• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Podsumowanie ankiety


Przyszła pora na podsumowanie blogowej ankiety... na razie liczby... bo najzwyczajniej w świecie muszę przemyśleć i przyswoić wszystkie Wasze sugestie... Oczywiście biorę je wszystkie do serca, ale muszę je przefiltrować przez zdrowy rozsądek, moje możliwości... po prostu przeanalizować... Zastanowić się jak to zrobić, by nie zawieść Waszych oczekiwań, choć cieszę się niezmiernie z powtarzającego się w wielu ankietach " Nie zmieniaj się". Dziękuję Wszystkim razem i każdemu z osobna, za chwile cennego czasu w tym świątecznym okresie...


Piszę bloga już dobre parę lat... Znacie mnie głównie z facebooka, wielu z Was trafia do mnie z polecenia... to miłe i mam nadzieję, ze tych poleceń będzie coraz więcej...


Większość moich czytelników to kobiety  25-35 lat mieszkające w dużych miastach... Ale jestem miło zaskoczona, że kilku panów czyta mnie regularnie mimo, że jak sprawdziłam w ich ankietach często nawet nie maja dzieci:) A jak już są tatusiami, to czytają mnie głównie z polecenia żony...


Generalnie Wasze dzieci rosną razem z moimi, bo większość czytelników ma dzieci w podobnych przedziałach wiekowych do Vi i Igora... Możemy się wspierać, pytać, podpowiadać, pomagać sobie nawzajem w rodzicielskich wyzwaniach dnia codziennego... Postaram się przychylić do próśb ciężarnych czytelniczek i poruszać więcej tematów okołoporodowych i tych dotyczących opieki nad noworodkiem. Choć od razu odpowiadam na powtarzające się pytanie... NIE, na razie 3 ciąży nie planuję...


Bardzo mnie cieszy, że moje starania regularnego pisania doceniacie i uważacie, ze częstotliwość pojawiania się postów jest idealna podobnie jak ich długość i forma. Zgodnie czytacie blog raczej regularnie, często sami zaglądacie by sprawdzić czy pojawił się już nowy post? Martwi mnie to, co tak naprawdę wiedziałam... o nowych wpisach dowiadujecie się głównie z facebooka, który kilka razy mi podpadł, raz usunął fanpage, tnie zasięgi... i jakoś nie mam do niego zaufania... traktuję jako zło konieczne:) Czytacie mnie głownie w nocy, gdy dzieci śpią... ja w nocy jestem najbardziej produktywna... więc odnośnie czasu publikacji postu w sumie się zgrywamy :)


Jeśli chodzi o tematykę poprzeczkę stawiacie mi wysoko... najbardziej lubicie moje luźne przemyślenia i emocjonalne wywody. Światopogląd, wychowanie dziecka  ... a kilka osób w komentarzach sugeruje mi poruszanie tematów tabu i mniejszą poprawność polityczną... choć przyznajecie też, że cenicie mnie za nie wsadzanie kija w mrowisko i unikanie "prymitywnych blogowych aferek". W pytaniach otwartych przyznajecie, że brakuje Wam Alfabetu Matki i chcecie czytać więcej Prawdziwych Historii, na podstawie losów czytelników... cóż alfabet zaniedbałam, przyznaję... a prawdziwe historie... czekam na Wasze maile... Chętnie ubiorę w słowa kolejne prawdziwe historie... realne wydarzenia z życia realnych ludzi... Nie przepadacie z relacjami z eventów blogerskich i tu przyznam Wam rację... czasami organizatorzy eventu wymagają relacji... czasem egoistycznie chcę się Wam pochwalić, jeżeli jakiś event odbieram jako blogowy sukces i krok w mojej karierze... doskonale wiem, że to średnio interesujące jak się bawiłam i z kim drinka piłam... dlatego zawsze staram się takie relacje ograniczać do minimum i nigdy nie godzę się na posty tablice reklamowe z kilometrem linków... 

Trudna sprawa natomiast z konkursami... jedni chcą więcej... drudzy mniej... ja chyba mam tak samo mieszane uczucia jak Wy... szczerze nie lubię konkursów... nie lubię jadu, kłótni, roszczeń... ale jest to forma reklamy której szuka wiele firm i forma, która daje mi możliwość obdarowania Was fajnymi produktami. W późniejszym pytaniu o wpisy sponsorowane sami przyznajecie, że współpraca reklamowe Wam nie przeszkadzają (72%), a jak komuś przeszkadzają, to ich po prostu nie czyta (20%)... Więc w sumie może tak się umówmy na konkursy? Będą, postaram ciut mniej... ale jak komuś przeszkadzają, to niech spróbuje nie zwracać na nie uwagi...

A na koniec kilka moich ulubionych wycinków z pytań otwartych. Dziękuję Wam za miniony rok, za ankietę, wszystkie miłe słowa, sugestie, konstruktywna krytykę... Chcecie więcej mnie... Matki, żony, kobiety... będzie... Osobie, która rzuca mi wyzwanie Chodakowskiej dziękuję... nie wiem, czy podołam... Ale spróbuję... Pytacie czy cenzuruję rzeczywistość... nie muszę... bo naprawdę blog, to tylko niewielki wycinek życia... a ja staram się swoje przeżyć tak, by nie musieć go cenzurować...

I teraz wyjdzie moja nieskromność, ale każdy komentarz jak jestem cudowna i, że mam się nie zmieniać... połechtał moje ego:) To był najlepszy prezent urodzinowy ever... tyle miłych słów, podziękowań... Tyle pomysłów... wskazówek...



TATULO Oates Joyce Carol


Są tematy, które mnie jako matkę bolą, które komuś, kto ma dzieci się w głowie nie mieszczą i każda o nich wzmianka wywołuje ucisk w żołądku... tematy o których nie chcę słyszeć, ale nie mogę udawać, że nie istnieją... Pedofilia... molestowanie seksualne dziecka... na sam dźwięk tych bestialskich zbrodni czuję ukłucie w sercu. Joyce Carol Oates to pisarka znana przede wszystkim z utworów poruszających tematykę przemocy, w książce Tatulo przełamuje bolesne tabu. Nie epatuje dramatyzmem, niedopowiedzenia, przemilczenie niektórych sytuacji są bardzo wymowne, smużka krwi na chłopięcych pośladkach zapada w pamięci i mówi więcej niż słowa.


 "Daj mi rączkę. Dziecko nie posłuchało. Synu, mówię do ciebie. Daj mi rączkę. Nie mogąc się doczekać, aż roztrzęsiony chłopiec spełni jego prośbę, Tatulo chwycił go za dłoń i ścisnął drobne paluszki tak mocno, że w najmniejszym chrupnęła kość. Dziecko zawyło w knebel."

Od pierwszych stron doświadczamy dramatu matki, której z parkingu centrum handlowego porwano ukochanego syna. Autorka raz za razem przywołuje tamte wydarzenia, rekonstruuje porwanie... Przez pierwsze trzydzieści stron prowadzi narrację z pozycji matki, której zawalił się świat i która dręcząc się bezustannie odtwarza w głowie tragiczne wydarzenia. Ostatnie wspomnienie syna staje się traumatycznym wyrzutem sumienia. Joyce Carol Oates zmusza czytelnika do przeżywania sceny porwania wciąż od nowa i wywołuje w nas poczucie bezsilności, które musiało towarzyszyć Dinah, gdy jej syn Robbie staje się łupem seryjnego mordercy i pedofila. Ofiarą kaznodziei Kościoła Nieustającej Nadziei, z którym chłopiec zacznie nowe pełne przemocy życie Gedeona. Kobieta czuje, że zawiodła, ma żal że puściła małą rączkę... do końca swych dni będzie się zastanawiać, czy zrobiła wszystko, co mogła... Pedofil więzi chłopca latami, lecz matka nie ustępuje w poszukiwaniach, nie traci wiary ani nadziei. Tragedię matki pogłębia fakt, że Dinah, która ledwo uszła z życiem, przejechana na parkingu przez uciekającego porywacza. Już na zawsze pozostanie niepełnosprawna i oszpecona... straciła dziecko i stopniowo traci męża.

Akcja książki obejmuje 6 lat... czyta się ją szybko, lekko... jakby nieadekwatnie do ciężaru podejmowanej tematyki. Tatulo brutalnie porywa chłopca, odbiera rodzicom, chce wymazać jego wspomnienia, wytresować bezbronne dziecko... Relacja porywacz, oprawca – ofiara przechodzi kolejne stadia. Kaznodzieja zadaje chłopcu straszne, fizyczne i psychiczne tortury, wykorzystuje go seksualnie... Gwałci jego ciało i zniewala umysł. Jak w klasycznym przypadku syndromu sztokholmskiego, bity, poniżany chłopiec uzależnia się emocjonalnie od oprawcy i szuka miłości w ich chorej relacji. "Dziecko, uwięzione w zmyślnie skonstruowanej „drewnianej dziewicy”, ani razu nie pisnęło. Ani razu nie załkało w knebel. Tatulo był ojcem surowym, lecz kochającym (...) każde, choćby najmniejsze nieposłuszeństwo, będzie natychmiast karane. Bez wyjątków! Zero pobłażliwości!" 

Oates jest oszczędna w słowach, ale w kontekście pedofilii jest to oszczędność uzasadniona. Historia opisana jest bez dosadności i wulgarności, za to z wielką dozą psychologicznego prawdopodobieństwa. Nie epatuje okrucieństwem, brutalnymi opisami gwałtu na dziecku... skupia się natomiast na psychologii postaci, a czytelnik postrzega sytuację przez pryzmat cierpienia wszystkich osób dramatu. Czujemy chore podniecenie pedofila, strach dziecka, cierpienie matki... Na kolejnych stronach śledzimy dramat rodziców, ból bliskich chłopca, próby radzenia sobie ze stratą dziecka, jak również życie chłopca z Tatulem, ich relację... 

I choć finalnie wszystko dobrze się kończy po takim dramacie nie jest łatwo wrócić do normalności... Nie da się wrócić straconych lat, wymazać traumatycznych wspomnień... Krzywdzony wiele lat chłopiec choć uciekł... wciąż musi walczyć... Jedna chwila, jeden przypadek potrafią doszczętnie zniszczyć nam życie, a przetrwanie bywa po prostu niemożliwe. Okrutna, bolesna książka, którą warto przeczytać. Warto poczuć ten ból i prześledzić rodzinny dramat.

Ankieta... Dziecięce Klimaty, co dalej...


Koniec roku... czas na podsumowania i refleksję... Osobiste rozrachunki z minionym rokiem, ale i snucie zawodowych planów czy planowanie nowych wyzwań... a tak się złożyło, że blog to w pewnym stopniu moja praca... I może nie wiecie, ale staram się podchodzić do kwestii bloga profesjonalnie... Hmmmm... Stąd ankieta :) W Dziecięce Klimaty wkładam wiele czasu, energii, serca... Gdy zaczynałam pisać bloga nie myślałam, że tak to polubię, że będzie to cząstka mnie i mojego dnia codziennego... Nie myślałam, że zostanę "blogerem" jak dumnie by to nie brzmiało... Ale mija kolejny rok, a ja wciąż jestem gdzieś tam w Internetach, wciąż piszę, rozwijam się... Dziecięce Klimaty, to pole mojej ekspresji, wirtualny głos zwykłej matki, kobiety, żony... Nie ukrywam, że statystyki mnie cieszą przekroczenie magicznego progu 20 000 UU to mój mały wielki sukces minionego roku... Ale przede wszystkim, to Wy moi czytelnicy motywujecie mnie do dalszego pisania... Dlatego proszę Was o poświęcenie kilku minut Waszego cennego czasu i wypełnienie ankiety. Wasza opinia jest dla mnie bardzo ważna i wierzę, że pomoże mi rozwijać bloga w kierunku atrakcyjnym dla Was, moich czytelników... Bo przecież bez Was blog by nie istniał... zginąłby w czeluściach Internetu :)

Ankietę możecie wypełnić klikając w link TUTAJ. Lub w okienku poniżej:

#wintertime

Majaczyło mi się, że nadeszła zima. Mróz przenikał mnie do szpiku kości, szczękałam zębami, a wielkie białe prześcieradło kąpielowe leżało po moją głową jak całun śniegu. Sylvia Plath


Wiem jak zimy nie ma to źle, jak jest to jeszcze gorzej... Zawsze zaskoczy drogowców... narzekanie nasza cecha narodowa i nigdy nie dogodzisz... Niemniej jak mam być obiektywna i totalnie egoistyczna nienawidzę zimy... Piękna... tak wiem... biała... Mróz maluje kwiaty na szybach, śnieg skrzypi pod nogami... dzieci się cieszą, można ulepić bałwana i zrobić aniołka na śniegu... No można... Można też ręce odmrozić, ubrać się na cebulkę i wdziać wełniane skarpety... Piękna Polska zima... Zarazki wymrozi, taki rytm natury... Kiedy słupek rtęci opada, wydychane powietrze zamarza w kryształy, które spadają z dźwięczącym odgłosem, zwanym tu 'szeptem gwiazd'(Colin Thubron). Tylko ja nie lubię jak mróz szczypie w uszy i nos... Nienawidzę ubierania się na ludzika Michelin tudzież Sigmę i Pi. Zimowe krajobrazy najchętniej podziwiam zza szyby z ciepłego pomieszczenia... Biała pierzyna przykrywa świat...  Fakt zima piękna jest... do pewnego stopnia... Celsjusza...






Nagle, pewnego dnia, zmieniło się wszystko. Zeschnięte trawy i zioła zrobiły się zupełnie białe. Każda baldaszkowa roślina była tak piękna, że spojrzenia od niej nie można było oderwać, z samych gwiazd złożona. Na polnych źródełkach, cieniutkim lodem przykrytych, leżały kocie łapki. Z brzóz zwisały leciusieńkie długie girlandy, a wierzby stanęły w szronie jak olbrzymie kryształowe bukiety. Łodygi róż okryły się niezliczonymi jakby szklanymi kolcami. Zdawało się, że wszystkie drzewa i trawy zakwitły najczystszym białym kwieciem, osypanym brylantami. Antonina Zachara-Wnękowa, 










Mój syn mnie rozumie... on też nie lubi zimna...


"W głębi zimy zrozumiałem w końcu, że jest we mnie niezwyciężone lato." Albert Camus

Horoskop 2015


Zrobiłam to... chociaż wiem, że mi nie wolno... Przeczytałam wszystkie horoskopy na 2015 roku jakie znalazłam w kolorowej prasie u mojej mamy... O masakro... jak ja bywam głupia... Podatna na sugestie teraz będę wyczekiwać najgorszego, każde wydarzenie podciągając pod zapamiętane wyrywki złowieszczej wróżby... Poznałam swoje przeznaczenie... Nie ma zmiłuj, przecież to jest mi zapisane w gwiazdach. Siła wyższa... samospełniająca się przepowiednia, samonapędzające się studium przypadku na kanwie układu ciał niebieskich... Związek między osobowością i losem człowieka a pozycją planet w momencie jego narodzin trudno wytłumaczyć racjonalnie... Doskonale wiem, że horoskopy to bzdura - a jednak coś w nich jest...

"Ponad połowa Polaków (55%) twierdzi, że czyta horoskopy w gazetach, w tym co dziewiąty (11%) robi to często. Zainteresowanie tego typu lekturą deklarują nie tylko kobiety (63%), ale również niemal połowa (45%) mężczyzn. Na popularność prasowych przepowiedni nie ma większego wpływu wykształcenie i religijność badanych, które powinny, wydawałoby się, kształtować stosunek do magicznych praktyk" CBOS 2011. Tak wiec nie jestem jedyną naiwną... tylko, niestety ja należę do grona osób, które będą teraz szukały spełnienia horoskopu we wszystkich znakach na niebie i ziemi... W Naj czy innej Pani Domu wyczytałam, że 5 stycznia to dla mnie data graniczna, wóz, albo przewóz i chyba do tego terminu oka nie zmrużę... bo ja nie mam najmniejszej ochoty na jakaś tam rewolucję w moim życiu... o nie! Wróżka prawdę Ci powie , a horoskop zasieje ziarno samospełniającego się proroctwa...


Oczywiście sprawdziłam też horoskop mojego męża, coby się upewnić, czy nasze koleje losu się pokrywają, i żeby tak na wszelki wypadek sprawdzić, czy jakiś romans nie czai się na niego w tym Nowym 2015 roku, a co za tym idzie czy mnie czeka bycie kobietą zdradzoną? Chyba lepiej wiedzieć...  czego się spodziewać? Lepiej dmuchać na zimne i być mądrym przed szkodą... przezorny zawsze ubezpieczony... nie da się ukryć bywam wariatką... I choć wiem, że do gazety X horoskop napisała pani Danusia, a do gazety Y pani Bożenka i obie świetnie się bawiły popijając kawkę i formułując rady na 2015 rok, a ich horoskop z astrologią niewiele ma wspólnego... I choć wiem, że ani pani Danusia, ani Bożenka nie mają zdolności paranormalnych... to czuje ten niepokój i dreszczyk emocji sprawdzając, co mi tam wymyśliły...

Nazwa "astrologia" pojawiła się już w starożytności. Terminem tym określano dziedzinę astronomii obejmującą poszukiwania wpływu położeń ciał niebieskich na zjawiska ziemskie, zwłaszcza te, które są związane z losami człowieka... Samo pojęcie "horoskop" to nic innego jak opis konfiguracji ciał niebieskich, stanowiący podstawę przepowiedni astrologicznej. Dobrze wykonany horoskop sprawdza się w 90 procentach. Oczywiście kluczowa jest interpretacja, ale umówmy się horoskop to lata tradycji... Mistycyzm, magia... Horoskopy chińskie, indiańskie, partnerskie, sex, tarotowe, anielskie, czy też numerologiczne... któryś musi działać, musi mieć dla mnie przesłanie i wskazówki... Paradoksalnie pozytywny horoskop ani mnie ziębi, ani grzeje... Klasyczny efekt horoskopowy Bertrama Forera... ale jak przeczytam coś złego... o zgrozo... potrafię się nabawić niezłej paranoi...


Nie wolno mi czytać horoskopów w bulwarowej prasie, a nie w sieci, grozi to ciężką paranoją, uszczerbkiem na zdrowi psychicznym, kryzysem w małżeństwie... zamiast mrużyć oczy mam je szeroko otwarte z podniecenia i zdziwienia, jest bez dwóch zdań podatna na efekt Pigmaliona... Przypomnijcie mi o tym za rok, bo teraz już za późno... Musztarda po obiedzie... idę planować na co wydam te miliony, co mój mąż ma zarobić w tym roku :) 

Last Christmas


Święta, święta i po świętach... Chwila zadumy, magiczny rodzinny czas... Zapach choinki, świątecznych potraw i błogie lenistwo...  Nie powiem, ze święta maja dla mnie wymiar religijny duchowego przeżycia... dla mnie to atmosfera... i okazja by na chwilę zwolnić... zebrać myśli... celebrować chwilę... Być tu i teraz... Magia spotkania przy stole wielopokoleniowej rodziny... Jest taki czas, co łzy w śmiech zmienia, jest taka moc, co smutek w radość przemienia, jest taka siła, co spełnia marzenia... To właśnie magia Świąt Bożego Narodzenia.



(...) Myślę o każdych zbliżających się dniach Bożego Narodzenia - niezależnie od czci, jaka budzi w nas sama nazwa tych świąt oraz ich istota, jeśli sprawy te w ogóle dadzą się rozdzielić - jako o dniach błogich, dniach przepełnionych dobrocią, duchem miłosierdzia, dniach radosnych. (...) Karol Dickens