• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Mały Duszek Wierciuszek



Wg. prababci, Vi jeszcze zanim się urodziła została, przeze mnie skazana na fascynację głupotami:) Bo będąc z Vi w ciąży, mając przymusowe leżakowanie oglądałam całymi dniami Czystą Krew, Dextera... I horrory Hellreisera. Prenatalnie zaszczepiłam córce miłość do duchów, potworów, wampirów... No i mam za swoje:) Teraz muszę szukać Vi książek i bajek dla dzieci, które lubią się bać. Mały Duszek Wierciuszek Christine Nöstlinger to niezwykła książka o miłości i przyjaźni, o strachu i odwadze, o rywalizacji między rodzeństwem, o duchach i czarodziejskim haśle, które uruchomiło ciąg tajemniczych wydarzeń. Haśle zastępującym przekleństwo notabene:) Lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników duchów ze szczegółową instrukcją jak zrobić strasznego Duszka Wierciuszka:) A może ożyje jak ten książkowy? Kto wie:) Bohaterami tej historii są Joszi i jego siostra Mizi. Typowe rodzeństwo, które się czubi i lubi, kłóci i skarży na siebie rodzicom... jest na wojennej ścieżce. Połączy ich wspólny sekret, ale nie zdradzę Wam nic więcej, bo książkę naprawdę warto przeczytać. Nie jest to klasyczna "straszna" opowiastka dla dzieci, to studium relacji rodzeństw dla najmłodszych. Ciepła pełna humoru i realistycznie książka ukazująca życie rodzinne.

Sonny Angel




Na urocze golaski Sonny Angel chorowałam od dawna... Gdy pokazałam je Vi... podzieliła mój entuzjazm... Takie niby nic, a tak urokliwe bobaski, aniołki...cieszą oko. Są całkiem malutkie... to figurki wielkości ok. 8cm. Sprzedawane są w tzw. blind boxach, czyli kupując nie wiesz, którego wylosujesz, aż nie otworzysz pudełka. Wiecie jak mnie korciło żeby otworzyć aniołka, którego wiozłam dla Vi? Ale twarda byłam:) Nie mogłam przecież zepsuć niespodzianki... Golaski to zabawki, które mają cieszyć oko... Ale i pobudzają dziecięcą wyobraźnię, zostając kompanami codziennych zabaw. To zabawki, które można pokochać od pierwszego wejrzenia... albo kompletnie nie rozumieć:)


Life lately... fotomigawka

Czas ucieka... Pytanie czy on mnie pogania, czy gonię go ja? Odmierza momenty i zdaje się istnieć, by nadawać sens temu, czego już nie ma... Wartościujemy go przez pryzmat jego braku...Nieuchwytny, abstrakcyjny... CZAS

...

Nie lubię Święta Zmarłych... w ogóle nie lubię tego naszego Polskiego patosu i braku dystansu... Wiem, mam to szczęście, że nikt bliski mi nie spoczywa na cmentarzu... Może z czasem będę kupować hurtowo znicze, polerki do płyt nagrobnych... ale na razie nie muszę. Mogę obejrzeć horror przy lampionie z dyni i śmiać się z Vi z duchów... Nie jestem wierząca, ale szanuję katolicką spuściznę. Niemniej jak umrę chciałabym zostać skremowana, w pięknym miejscu wysypana ( wiem Sanepid nie pozwala) i wolałabym, żeby moje dzieci przebrały się za wiedźmy i wampiry i z uśmiechem na ustach wzniosły toast ku mej pamięci... Śmierć na razie jest dla mnie abstrakcją więc wolę ją odczarować niż demonizować. Nie potępiam Halloween, nie słyszałam żeby ktoś obchodził jeszcze Dziady...  Śmierć naturalną koleją rzeczy jest. Pamiętam jak kilka razy, jako dziecko ciągnięta byłam na pogrzeb, wcale nie bliskiej mi osoby... Po co? Pamiętam jak mama krzyczała, gdy namalowałam nagrobek i podpisałam swoim imieniem i nazwiskiem. Nie wypada... ale ja taki grób jako dziecko widziałam...  Gdy umiera ktoś bliski wspominasz jego duszę każdego dnia, albo gdy masz taka potrzebę... nie tylko marznąc na cmentarzy listopadową porą. 363 dni w roku cmentarze świecą pustakami...1 do 3 dni w roku zniczami... Dziś jest okazja do zabawy z duchami i pajęczynami w tle, jutro do wspominania i zmarłych na grobach odwiedzania... Jak dla mnie... jedno drugiego nie wyklucza... Wiem Halloween nie jest nasze rodzime... ale czy ksiądz z ambony potępia  św. Mikołaja, który jest stricte amerykańskim obrazkiem, bo nasz biskup Mikołaj to grubiutkim dziadkiem z brodą nie był... Wolę postrzegać otaczający świat w kategorii multiculti... Kultury, zwyczaje się mieszają... przenikają... dopełniają...


GELLWE konkurs na słodki przepis



Kochani o ile gotować lubię i umiem całkiem nieźle, to ciasta i desery, to zdecydowanie nie moja domena... Chciałbym Was zaprosić do konkursu na przepis. Przepis na ulubiony deser Waszego dziecka z wykorzystaniem produktów marki Gellwe. Od dziś do 12ego listopada czekam na Wasze propozycje słodkości i pyszności. Przepisy zgłaszamy w komentarzach pod postem konkursowym. Mile widziane zdjęcia. Dwie osoby, których przepisy najbardziej przypadną mi do gustu, desery, które zapragnę przyrządzić moim małym łasuchom zostaną nagrodzone zestawem produktów Gellwe i Fitella ( W skład zestawu wchodzą: Gellwe Babeczki Auta z czekoladowymi kamykami, Gellwe Babeczki mocno czekoladowe, Gellwe Wadowickie Kremówki Papieskie, Gellwe Cacao Royal, La Mattina Kawa 2 w 1, Nice Tea Aloes, Nice Tea Brzoskwiniowa, Nice Tea Cytrynowa, Gellwe Budyń czekoladowy, Gellwe proszek do pieczenia, Gellwe żelatyna). Zapraszam do zabawy i czekam na Wasze zgłoszenia! Wyniki ogłoszę do 20ego listopada.

Przyszła pora na wyniki konkursu. Nagrodzone przepisy to

JABŁECZNIK URWISA pani Agnieszki


    INNE NALEŚNIKI pani Klaudii Sobantki



Laureatów konkursu proszę o kontakt klimaty.dzieciece@gmail.com

Eko Wariatka zwana Matka

Czasem jakiś temat leży mi na sercu, albo raczej na żołądku... Trawię go i przychodzi taki moment, że muszę go z siebie wyrzucić. Ostatnio kilka razy poczułam się zaatakowana jako ekomatka, którą staram się być... 

Uściśnijmy więc. Ja nikomu nie zaglądam do garnka w poszukiwaniu pulpetów ze słoika, ani tym bardziej w majtki w poszukiwaniu menstruacyjnego kubeczka... więc dlaczego ktoś miałby atakować mój styl życia? Bo niby jak jestem eko to opcje są dwie, dwie szufladki, w które można mnie wrzucić? Albo mam eko fanaberię, bo mam za dużo wolnego czasu i za dużo pieniędzy ( męża) do wydania. Reni Jusis się nasłuchałam i jestem zakręcona na ekofashion. Stać mnie na śpioszki po kilka stówek z organicznej bawełny i stać by były jednorazowe, upaprane organiczną marchewką z ekologicznej uprawy w Paragwaju. Malując paznokcie na ekogreen zapewne szukam ekofutra na ebayu. Takiej to dobrze... a od przybytku głowa nie boli, ale w dup... się przewraca.

Hmmmm... do osób cierpiących na nadmiar pieniędzy nie należę, więc zostaje druga szufladka ta gorsza. Muszę być ekofreakiem, który mieszka w ziemiance ( akurat moim marzeniem jest pasywny dom ze słomy i gliny, ale to inna historia), ma włosy pod pachą, czyści kibel kwaskiem cytronowym i pasie dzieci jaglanką z pokrzywą. Cóż jeszcze ... na pewno nie szczepię dzieci, karmię piersią do pełnoletności, medytuję nago i urządzam krucjaty na Mc Donalda. 

I może rozczaruję niektórych... ale nie uznaję terroru w żadnej postaci, wyznaję zasadę złotego środka. Wszystko jest dla ludzi,  a ja nie jestem ani lepsza ani gorsza, bo czytam etykiety robiąc zakupy. Czy z racji bycia świadomym konsumentem. Nie jestem nawiedzona, eko oświecona, nie mam misji zbawiania świata przykuwaniem się do drzewa czy w mistycznej orgii z Matką Ziemią. A przede wszystkim nie lubię, gdy ludzie popadają ze skrajności w skrajność. Nie, nie piorę w fistaszkach, nie myję garów popiołem, zęby myje pastą z drogerii i wiem, co to depilacja. Moje dzieci jadły fastfooda i nawet mają zabawki. Naprawdę! Nie zmuszam Vi do przesypywania grochu i fasoli dla rozrywki, a lalki ma Barbie a nie drewniane, czy szmaciane... Nie palę chińskich zabawek na stosie, bo nie palę plastiku, ale przede wszystkim dlatego, że chińszczyznę, to wolę w dobrej knajpie zjeść... Słoiczki miewałam w pogotowiu, ale moje dzieci nigdy za nimi nie przepadały. Klasycznie lubią smacznie zjeść, nie mówiąc o tym, że Igor je tyle, że te papki to w litrowych wekach musieliby sprzedawać. Lubię korporacyjną Coca Colę, stać mnie na łóżka dla dzieci więc nie musimy spać razem, choć często się tak kończy, bo moje dzieci to nocni migranci. Noszę w chuście bo u nas się sprawdza, ale mam też wózek, nawet dwa. Koło domu mam kompostownik bo mieszkam na wsi, ale uwaga! Od lipca nie segreguję śmieci, bo bojkotuję ustawę śmieciową, która nie działa! Katuję się żarówkami energooszczędnymi, choć do czytania mam normalną, żeby nie czuć się jak w prosektorium. Mam naturalne kosmetyki z rossmana i nie kosztowały więcej niż najniższa średnia krajowa na miesiąc kremowania. 

Ekologia modna... nie modna uczy szacunku do otaczającego świata, i właśnie dlatego że szanuję czyjeś prawo do wyboru nie oceniam, nie potępiam... A przede wszystkim nie narzucam innym drogi, którą ja obrałam. Nigdy nie byłam ekoterrorystką, lubisz soki, które koło owoców nigdy nie leżały pij mi, też nie zawsze chce się ugotować kompot ( całe szczęście, że moje dzieci lubią pić wodę), czujesz się zdrowy jedząc żywność z witaminami E kilka tysięcy - jedz, i ja czasem mam potrzebę podtruć się Vifonem i wcale potem nie urządzam miesięcznej oczyszczającej głodówki... Nie biczuję dzieci, gdy zjedzą czekoladę i robię im frytki warzywne bo lubią, a nie dlatego, że żałuję im plugawego ziemniak. Twoje dziecko nie dostaje uczulenia wysmarowane tablicą Mendelejewa... tylko się cieszyć. O zdrowie można dbać, ale i tak na coś w końcu trzeba umrzeć. Czyż nie? Człowieku żyj i pozwól żyć! Proszę ja ekomatka, co wielorazówki i pampersy naprzemiennie stosuje, nie je mięsa, choć mężowi je gotuje. Matka, która kocha dzieci i zapewniam , że żadnego ekohardkoru im nie funduje... Jestem eko dbam o zdrowie, również to psychiczne, więc nie daję się zwariować...