• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

b jak blog


To był tydzień pod hasłem bloga... Rywalizacja z mamygadżety.pl o miano bloga parentingowego roku 2013, nowy look bloga i wciąż trwające prace nad uporządkowaniem 3 lat blogowania na nowym blogu... Tydzień refleksji nad tym jak to się stało, że zaczełam blogować nazwijmy, to umownie "na poważnie" i ogromnego wzruszenia jak moi czytelnicy wspierali mnie głosami w rankingu... Miłe, to bardzo, motywujące...  Dziękuję Wam z całego serca, za to ze jesteście. Jaki będzie rok 2014? Nie wiem, ale mam nadzieję, że blog będzie się rozwijał, bo największą przyjemnością jest "na poważnie" robic to, co lubimy i co nas uszczęsliwia:)


niedzielne grzybobarnaie


Piątkowa fotomigawka

Wrzesień się kończy... jeszcze październik, listopada, grudzień... i co? I nic! I będę starsza o kolejny rok, znowu wszyscy skacowani po Sylwestrze zapomną o moich urodzinach... Jeszcze kilka dni deszczu i zostaniemy bez drogi dojazdowej odcięci od świata w naszej wiejskiej głuszy... Dziś wiadro grzybów, ostatnie maliny jedzone prosto z krzaka, jutro zbiorę ostatnie pomidory... bo te zielone już nie dojdą... deficyt słońca... czeka je filmowa kariera smażonych, zielonych pomidorów... taki schopenhauerowski klimat...Wszystko, wszystko wypite! zjedzone! – Cóż dalej? jakby Varleine się mnie pytał... Cóż dalej? Jesień panie sierżancie, a potem zima... czas płynie... Vi wyciszona wśród książek... a Igor sieje takie spustoszenie, że chyba go do "Surowych Rodziców" zgłoszę... daje w kość...oj daje... ja przetwórstwo grzybów leśnych, trochę dziergania i notoryczna weryfikacja planów...życie...coś się kończy, coś się zaczyna, wyciszenie i stagnację przyniesie mroźna zima...

life lately... piątkowa fotomigawka

Jesień wdarła się w nasze życie z kalosza... Wybiła z rytmu, zamknęła w czterech ścianach... Lubię jesień, ale nie można tak nagle, tak bez ostrzeżenia... oddzielić kogoś ścianą deszczu... Lekko nie jest, musimy się przestawić... na razie faza irytacji... Igor nie może znaleźć sobie miejsca, z umorusanego biegającego boso po trawie rozbójnika został facetem w rajtuzach, drzwi do domu nie stoją otworem, a w domu pole psocenia ma wielce ograniczone... a, i umówmy się jego charakterek zrobił się bardzo irytujący, tudzież wkurzający... W domu psoty się kumuluję... Wyścigi na kołowym jeździku między kuchnią, a salonem doprowadzją mnie do szewskiej pasji... wspinaczka do meblach ciśnienie podnosi... Mi się nic nie chce... a Vi bardzo się chce... żebym z nią z klocków pobudowała, książkę poczytała, w grę zagrała, porozwiązywała zadania... Mi się nie chce, a jej się nudzi... Kisimy się w domu czekamy na słoneczne dni, by na jesienny spacer wyjść, by w kolorowych liściach kroczyć i potem kolorowe sny pod ciepłą kołdrą  śnić... Paradoksalnie jesień w mieście jest trochę łaskawsza... Można kawę wypić na ławce w parku i pod kolorowym parasolem zalotnie zaśpiewać deszczową piosenkę... Ba w mieście jesień to nawet modna jest, na wsi wyciąga z szafy najgorsze ubrania... w naszej głuszy zaraz drogę rozmyje, w piecu pomału trzeba zacząć palić... Kolorowe kalosze, miejskie wspomnienie zjadły myszy i teraz szary gumiak króluje... Lubię jesień... ale kochałam ją, gdy byłam singlem... Teraz nie powyleguję się w łóżku z kubkiem gorącej herbaty i dobrą książką... bo herbatę zaraz Igor wyleje, a książkę zaraz Vi na literaturę dziecięcą podmieni... Cóż dzieci zmieniają optykę... nawet pory roku inaczej się odczuwa... jedno jest constans... wyciągam grube, wełniane skarpety... moja miłość do nich nigdy się nie zmieni:)