• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Biała sukienka

Kiedyś byłam wojującą feministką, negowałam instytucję małżeństwa... dziś mam niespełnione marzenie białej sukienki... Nie o kolor oczywiście chodzi... ale o ślubną kreację jak z żurnala... Jak to mówią do wszystkiego trzeba dojrzeć... życie zweryfikowało moje spojrzenie... Zakochałam się, założyłam rodzinę...  Ktoś powie, że trochę nie po kolei... Ale dopiero mając rodzinę... Partnera, córkę zrozumiałam, że ślub nie taki straszny jak go malują. Zrodziła się potrzeba, której wcześniej nie miałam... Ślub cywilny wzięliśmy... dla wygody i spokoju mego ducha... bym nie musiała się na każdym kroku tłumaczyć, czemu mama ma inne nazwisko niż córka... Bo przykro, gdy życiowy partner nawet wypisu ze szpitala odebrać nie może, a w obliczu prawa jesteś obcą dla bliskiej osoby... Wzięliśmy ślub, bo konkubinat jest odarty z romantyzm i brzmi jak patologia z pierwszej strony szmatławca...  Nie wydawało mi się odpowiednie strojenie w suknię ślubną do urzędu, nie było mnie także na bajeczną kreację stać... i dziś z perspektyw czasu czuję ten brak... Niespełnione marzenie dziewczynki... marzenie o białej sukni księżniczki i dostojnej drodze do ołtarza... trochę przykro, trochę żal... Mimo wszystko to był ważny dla mnie dzień... Najpiękniejszy jaki mógł być... bo inny po prostu być nie mógł... Mogłam go dzielić z moją córką:) Bo przecież Vi była już na świecie... jak dziś pamiętam jak wdrapywała mi się na kolana, gdy ja drżącą ręką podpisywałam akt ślubu. Rodzina poczuła się dotknięta, że rozesłaliśmy zawiadomienia, a nie zaproszenia... Nie było wystawnego bankietu, hotelu na kredyt... krokieta nad ranem i etykiet wódka weselna... byli bliscy dla nas ludzie, stłoczeni w małym mieszkaniu, by uczcić z nami ten dzień... By z nami być.. Nie mam albumu od profesjonalnego fotografa, kilka zdjęć... wspomnienia mam w sercu, a nie w jpgach na komputerze... Dziś mamy skórzane gody... podobno:) Razem 8rok, małżonkowie od 3lat. Nie jest łatwo, różowo, słodko-pierdząco, ani jak w romantycznej komedii... ale się kochamy. Bywa ciężko... są łzy, rozczarowania... ciche dni i burze z fiołkiem w kubeczku... Ten wpis dedykuje ci panie tato, mężu mój... Kocham Cię i nie przestanę... Kocham Cię mimo wszystko, a nie ponieważ... Choć kroczymy równoległymi ścieżkami, wciąż patrzymy w tą sama stronę...


"Wiesz co jest najbardziej przerażające w chwili, kiedy wyznajesz, że się zakochałeś? Jesteś nagi. Wystawiasz się na cios i odrzucasz wszystko, czym mógłbyś się bronić. Odrzucasz ubranie, odrzucasz broń. Jesteś nagi i bezbronny. Nie masz gdzie się schować. Jedyne, co pozwala ci to znieść, to wiara, że ta druga osoba też cię kocha i możesz jej zaufać. Że cię nie zrani."   Mary Doria Russell

Dziękuję

Wiecie chciałbym Wam podziękować... Wszystkim razem i każdemu z osobna... Za to, że jesteście, że czytacie, komentujecie. Nie oszukujmy się współtworzycie tego bloga. To dzięki Wam mam coraz zacniejsze statystyki, maili więcej do odpisania... otwierają się przede mną nowe możliwości.  Wy jesteście, ktoś zauważa, docenia... Dużo się ostatnio dzieje, czuję, że teraz jet ten czas... czas na blogowanie... I obiecuję Wam się rozwijać, i wykorzystać każdą szansę, którą dzięki Wam dostaję. Dziękuję, że jesteście...


Rodzinne musthave

Mam marzenie... Marzy mi się duży, rodzinny stół. Miejsce w domu, które będzie nas jednoczyć przy wspólnym posiłku, ale i partyjce gry planszowej, czy podczas kolorowania, lub ksiązek czytania... Trochę to abstrakcyjne, biorąc pod uwagę, że nawet domu własnego nie mamy... ale cóż w rzeczy materialne wciąż obrastamy... Podobno jestem śmieszna z tym moim marzeniem... pamiętam jak 8 lat temu wynajęliśmy z panem Tatą naszą pierwszą krakowską garsonierę... Mini klitka, aneks do mieszkania... a ja się uparłam, że musimy mieć stół. Lodówka w łazience, kuchnia w przedpokoju, ale do ikei pojechałam. Najtańszy stół sosnowy, dwa stefany i czarną bejcę kupiłam... Podróżujemy przez życie z tym naszym stołem niedokładnie bejcą pociągniętym... Patrzę na niego i myślę, że przyszedł czas na zmianę. Ja, nie perfekcyjna pani domu chyba sobie zasłużyłam. Stół to dla mnie takie rodzinne musthave. Facet musi spłodzić syna zasadzić drzewo i takie tam, a ja chcę stół, który będzie afirmacją naszego życia rodzinnego. Będę go polerować pronto, wydziergam na niego najpiękniejszy szydełkową serwetę i będę czcić każdą rysę, będącą zapiskiem naszej historii....



"Stół rodzinny jest dużo większy 
od normalnego stołu. 
Coraz mniej takich stołów..."
Ewa Lipska

Mały Duszek Wierciuszek



Wg. prababci, Vi jeszcze zanim się urodziła została, przeze mnie skazana na fascynację głupotami:) Bo będąc z Vi w ciąży, mając przymusowe leżakowanie oglądałam całymi dniami Czystą Krew, Dextera... I horrory Hellreisera. Prenatalnie zaszczepiłam córce miłość do duchów, potworów, wampirów... No i mam za swoje:) Teraz muszę szukać Vi książek i bajek dla dzieci, które lubią się bać. Mały Duszek Wierciuszek Christine Nöstlinger to niezwykła książka o miłości i przyjaźni, o strachu i odwadze, o rywalizacji między rodzeństwem, o duchach i czarodziejskim haśle, które uruchomiło ciąg tajemniczych wydarzeń. Haśle zastępującym przekleństwo notabene:) Lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników duchów ze szczegółową instrukcją jak zrobić strasznego Duszka Wierciuszka:) A może ożyje jak ten książkowy? Kto wie:) Bohaterami tej historii są Joszi i jego siostra Mizi. Typowe rodzeństwo, które się czubi i lubi, kłóci i skarży na siebie rodzicom... jest na wojennej ścieżce. Połączy ich wspólny sekret, ale nie zdradzę Wam nic więcej, bo książkę naprawdę warto przeczytać. Nie jest to klasyczna "straszna" opowiastka dla dzieci, to studium relacji rodzeństw dla najmłodszych. Ciepła pełna humoru i realistycznie książka ukazująca życie rodzinne.

Sonny Angel




Na urocze golaski Sonny Angel chorowałam od dawna... Gdy pokazałam je Vi... podzieliła mój entuzjazm... Takie niby nic, a tak urokliwe bobaski, aniołki...cieszą oko. Są całkiem malutkie... to figurki wielkości ok. 8cm. Sprzedawane są w tzw. blind boxach, czyli kupując nie wiesz, którego wylosujesz, aż nie otworzysz pudełka. Wiecie jak mnie korciło żeby otworzyć aniołka, którego wiozłam dla Vi? Ale twarda byłam:) Nie mogłam przecież zepsuć niespodzianki... Golaski to zabawki, które mają cieszyć oko... Ale i pobudzają dziecięcą wyobraźnię, zostając kompanami codziennych zabaw. To zabawki, które można pokochać od pierwszego wejrzenia... albo kompletnie nie rozumieć:)


Life lately... fotomigawka

Czas ucieka... Pytanie czy on mnie pogania, czy gonię go ja? Odmierza momenty i zdaje się istnieć, by nadawać sens temu, czego już nie ma... Wartościujemy go przez pryzmat jego braku...Nieuchwytny, abstrakcyjny... CZAS