• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Life lately...


Wrócilismy do codzienności... miejsca zwanego domem, wiejskiej głuszy... Długi urlop za nami, w nowy rok wkroczyliśmy bedąc w rozjazdach... może to dobrze wróży? W końcu kochamy podrózować, kochamy Kraków, być w ruchu... nie lubimy wiejskiej stagnacji...tylko wytchnienie, które mozna znaleźć w ciszy. Trochę ciężko teraz się pozbierać, wrócić do trybu codziennego... i bezcennej pomocy babci i prababci brak... Próbuję uporządkować czasoprzestrzeń, wejść w siebie , taką, jaką powinnam być tu i teraz... Dzieci są przeszczęsliwe, stęsknione za swoimi zabawkami, kątami... zacząły się pięknie razem bawić... Niestety Igor odzwycził się od spania bez mamy i uskutecznia nocne migracje z szelmowskim uśmiechem na twarzy... Niby codzienność znana mi, tak dobrze, a jednak tak inaczej odczuwana, postrzegana... Może starsza jestem i optyka mi się zmienia? Może potrzeba czasu, by się odnaleźć w normalności... a może niech stany nieznane będą codziennością, a zastane przeszłością?

life lately
b

100 dni dookoła marzeń

100 dni... tyle podobno zostało do końca roku... kurcze jak ten czas leci... ucieka, przecieka przez palce... Tylko, a może aż 100...? Nie robię postanowień noworocznych... z prostego powodu nigdy ich nie dotrzymywałam... chyba zbyt długi termin na realizację sprawiał, że odkładałam noworoczne postanowienia w nieskończoność... Odkąd zamieszkałam na wsi mój kalendarz świeci pustkami... niby nic się nie dzieje, a dzieje się tak dużo... Wszystko jest rzeczą względną... dziś szczęście się do mnie uśmiechnęło, spełniło się moje realne marzenie... więc tak pomyślałam, że mijający rok podsumuję... stop, wróć... realne plany na najbliższe 100dni sprecyzuję, coby ten rok pięknie skończyć:) No i mam termin realizacji 100dni:) Nie mam wielkich oczekiwań, ale plany są realne więc realnie można je wykonać... 
Punkt pierwszy przeczytam w końcu od deski do deski "Mistykę Kobiecości" leży na wyciągnięcie ręki i nie zawaham się po nią sięgnąć.  Wezmę Vi do Muzeum Narodowego w Krakowie będziemy chodzić, oglądać, podglądać, obcować ze sztuką... Wyjdę z mężem na prawdziwą randkę, bez dzieci, tylko we dwoje, a najlepiej taką bed&breakfast... ktoś chętny popilnować Vi i Igora? Za nadgodziny nie dopłacę, będą gratis:) Ponieważ codziennie ja gotuję, ktoś ugotuje dla mnie, najlepszą najsmaczniejszą chińszczyznę na świecie i będą się nią delektować i jeść pałeczkami. I nawet za nią zapłacę, chociaż mi nikt nie płaci... Zafunduję sobie "spapodobne" uciechy dla ciała i zmysłów z naciskiem na autosugestię pt " jestem piękna młoda i sexowna". Na prawdziwy bal sylwestrowy mój mąż to się raczej nie da namówić, ale olśniewającą sukienkę kupić mogę i dumnie w niej paradować również... nawet gdyby miała iść z nią wyrzucić kompost, kupię ją i koniec kropka. Nawet wieszak zaraz przygotuję. Znajdę motywację, punkt zaczepienia i będę rozwijać bloga i moje 10 000 UU i ćwierć miliona odsłon mi nie wystarcza, podbiję blogosferę... cóż nikt mi nie zabroni:) A przede wszystkim spojrzę na mijający rok z dystansem... to jest moje życie... nie przeżyję cudzego... marzenia same się nie spełnią... na pewne rzeczy nie mam wpływu... z innymi muszę się pogodzić... Ale chcę odczuwać przemijanie z satysfakcją i świadomością, że stawiam sobie realne cele i do nich dążę... bo stagnacji i jałowości nie zdzierżę... Bo choć tak przyziemny powód jak domowa czarna dziura budżetowa podcina skrzydła nie porzucę marzeń odłogiem i nie pogrzebię ideałów w popiele.

A jak AMBIWALENCJA

jak


Jakby ktoś się mnie zapytał 5 lat temu jakie jest moje ulubione słowo, pierwsze skojarzenie, bez wahania odpowiedziałabym eudajmonia... Ale z momentem zajścia w ciążę ukochałam AMBIWALENCJĘ. Pojecie to stało się dla mnie kwintesencją macierzyństwa, drugim imieniem każdej matki. Z łac. ambo - obaj i valens, valentis - mocny... dwa sprzeczne, współistniejące emocje. Ciąża to był dla mnie najpiękniejszy i najtrudniejszy okres za razem. ChYba wiele kobiet dowiadując się, że jest w ciąży ma mieszane uczucia... ja miałam... choć teraz mi ogromnie wstyd, były momenty, ze ciąży nie chciałam... Kocham być mamą, nie lubię bycia w ciąży ( choć dla wielu to piękny stan). Analizowanie każdego działania, wyrzuty sumienia, że ciąża zagrożona,  że choć ciąża nie choroba mogłam się oszczędzać , bardziej uważać... i to poczucie, że jak coś się stanie złego, to nigdy sobie tego nie wybaczę... konspiracyjność działań, bo przecież ciąż miała być przeleżana... Magia oczekiwania, radość i momentami paraliżujący strach o szczęśliwe rozwiązanie. Nie żeby ciąża obudziła u mnie psychiczną dezintegrację, ale wyczuliła na relatywizm, sprzeczności i wpoiła, że nic nie jest czarne, albo białe. Poród najbardziej ambiwalentne z ambiwalentnych doznań ból, radość, strach, euforia... koktajl sprzecznych i jakże silnych emocji. Rytuał przejścia, dla matki istne katharsis w momencie pierwszego dziecka przytulenia... Radość z ciąży, cud narodzin i nowy wymiar kobiecej fizyczności... Zmiany w ciele często trudne do zaakceptowania...to "brzydkie ciało", które to piękne dziecko nosiło i na świat wydało. Macierzyństwo kalejdoskop myśli, karuzela uczuć, ambiwalencja stosowana. Jestem mamą, jestem szczęśliwa, spełniona... kocham moje dzieci, ale jednocześnie mnie irytują i jak nikt potrafią wyprowadzić z równowagi. Bywam zła, zmęczona, sfrustrowana... ale to nie czyni mnie złą matką. Macierzyństwo nie jest słodko-pierdzącą idyllą... jest ambiwalentne, jakże sprzeczne doznania przeplatają się, żyją w swoistej symbiozie. Dzięki moim dzieciom empirycznie zbadałam, czym jest koszmar ambiwalencji. Jednak można kochać i nienawidzić... kocham być mamą... nie nawiedzę strachu o, odpowiedzialności za, a najbardziej bezradności z którą czasem przychodzi mi się zmierzyć. Macierzyństwo nieustanna ambiwalencja uczuć...