• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Karta Praw Dziecka – Pacjenta


29 października br. w Sejmie Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak wraz z Rzecznikiem Praw Pacjenta Krystyną Barbarą Kozłowską przedstawił Kartę Praw Dziecka – Pacjenta. Plansza z prawami dziecka-pacjenta zostanie rozesłana do wszystkich szpitali prowadzących oddziały dziecięce oraz do sanatoriów i placówek medycznych, z których korzystają najmłodsi.

Punktem wyjścia do opracowania Karty Praw Dziecka Pacjenta była "Europejska Karta Praw Dziecka w Szpitalu". Oparta jest na ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, a także na Konwencji o prawach dziecka. Jest to zbiór praw, które powinny być przestrzegane w każdym szpitalu lub oddziale dziecięcym. Prawa dziecka chorego powinny być przestrzegane przez wszystkich pracowników służby zdrowia. Przysługują one każdemu dziecku, niezależnie od wieku i procesu zaawansowania choroby. Przyjazne otoczenie, obecność najbliższych osób, a także godne ich traktowanie pozwalają na szybszy powrót do zdrowia. Dzieci powinny być traktowane z szacunkiem, taktem i wyrozumiałością właściwą do ich wieku. Wszystkie działania personelu powinny sprowadzać się do tego, aby pobyt w szpitalu był dla Dziecka wydarzeniem, po którym pozostanie jak najmniej przykrych wspomnień. Mali Pacjenci mają prawo do tego, aby przez cały czas przebywali razem z nimi w szpitalu Rodzice lub Opiekunowie. Rodzicom, którzy chcą zostać w szpitalu z dzieckiem należy stworzyć do tego odpowiednie warunki. W szpitalu dziecko przede wszystkim powinno czuć się bezpieczne. Dzieci i ich rodzice mają prawo współuczestniczyć we wszystkich decyzjach dotyczących leczenia. Każde dziecko powinno być chronione przed zbędnymi zabiegami diagnostycznymi i leczniczymi. 

 "Generalną zasadą jest przypomnienie o podmiotowości dziecka i o tym, że ma ono prawo do wyrażania własnego zdania we wszystkich sprawach, które go dotyczą. Personel medyczny i opiekunowie są zobowiązani do wysłuchania opinii dziecka i przejęcia jej z należytą wagą. Dziecko musi być właściwie leczone, ale musi być też godnie traktowane"




zła matka


Jestem zmęczona... zassana przez energatyczną próźnię... Moje ciało bezwładnie miotane emocjami... Ten wstydliwy krzyk furiatki tłumiony w poduszkę... Najchętniej pobieglabym przed siebie, stanęła po środku niczego i wydała z siebie ten dziki wrzask rozpaczy... Upokarzający tak, podważający mą macierzyńską miłości i ludzkie odruchy... Pielegnuję, współczuję, aplikuję leki, trzymam za rękę, tulę... Łykam garść kolorowych pigułek... jak cukierki... byle stać na nogach... Chora, zmęczona, rozdrażniona... Wątpiąca... Co ze mnie za matka, że irytuje mnie wypluty syrop, zmietę chusteczki na podłodze... ? Czemu nie idą spać skoro są tacy chorzy i czemu mają tyle energii...? Może już wariują przez to uziemienie? Są chorzy, rozdrażnieni, zmęczeni... Dlaczego usta zaciskane przed łyżeczką z ibuprofenem i bieg po salonie, gdy biorę do ręki aspirator, odbieram jak czystą złosliwość i mej osoby dręczenie? Wariatka wyciąga odkurzacz, gotuje rosół na wiejskiej kurze... niby naturalne to i z głębi serca, a jednak egoistycznie oczekuję w zamian chwili wytchnienia... Biją się, kłócą... krzyczą, a krzyk ich w mózgu mi wibruje, bolą mnie chore zatoki. Irytują mnie rozrzucone wszędzie zabawki, dreszcz me plecy przeszywa, gdy słyszę mamo nudzę się... Oczy na zapałki, superheromama... Taka beznadziejna czuję się... przecież każda matka zna ten stan... chore dzieci, to nic przyjemnego, ale na pewno wszyscy lepiej sobie radzą... Odciągają gile misiom, aplikują leki lalkom, uśmiechają się i kreatywne zabawy jak z rękawa wymyslają... A JA? Beznadziejna, zła matka, co chciałaby żeby ktoś się nią zaopiekaował... podał leki i herbatkę do łóżka... Do szewskiej pasji doprowadzają mnie resoraki w łóżku i barbie na podłodze... Staram się, gotuję, a oni nie chcą jeść... Szykuję zdrowy sok w sokowirówce i cedzą przez zęby, gdy ja marzę o ginie z tonikiem na lodzie z plasterkiem cytryny... Już nie wiem, czy gorsze wyrzuty sumienia mam, że mi się nie chce, czy że najzwyczajniej w świecie w łóżku mym bym zaszyła się... Mówię smacznego jak w przedszkolu i czekam na przedszkolną formułkę w odpowiedzi... gram w plnszówki i oglądam wróżki czy piratów choć nienawidzę... Próbuję czytać książki i zaraz wiszą mi na szyi... Głaskam, całuję w czoło... wiem, że tego potrzebują...  Jak kocham dzieci moje, to w obliczu choroby jestem beznadziejna, zagubiona... zła matka... i chciałabym móc się wychorować w spokoju

morale matki

Gdy dziecko chore, mama zwarta i gotowa, tuli, pielęgnuje, zarywa noce, na rzęsach staje, by tylko ulżyć małemu choremu... a gdy mamy nie ma obok... to wyrzuty sumienia rosną proporcjonalnie do czasu rozłąki, a morale spada poniżej poziomu morza... Ciężka depresja. przytłaczająca bezradność, normalny matczyny strach... Dziecko chore, czuje się źle... nie może na Ciebie liczyć czujesz się się źle... gorzej... najgorzej... stan krytyczny: jestem złą matką i nie przegadasz. Matka gotowa jest na każde poświęcenia... Nie mogłam przewidzieć, że Vi się w sobotę rozchoruje, nic na to nie wskazywało... sobota w drodze do Warszawy telefon od pana Taty z ciężkim wyrzutem... Wiem, że nie jestem niezastąpiona, nie zostawiłam dziecka samego tylko z tatą... a jednak miałam ochotę wysiąść na żądanie w ciemnej d... i biec do domu na złamanie karku. Googluję, szukam, dzwonię, pytam w coraz większym chaosie myśli pogrążona, ze spotkania niewiele skorzystałam, tylko makijaż od płakania rozmazany miałam... Może powinnam w końcu zdobyć się na zdrowy egoizm, zadbać o swoje potrzeby, stanowczo krzyknąć złym myślom basta! Przecież sytuacja losowa nie zależna ode mnie, dzieci moje mają dwoje rodziców, i pan Tata krzywdy nie zrobi, a kocha dzieci, to chciał nie chciał troskliwie się nimi zaopiekuje. Do prowadzenia bloga staram się podchodzić profesjonalnie, więc powinnam traktować sobotni wyjazd jako służbowy, a nie towarzyskie widzimisię, wybrała wyrodna matka imprezę i koleżanki...


Mam prawo czasem postawić swoje plany ponad wszystkim... Moje plany i aspiracje, znaczące dla mnie wydarzenia... i wiem to i jestem świadoma, i mam prawo... i nic to nie zmienia, kraje się serce matki, gdy dziecko chore, a morale spada, gdy matka czuje, że zawiodła. Nie ma logiki, nie ma podziału obowiązków, równouprawnienia... Jest matka, oczywista oczywistość poświęcenia i nieodparta chęć utulenia, scałowania wszystkich trosk z rozpalonego czułka i choć nadziei na to, że matczyna opieka odczuwanie choroby zmienia... Że nad wszystkie apteczne specyfiki mamy obecność najbardziej pomaga...