• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Pikczersbox #instamemorries



Instagram, wspomnienia, magnesy, ekopacking... w tych 4 słowach zamyka się niespodzianka która czekała na mnie dziś na poczcie :) PikczersBox drukuje momenty uchwycone w kadrze, wspomnienia z Instagramu, Facebooka i dysku komputera. Pełen profesjonalizm, intuicyjna aplikacja... kilka kliknięć i nasze ulubione zdjęcia możemy mieć w formie plakatu, obrazu, mini polaroidu, zakładki, kwadratu, memo lub magnesu.


Ciekawa gama produktów, miła obsługa i atrakcyjne ceny... małe rzeczy, a cieszą... Nasza lodówka zyskała nowe życie :)





Life lately...


Wrócilismy do codzienności... miejsca zwanego domem, wiejskiej głuszy... Długi urlop za nami, w nowy rok wkroczyliśmy bedąc w rozjazdach... może to dobrze wróży? W końcu kochamy podrózować, kochamy Kraków, być w ruchu... nie lubimy wiejskiej stagnacji...tylko wytchnienie, które mozna znaleźć w ciszy. Trochę ciężko teraz się pozbierać, wrócić do trybu codziennego... i bezcennej pomocy babci i prababci brak... Próbuję uporządkować czasoprzestrzeń, wejść w siebie , taką, jaką powinnam być tu i teraz... Dzieci są przeszczęsliwe, stęsknione za swoimi zabawkami, kątami... zacząły się pięknie razem bawić... Niestety Igor odzwycził się od spania bez mamy i uskutecznia nocne migracje z szelmowskim uśmiechem na twarzy... Niby codzienność znana mi, tak dobrze, a jednak tak inaczej odczuwana, postrzegana... Może starsza jestem i optyka mi się zmienia? Może potrzeba czasu, by się odnaleźć w normalności... a może niech stany nieznane będą codziennością, a zastane przeszłością?

life lately
b

Fotomigawka...I'm back!

Ciężko wrócić... po tak długiej przerwie niemoc ogarnia, nie wiadomo od czego zacząć...Pozwolić, by królowały retrospekcje, czy odciąć się grubą kreską skoro i tak czuję, jakbym zaczynała wszystko od nowa? Pomału dobiega końca krakowski urlop, wracamy do wiejskiej głuszy... w końcu mam komputer... milion pomysłów kłębi się w mej głowie... tylko jak się zebrać w sobie i przystąpić do realizacji? Nowy Rok, nowe perspektywy... Łatwo powiedzieć, trudniej wbić się w rytm wielozadaniowej matki blogerki.... Ostatnie tygodnie, to był piękny czas... rodzinny... i beztroski. Odpoczęliśmy w końcu z panem tatą, bo kto jak kto, ale babcia i prababcia, to najlepszy team do opieki nad dziećmi... mogliśmy w końcu pobyć we dwoje, wyjść, szwendać się po knajpach do rana, zjeść zapiekanki na Placu Nowym po północy i spać do południa... Wyjść na randkę i nie martwić się, czy Igor daje w kość, spędzić pierwszego od kilku lat Sylwestra bez dzieci...

Piszę ten post od wczoraj i wciąż nie mogę, go uformować... poskładać myśli, ubrać ich w słowa... tyle mam Wam do opowiedzenia, że nie wiem od czego zacząć, więc na razie przekaz wizualny, fotomigawka, wspomnienia uchwycone w kadrze...


P.S Podczas mej internetowej absencji zostałam wyróżniona przez Monikę Tekstualną w jej rankingu Blogów Parentingowych, cieszy mnie, to ogromnie i motywuje

Instadruk... bo kocham drukowane wspomnienia


Uff dziś w końcu przybyło... długo wyczekiwane zamówienie z Insatdruku:). Jakby to powiedzieć, chwilę kombinowałam, aż wykombinowałam jak na moim mądrym windowsphonie zostać użytkownikiem Instagrama:) I odkąd spróbowałam, pokochałam... wciągnęło mnie... XXI wiek to era obrazkowa, robię miliony zdjęć, aparatem, telefonem, łapię chwile ulotne jak ulotka. Pstryk jest fotka... Ostatnio coraz częściej łapię w rękę telefon, bo szybciej i zdjęcia są nie najgorszej jakości. Instagram to aplikacja mobilna, dzięki której mam możliwość robienia wyjątkowych zdjęć oraz dzielenia się nimi wśród moich znajomych... pomału Instagram ma coraz więcej zwolenników i staje się popularną platformą społecznościową... Niemniej chyba ja się starzeję, bo coraz bardziej lubię się otaczać obrazami wspomnień w namacalnej formie... dlatego drukuję. Instadruk jest pionierem na polskim rynku, wcześniej nikt nie oferował wydruku zdjęć z Instagrama. Instagram niby nic, kilka filtrów na krzyż, by podrasować zdjęcia, kwadratowy format... ale potem kłopocik, bo takich zdjęć nie wydrukujemy w pierwszym lepszym punkcie fotograficzny. Gdy zostałam uzytkownikiem Instagrama, wiedziałam, że zostanę klientką Instadruku:) Firma oferuje kilka możliwości, od prostych, kwadratowych odbitek w formacie 6,5x6,5 cm lub 10x10 cm, fotoramek, aż po duże plakaty o rozmiarach 50x100 cm. Możemy też zamówić swoje zdjęcia w postaci tzw. memoprintów, gdzie kadrowi towarzyszyć będzie data i tytuł, oraz miniprintów - czyli formatu, który najbardziej przypomina klasyczne Polaroidy... Obsługa serwisu Instadruk.pl jest bardzo prosta - należy wejść na stronę instadruk.pl, wybrać zdjęcia (konieczne jest zalogowanie się do swojego konta Instagram), fajną opcją jest, że mozna dobrać zdjęcia zapisane na komputerze, czyi z klasycznych zdjęc zrobić fotki instagramowe. Instadruk daje mi możliwość pogodzenia użytkowania nowoczesnego Instagramu i miłości do klasycznych drukowanych zdjęć...

life lately... piątkowa fotomigawka

Jesień wdarła się w nasze życie z kalosza... Wybiła z rytmu, zamknęła w czterech ścianach... Lubię jesień, ale nie można tak nagle, tak bez ostrzeżenia... oddzielić kogoś ścianą deszczu... Lekko nie jest, musimy się przestawić... na razie faza irytacji... Igor nie może znaleźć sobie miejsca, z umorusanego biegającego boso po trawie rozbójnika został facetem w rajtuzach, drzwi do domu nie stoją otworem, a w domu pole psocenia ma wielce ograniczone... a, i umówmy się jego charakterek zrobił się bardzo irytujący, tudzież wkurzający... W domu psoty się kumuluję... Wyścigi na kołowym jeździku między kuchnią, a salonem doprowadzją mnie do szewskiej pasji... wspinaczka do meblach ciśnienie podnosi... Mi się nic nie chce... a Vi bardzo się chce... żebym z nią z klocków pobudowała, książkę poczytała, w grę zagrała, porozwiązywała zadania... Mi się nie chce, a jej się nudzi... Kisimy się w domu czekamy na słoneczne dni, by na jesienny spacer wyjść, by w kolorowych liściach kroczyć i potem kolorowe sny pod ciepłą kołdrą  śnić... Paradoksalnie jesień w mieście jest trochę łaskawsza... Można kawę wypić na ławce w parku i pod kolorowym parasolem zalotnie zaśpiewać deszczową piosenkę... Ba w mieście jesień to nawet modna jest, na wsi wyciąga z szafy najgorsze ubrania... w naszej głuszy zaraz drogę rozmyje, w piecu pomału trzeba zacząć palić... Kolorowe kalosze, miejskie wspomnienie zjadły myszy i teraz szary gumiak króluje... Lubię jesień... ale kochałam ją, gdy byłam singlem... Teraz nie powyleguję się w łóżku z kubkiem gorącej herbaty i dobrą książką... bo herbatę zaraz Igor wyleje, a książkę zaraz Vi na literaturę dziecięcą podmieni... Cóż dzieci zmieniają optykę... nawet pory roku inaczej się odczuwa... jedno jest constans... wyciągam grube, wełniane skarpety... moja miłość do nich nigdy się nie zmieni:)