• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Tamagotchi uczy odpowiedzialności


Tamagotchi to interaktywne zwierzątko, które jest zabawką wartościową edukacyjnie. Wspomaga wychowanie dziecka, ucząc je opiekuńczości i odpowiedzialności. Z racji sentymentu wydawało mi się ciekawszą forma niż "poły i moły" na telefon czy tablet. Psycholog dziecięcy, Jarosław Żyliński, twierdzi, że: Tamagotchi Friends to połączenie gry z maskotką, która nie jest (...) taka prosta w obsłudze – bo tak jak żywe zwierzątko – nie zgodzi się na wszystko i ma swoje potrzeby. Staje się więc wyzwaniem (...). Przejście przez etap Tamagotchi Friends może być dla rodzica wskazówką, czy dziecko jest gotowe na to, żeby się sprawdzić w bardziej odpowiedzialnych sytuacjach. Potrzebuje do tego dojrzałości emocjonalnej, którą rodzice muszą ocenić sami – bo Tamagotchi Friends jako zabawka nie sprawdza tego. Za to sprawdza umiejętność systematycznej opieki, rzetelności w podjętym wyzwaniu. Jeśli dziecko umie to zrobić w przypadku zabawy – pewnie poradzi sobie także wtedy, gdy poczuje wagę obowiązku i rodzic też oceni, że dziecko jest w stanie przyjąć ten obowiązek.”


sonny angel

Przyjemna i jakże pożyteczna nauka przez zabawę... Jako dziecko nie miałam psa, czy kota, chomiki mnie uczulały... ale tamagotchi pielęgnowałam z zapałem. Pamiętacie jak za małolata doglądaliście swojego jajka? Karmiliście je,  dbaliście... a jaka tragedia była, gdy zwierzątko umarło? O mamo płacz, lament, zgrzytanie zębami... Lekcja była okrutna... karmisz, sprzątasz, podajesz lekarstwa... nie ma mowy o zaniedbaniach. Vi troszczy się o brata, próbowała ratować szczeniaki odrzucone przez mamę, ale na tamagotchi jest niestety za mała:( Myślałam, że uda nam się obejść sugerowany wiek 6+, ale niestety... Sprawa niby prosta, wirtualne zwierzątko sygnalizuje co jest mu potrzebne i zgodnie z tym dziecko powinno zaspokoić jego potrzeby. A tu klops. Mojej niespełna pięciolatce mama jest do opieki nad jajkiem niezbędna. Z jednej strony ciekawe doświadczenie dzielić wspomnienie dzieciństwa z córką, pokazać jej zabawkę dzieciństwa, taką jaką bawiła się mama tylko w odświeżonej wersji, zabrać w podróż sentymentalną, pomagać jej, pokazywać, uczyć, a gdy się zniechęci przejmować opiekę nad tamagotchi... z drugiej strony okazuje się, że jako mama w natłoku obowiązków jestem kiepską opiekunką kultowego jaja... Czyżbym juz była na takie zabawy za stara? W każdym razie kidult ze mnie żaden... Niby wiem, że wystarczy nacisnąć przycisk "reset" i całą zabawę można rozpocząć od początku... a jednak jakoś żal... więc woła mnie moje tamagotchi i próbuje zwrócić mą uwagę, konkuruje z dziećmi mymi i domowymi obowiązkami... Rodzina nam się powiększyła, adoptowałam dwa tamagothi jaja. Pielęgnuję bliźniaki dwujajowe mieszkające w mojej torebce... chyba trochę nieczułym i wyrodnym opiekunem jestem. Ale wiecie ja jestem mamą... 24/7 jestem odpowiedzialna za ukochane dzieci... One mnie absorbują i non stop swoje potrzeby sygnalizują... Vi testu tamagotchi nie zadała, ale odpowiedzialnie pyta czy nakarmiłam jej jajko i nie zapomniałam się z nim pobawić, bo przecież tak trzeba:)


toys

Patrzę na te zdjęcia i się uśmiecham... myślę zabawa, nie zabawki... wzdrygam się na myśli ile zabawek przewala się w pokoju moich dzieci... Bezpańskich, zniszczonych, impregnowanych przez kurz... Moje dzieci może nie maja wszystkiego, ale maja wiele... dzieci ze slamsów nie maja nic... a mają TAK WIELE... Zdjęcia zrobione w 2011 roku na Wybrzeżu Kości Słoniowej... Pokazują dzieci żyjące w tamtejszych slamsach i ich ukochane zabawki... Przykre, a jakże piękne... dziecięca wyobraźnia nie ma granic... Czasem się zastanawiam po co moim dzieciom zabawki... przecież jak ich nie ma w zasięgu ręki okazuje się, że najpiękniejsze przygody przezywają z kijkiem w ręku i używając wyobraźni... 











Kids wanna have fun!

Nie wiem jak było u Was...ale moje dzieci to pewnego momentu nie wykazywały najmniejszego zainteresowania zabawkami... A Vi będąc jedynaczką przez kilka lat miała problem żeby się samodzielnie bawić...Wszystko zależy od dziecka, bo Igor umiał się zająć sam sobą od małego... Grzechotki, maty edukacyjne, był to wydatek zbędny, na początku uznawali tylko karuzelę do łóżeczka. Vi kupowaliśmy duuużo zabawek...i większość lądowała w kącie... musiał przyjść czas na zabawę. Igor miał od małego zabawki po siostrze w zasięgu ręki i wybierał... teraz musieliśmy kupić mu kilka autek, bo chłopak się nimi pięknie bawi, na kolanach jeździ po dywanie i robi brruum ( może kiedyś uda mi się uchwycić zabawę...ale lekko nie jest, bo przyszedł ten czas, gdy Igor na większości w fotek zamazany, w biegu...). Mnie jednak cieszy fakt, ze moje dzieci zaczynają się pięknie bawić razem, klocki zdecydowanie ich jednoczą:) Vi buduje, Igor burzy. Razem bawią się kuchenką i plastikową zastawą ... Vi gotuje Igor konsumuje. Lalki barbie świętość Igor nie może dotykać, ale wózek już czasem siostra pożyczy. Kredki i puzzle Vi chowa...bo Igor mógłby zjeść...ale generalnie nauczyła się dzielić, co wcześniej przychodziło jej z trudem... Fajne z nich rodzeństwo stwierdzam zupełnie nie obiektywnie, ale jako mama mam do tego pełne prawo. Ciekawe jak to będzie jak Vi zostanie u prababci na tydzień wakacji? Pewnie będą tęsknić do siebie...a i ja nie wiem jak się odnajdę w tej sytuacji. V i 500km ode mnie, ja tylko z Igorem...