam. I wicie , co jeszcze? Ostatnio coraz częściej wstydzę się... Chcę być wzorem dla moich dzieci, chcę dla nich wszystkiego, co najlepsze... unikam matczynej rywalizacji, porównywania... Nie wdaję się w dyskusje na placach zabaw, nie komentuję postów na wallu super niani... Nie oceniam, szanuję, nie krytykuję... w język się ugryzę, byle kogoś nie urazić... Ważę słowa, bo zwrócić uwagę innej matce, to czyn grożący uszczerbkiem na zdrowiu... niemniej czasem człowiek musi... Staram się nie mieszać... interweniuję, gdy naprawdę widzę krzywdę dziecka. Przede wszystkim jestem człowiekiem (rodzice nauczyli mnie szanować innych, słuchać i nie odbierać im prawa do odmiennego zdania), potem matką ( tego codziennie, się uczę)... i wizji Matki Polki coraz bardziej się wstydzę... 

Wstydzę się wszechobecnej w mediach wizji Matki Polki Terrorystki, anonimowych potyczek w internecie, jadu lejącego się na forach... Terror laktacyjny, terror butelkowy, terror pieluszkowy, słoiczki, smoczki, szczepionki, klapsy... Jedna matka, by drugą w łyżce mleka utopiła, sprawdziła, czy zwłoki rywalki lepiej mleko modyfikowane, czy z piersi konserwuje, sprzątnęła nawilżaną chusteczką... Usta smoczkami o anatomicznym kształcie pozatykała, albo czarną polewkę ze słoiczka podała... Kobiety zawistne są... ojcowie by dali sobie po pysku i byłby koniec tematu, przedyskutowaliby opcje, po klapsie, rączki podane, sprawa załatwiona... A kobiety nie.. tu jad strumienianami leje się... sypnę soli do rany niech pojątrzy się... Macierzyństwo jest sprawą indywidualną, ale Matka wychowuje obywatela, jej problemy są społeczne... Każdy dorzuci dwa grosze w słusznej sprawie publicznego pożytku.


Matki Rodzicielki, werbalne bokserki, o swe racje na wirtualnych barykadach wojujące.. Kochające swoje dzieci, świecące przykładem... nie potrafiące uszanować drugiego człowieka... Jak można? Nie mogę pojąć. Nie godzę się na wychowywanie moich dzieci w atmosferze zawiści. Odcinam się grubą kreską. Jedna pani drugiej pani oczy wydłubała w imię idei. Są różne drogi... cel jeden - szczęście i dobro dziecka. Kocham moje dzieci, dokładam wszelkich starań, by zapewnić im harmonijny rozwój, kiedyś one wystawią mi świadectwo... Moje dzieci, tylko one, nie pani Jadzia z warzywniaka, matka trójki dzieci spod Warszawy, samotna matka ze Śląska, czy inna wszystkowiedząca Matka Polka...  Nie jestem idealna, ale nie muszę się dowartościowywać obrażając inne matki... Matko Polko nie musisz się ze mną zgadzać, ale uszanuj moje prawo do odmiennego zdania! Nie oceniaj, nie szufladkuj... Proszę... Odmienna wizja, nie musi być zła, gorsza, najgorsza... czyż nie nauczyła nas tego historia? Macierzyństwo to nie stopniowanie złego. Matki, wózkowe lwice terroryzują inne matki... Zew jajników, to bujda jest. Spotkajmy się w samo południe, jak dzieci maja drzemkę i stoczmy pojedynek na śmierć i życie butelka kontra cyc...

Masz inne zdanie wytłumacz mi, pokaż swoją wizję, uargumentuj... Konstruktywna krytyka, rzeczowe argumenty, kultura wypowiedzi! a nie obrażanie i napastliwa krytyka skłonią mnie bym zmieniła zdanie. Przecież mogę się mylić, mogę nieświadomie narażać dzieci na krzywdę. A tego bym nie chciała. Nie wiem wszystkiego, każdego dnia uczę się. Upokarzając mnie, mieszając z błotem, wyzywając nie przekonasz mnie bym karmiła piersią, butelką, spała z dzieckiem, z mężem, psem sąsiada, karmiła je słoiczkami, mięsnie, bezmięsnie, smarowała pupę sudocremem, zasypywała mąką ziemniaczaną, zakładała pampersy, dady, czy tetrę, spluwała przez lewe ramię, na grochu klęczała, jaglanką zapychała i parówek broń boże nie dawała... Rzucając kamieniem nie udowodnisz swojej racji... Wymierzając policzek Matce nie przekonasz jaj, że klaps to też bicie...

Swoją droga to niezły fenomen jest, by np sposób karmienia dziecka odbierać personalnie. Robisz inaczej? To robisz źle, jesteś złą matką! Robię jak chcę, wypchaj się, nie terroryzuj mnie! Matczyne krucjaty... wszystkie chwyty dozwolone.


Wiecie czym się różni Matka od Terrorystki? Z terrorystką można negocjować... z Matką Polką nie! Matka wie wszystko najlepiej... Sterroryzuje inne Matki by na świecie lepiej żyło się i dzieci szczęśliwsze były w oparach nienawiści, atmosferze zawiści ku chwale szczytnych idei. Matka Polka tolerancyjna jest, toleruje wszystkich, którzy myślą tak samo jak ona... całą resztę by do piachu wysłała babki robić i zamki budować. Ewentualnie na miejska paraolimpiadę z wózkiem- skok wzwyż przez krawężniki. Szacunek taki passe jest, niech rządzi strach, oceniajmy się niech jad strumieniami leje się... Niech dzieci uczą się, jak to w dorosłym życiu jest.

Matka Polka nieustannie sprzątająca

 Marina Abramovic
Szykowałam ten post dzień przed wyjazdem do Warszawy, kilka tygodni temu... coś zazgrzytało i tekst się nie zapisał... a więc jeszcze raz... teksty nowy, a jakże podobny... kwestia nieustannego sprzątania jest po prostu wiecznie aktualna... 

Bałagan warunkuje moją egzystencję... Matka Polka nieustannie sprzątająca... Nad bałaganem ubolewająca... Zamykam oczy i wiem, że jutro będzie nowy dzień, i znów będę sprzątać...  Jakbym rano nie chwyciła miotły, to by chyba znaczyło, że umarłam... Nie jestem pedantką, nie mam manii sprzątania, tym bardziej nie cierpię na ataksofobię... Czasem wydaje mi się nawet, że odkąd zostałam mamą tolerancja na bałagan mi się zwiększyła... Nabrałam dystansu... Teoria względności nabrała nowego znaczenia... Mój mąż cierpi na poślubną głuchotę wyrywkową, ja zaczynam mieć przebłyski wyrywkowej ślepoty... Staram się ignorować, nie widzieć... choć widzieć muszę, żeby się nie potknąć... A jednak większą cześć mego czasu i energii pochłania sprzątanie... Żeby jeszcze było widać efekty, dom lśnił jak przed testem białej rękawiczki, pachniał pronto i wyglądał jak z katalogu Ikei, albo reklamy ajaxa...to pół biedy... ale ja mam wrażenie, że po prostu żyję w brudzie... Sławna nie jestem więc ten brud ni przypiął ni przyłatał, a spędza mi sen z powiek... odbija się echem chujowej pani domu...

kitchen
 Marina Abramovic
Jak byłam mała czytałam Nie kończącą się Historię, teraz mam neverending story z bałaganem w roli głównej. Zamiatam, przecieram, podnoszę, przekładam, zmywam, wycieram, przekładam, odkładam... CTRL+C CTRL+V tryliard razy, again and again... od świtu do zmierzchu i jeszcze dłużej... Końca nie widać, efektów nie widać... Zanim pójdę spać wieczorem ogarniam przestrzeń życiową, codziennie łudzę się, że wstanę i nie pomyślę fuck jaki bałagan... a jednak pobudka rundka dzieci po domu i efektów nocnego pucowania nie widać... Sprzątanie w dzień, to jak te sławne mycie zębów podczas jedzenia czekolady... a jednak i tak co chwila schylam się i coś podnoszę...  Na pomoc nie mam co liczyć... mój mąż brudu nie widzi... chyba wychodzi z założenia, że mam za dużo wolnego czasu i brud mnoży się w mojej głowie, żebym miała co robić, ewentualnie narzekać, jaka jestem zapracowana... Wiadomo jak się nic nie robi, to najlepiej udawać, że się jest bardzo zajętym. Vi wzrusza ramionami i chce pod choinkę od Mikołaja robota do sprzątania, ewentualnie tresowane krasnoludki... Igor... cóż on na razie bałagan generuje... Więc sama jestem z tym moim brudnym problemem, niezrozumiana, przytłoczona, klepiąca codziennie litanię domowych obowiązków...

 Marina Abramovic
I tyle razy już biłam się w piersi, że nie będę sprzątać, że bałagan nie zając nie ucieknie, że basta, koniec... Że może jak przestane sprzątać, to domownicy zauważą, przyznają mi w końcu racje, wyciągną pomocna dłoń, uznają, że nieokiełznany bałagan to fakt, a nie moje białe myszki... I co? I nic? Rzucę miotłę w kąt jeszcze odbije się od ściany i limo mi pod okiem nabije, nie posprzątam dziecięcych klamotów, na klocku lego stanę... Zastanawiam się, za co ta karma...? Nie dość, że kobieta się odrodziłam, to jeszcze z syndromem Don Kichota i Syzyfa w jednym... 

Matka Polka nieustannie sprzątająca pociągnięcia miotłą odmierzają mi czas... Zamiatam, przecieram, podnoszę, przekładam, zmywam, wycieram, przekładam, odkładam... CTRL+C CTRL+V tryliard razy, again and again... od świtu do zmierzchu i jeszcze dłużej... 

Homo homini lupus est


Wiecie ostatnio kłębi mi się pewna myśl w głowie...a le żeby nie zostać (again) posądzoną o trolling na moim( własnym i prywatnym/publicznym hulaj dusza) fanpage'u napiszę tutaj... bo wiem, że niewiele osób czyta... Homo homini lupus est, a matka matce wydłubałaby oczy. Zawsze lepiej dogadywałam się z kolegami dlaczego? Bo kobiety są zawistne, deprecjonują innych, by gloryfikować siebie... straszna prawda... Z jednej strony płeć piękna, empatyczne, wrażliwe, troskliwe, Matki rodzicielki opiekunki ogniska domowego... z drugiej jadowite żmije. Zew jajników to chyba jakiś mit, albo po prostu walka ze stereotypem Matki Polki, wielość zadań, obowiązków, konflikty ról społecznych, w które jesteśmy uwikłane sprawiają, że dla higieny  i zdrowia psychicznego popadamy w jadowitość względem innych matek...

Dlaczego nie mogę publicznie napisać, że jestem zmęczona? Że moje dzieci mnie denerwują? Przecież to prawda. Nie jestem robotem. Czy jedna i druga życzliwa, która zaraz rozpoczyna na mnie krucjatę nigdy nie bywa zmęczona? Matce nie wypada narzekać? Ja nie mam jak odpocząć od dzieci i to mój główny problem, nie mam niani, babci, która je weźmie na weekend... jestem z nimi 24h na dobę i to jest męczące... kocham je ale to mączące... Jak czytam siedź mniej na fb już mnie nawet nie śmieszy... irytuje do potęgi, bo że moim dziadkom i rodzicom nie umiem wytłumaczyć, że dziś nie trzeba mieć etatu w firmie tylko można prowadzić własną działalność w domu przez internet, to w pewien sposób zrozumiałe, różniąca pokoleń i te sprawy, ale że młode kobiety, często moje rówieśniczki nie rozumieją, że pracuję online to mi ręce opadają. Tak mam kompa włączonego prawie 24/7, różnica jest między nami taka, że ja zarabiam na chleb będąc online, a Ty masz rozrywkę ( bo Ci którzy pracują przez internet rozumieją sytuację). Napisanie postu na fb zajmuje mi kilka sekund, a jest powiązane z prowadzeniem bloga, którego się podjęłam i konsekwentnie realizuję ( jestem koziorożcem i jestem pracowita więc nie ma po łebkach staram się wszystko robić najlepiej jak potrafię). I nie nie mogę zrobić sobie urlopu, bo internet to nasz ( mój i męża) jedyny sposób zarobkowania. Śmieszą mnie akcje mama wraca do pracy, bo ja pracuję non stop, tydzień przed porodem zamykałam 3 projekty artystyczne, wróciłam do domu musiałam odpisać na tonę maili, nawet będąc bezrobotną prowadziłam agencję artystyczną z mężem... Własny biznes i jeszcze w branży artystycznej, gdy nie ma stałego dochodu uczy pewnej pokory i systematyczności... sama jestem szefem, pracuję w domu... ale to wymaga ode mnie ogromnej dyscypliny i samozaparcia. Nikt mnie nie rozlicza, ale nie pójdę na zwolnienie, bo mam chore dzieci, niestety u mnie sfera zawodowa( czytaj zarobkowa) i domowa idą równolegle i te dwie sfery bardzo się przenikają...

Jestem wielozadaniowa, nie chcę zaniedbywać dzieci, nie chcę zrezygnować z dziergania, prowadzenia bloga... dlatego czasem mnogość obowiązków mnie przytłacza i przerasta. Ale za Chiny Ludowe nie rozumiem po co te złośliwości i liczne " złote rady". Czasem czytając wypowiedzi niektórych mam ma straszny surrealistyczny obraz przed oczyma. Bo stwórzmy mozaikę "życzliwych rad". 3dni po porodzie jesteś piękna, niezaniedbana, codziennie ćwiczysz z Chodakiowską, jesteś na diecie chili3d da mam karmiących ( to oczywiście proforma, bo dobra karmiąca mam nie ma problemu z powrotem do formy po porodzie bo wielość obowiązków i karmienie piersią robi swoje, a jak jesteś gruba to twoja wina bo jesteś leniwa i to pop prostu twoja wina), przez co najmniej 2 lata karmisz piersią, bo butelkowe są gorsze, więc jak nie masz pokarmu to się tylko nie przyznawaj publicznie, bo nie wypada. W seksownej sukience( broń boże wyciągniętym dresie) gotujesz obiad z dzieckiem w chuście, a jak dziecko dużo płacze to w chuście nawet kupę idziesz zrobić, i masz wolne obie ręce. Nosisz seksowną bieliznę dla matek, używasz kosmetyków dla mam, czytasz prasę dla mam... Kochasz po równo nie zaniedbujesz, nie podajesz słoiczków, nie przekłuwasz uszu, nie pozwalasz dziecku oglądać tv tylko przesypujecie kolorowy ryż, chodzicie w śnieżnobiałych spodenkach na plac zabaw, rześka, uśmiechnięta,  nie spiąć wcale ( bo jakby zsumować wszystko co robisz to doby brakuje) nigdy nie jesteś zmęczona. Potem rozszerzanie diety BLW na porcelanie, parówek nie dajesz chyba, ze te po 35zł kg, co obok kawioru leżały, słodycze bez cukru. Leczycie choroby cywilizacyjne roznoszone w przedszkolu, bo dziecko ma dysleksję, adhd a rodzice śmią je posłać do przedszkola... Twoje dziecko jest grzeczne, nie brudzi się, jego kupa pachnie i jest nad wiek rozwiniete, uzdolnione w każdej dziedzienie, a jak nie to nawet się nie przyznawaj , że masz dziecko, popracuj nad tym bo przecież to świadczy o tobie , o twojej pedagogicznej porażce... nieudolności... ale jak, skoro jesteś idealna? Na pewno dziecko w szpitalu podmienili. Wiec dobra zarzynam się, pije redbula ( oczywiście po cichu bo wciąż udaję, ze karmię piersią) opowiadam  innej mamie jak to rosół z eko warzyw i eko kury ugotowałam, a ona phi ja to nawet makaron sama robię i mąkę sama mielę, ewentualnie sprowadzam najczystszą peruwiańską mąkę, jak nie mam akurat czasu zmielić, bo byłam w SPA. Oglądasz Supernianię i Surowych rodziców nie tam głupie seriale, przecież jesteś wykształcona masz magistra. W głowie masz litanię: nie mam pokarmu- moja wina, dziecko chore- moja wina, jestem zmęczona- moja wina... Jak one to wszystko robią?,w czym są lepsze? myślisz  przecież się staram... Chwalisz się innej mamie mój półtoraroczny synek mówi kocham cię mamo i robi już siusiu na nocnik i bum kubeł zimnej wody, a mój syn to już próbuje pisać i czytać, a nocnik opanował dawno temu (g... prawda bo widzę że ma pampersa, ale to tylko na wyjścia, żeby publiczne siusianie go nie stresowało, w domu jak nikt nie widzi to on już nawet klapę podnosi i sika na stojąco)... no i przestałam rozmawiać z mamami na placu zabaw, bo porównywania nie zdzierżę... Jesteś w ciąży jedziesz autobusem, pot po tyłku ścieka...nie łudź się miejsca to może ustąpi Ci młody mężczyzna, bo płeć żeńska to ma problemy z pamięcią i nie pamięta jak potrzebowała usiąść, gdy brzuch ciążył... Nie chodzi o kółko wzajemnej adoracji, ale krytykę konstruktywną i zwykłą ludzką empatię. Potrzebuję rady , to o nią poproszę, robię coś źle zwróć mi uwagę nie obrażając mnie. Nikt nie ma monopolu na rację, a szkół wychowywania jest wiele... często działam intuicyjnie, ale kocham moje dziecko i nie chciałabym go skrzywdzić...

Sytuacja abstrakcja jakiś czas temu napisałam, że nie mam wody ( rury zamarzły) i zimno ( jest zima) czytam odpowiedź dlaczego narażasz dzieci na mieszkanie na wsi, nie maja warunków ważne, że masz internet co? no błagam narażam dzieci na mieszkanie na wsi, bo w miejskim smogu lepiej... na pewno łatwiej jak masz centralne ogrzewania i podstawią beczkowóz... Kompletny brak logiki, ignoranctwo? Stereotyp Matki Polki wcale nie odchodzi do lamusa, walczymy z nim i pielęgnujemy... pardoks. Zakładasz rodzinę, rodzisz dzieci zamiast robić karierę? Nie masz ambicji jesteś za młoda, za głupa, za stara...zawsze jakieś ale więc walcz udowadniaj że jest inaczej...

Wiecie bycie Matką Polką to banał Ty musisz być Superwomen- Super matka, super kucharka, super kochanka, super pracownik, super wykształcona, super oczytana, super chuda, super zadbana...cyborg, robot... Tylko wiesz co jak będziesz się zarzynać słuchając życzliwych rad pamiętaj, że Superbohaterowie nie istnieją... to fikcja literacka. Czy ktoś tak jak ja widzi te sprzeczności? Niby rozprawiamy o macierzyństwie bez lukru, równych prawach, ale tkwimy w błędnym kole matki idealnej... Jak wiatr zawieje... Na fb matka życzliwa lubi milion stron raz jest eko, raz psycho, raz sexi., raz szczepi, raz wege, raz modna.... i zawsze jest naj hop do przodu i zawsze innym udowadnia jak się do niczego nie nadają. Pewne jest jedno, innej matce zawsze można dowalić, pokazać innym jaka jestem idealna, jak inni w to uwierzą, to mi będzie lżej... A i tak czego zrobisz wszystkim nie dogodzisz, zawsze na twoje działanie, postawę, będzie kontra...

Ostatnio czytałam o pomalowanych paznokciach... szczyt paradoksu i złośliwości prosty przykład... pomalujesz paznokcie jesteś złą mamą, bo poświęcasz czas na głupoty, masz za dużo czasu, nic nie robisz skoro masz czas na malowanie paznokci, no i kobieta pracująca w domu nie ma pomalowanych paznokci bo lakier odpryskuje jak zmywasz naczynia, w lakierze jest chemia nie dbasz o zdrowie dziecka, kupujesz tani jesteś tandetna, drogi jesteś rozpieszczona i takiej to dobre siedzi w domu maluje paznokcie a mąż zarabia...nie pomalujesz paznokci jesteś złą mamą bo nie dbasz o siebie, dajesz zły przykład córce, będziesz mogła mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie, jak twoje dziecko będzie się wychowywać w niepełnej rodzinie, bo maż cie zostawił dla innej, bo o siebie nie dbasz po porodzie...



Człowiek człowiekowi wilkiem, a matka matce jadowitą żmiją.