-
Koniec niewinności
Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...
-
Prawa Murphy'ego dla rodziców
Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...
-
Wychować Chłopca
Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...
-
Cyberpacjenci Dr Google
Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia
Tomek i Przyjaciele
I'll be back
Na grzyby
GIGANT ŚMIECIARKA WADER
Jeśli chcecie wygrać Gigant Śmieciarkę Wader dla swojego dziecka wystarczy, że:
1. Polubicie na fb Dziecięce Klimaty i Wader- fabryka zabawek
3. Zaciśniecie mocno kciuki, cierpliwie poczekacie, a 11 września wybiorę najciekawszą wypowiedź i jej autor zostanie obdarowany zabawką.
4. W przypadku wygranej czekam 7 dni na dane adresowe na klimaty.dzieciece@gmail.com
UWAGA, UWAGA ! GIGANT ŚMIECIARKA POWĘDRUJE DO:
Na rozstaju dróg
Siedziałam wczoraj na schodach przed domem pijąc kawę... i dziś znów ten sam obrazek... parująca kawa, zapach jesieni bezlitośnie unoszący się w powietrzu, Igor biegający boso po trawie... porzucone kalosze... trampolina oprószona liśćmi lecącymi z drzew... kilkutygodniowy kociak u mych stóp... Vi w przedszkolu... patrzę w dal opatulając się ciepłym swetrem... Nie chcę napisać, że tępo... ale jednak... nieobecne me spojrzenie, szukające punktu zaczepienia w sinej dali... podciągam wełniane skarpety... układam w głowie post, ale jakoś myśli nie składają się w spójną całość... Ułamki emocji, poszarpane refleksje, nutka melancholii, łza czyhająca pod powieką by się ujawnić, ujrzeć światło dzienne, wyrwać się niemym krzykiem z zakamarków duszy...
Oddycham głęboko, zaciągam się jesiennym powietrzem i krztuszę... Zimno mi... zaraz pójdę na grzyby, będę kontemplować leśną ciszę i skupiać się na maślakach, koźlakach..... byle nie myśleć... czucia niestety wyłączyć się nie da... gruboskórna na zimę nie zostanę... chyba jestem genetycznie obciążona nadwrażliwością dnia codziennego, przez męża mego zdiagnozowaną jako czarnowidztwo...
Suszę grzyby, marynuję przetwory... niestety nie za pasteryzowałam słońca na nadchodzące dni... Wyjadałabym łyżkami ze słoika, a tak muszę gorzkim tranem przepijać słone łzy...
Zgubiłam się... pogubiłam... zabłądziłam... trochę uciekłam... i nie wiem jak wrócić... Droga wyboista, potknęłam się o kłodę rzuconą pod nogi, zraniłam... drzazga ugodziła w samo sedno i uchodzą ze mnie emocje... Troszcząc się o innych zapomniałam o sobie... trochę zatraciłam się w macierzyństwie, zepchnęłam swoje potrzeby na dalszy plan... i one teraz próbują dojść do głosu tłamszone przez irracjonalne wyrzuty sumienia...
Coś we mnie pękło, zastanawiam się czy połatać, czy zainwestować w nowe? W bezsenne noce sklejam potłuczone sny, roztrzaskane w drobny pył ... Tworzę mozaikę na wzór kalejdoskopu uczuć wyrytego w sercu... Nadaje nową formę rozproszonym atomom... elementarnym cząstkom stanowiącym o sensie mego istnienia... ostrożnie... żeby się znów nie zranić















































