• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Szlachetne zdrowie


Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz... Rota maraton za nami... Za przeproszeniem gówniany temat na fotomigawkę i post w przedświątecznym nastroju... 

Szczerze zawsze myślałam, że rota, to jakaś niemal śmiertelna, tropikalna choroba, wymagająca hospitalizacji, kwarantanny jak z archiwum x i doprowadza organizm do skrajnego wyniszczenia... Po wydarzeniach minionego tygodnia nadal tak twierdzę... Z małą różnicą wiem, że hospitalizacji da się uniknąć... Kosztowało mnie, to wiele nerwów, nieprzespanych nocy, nocnego czuwania, ust zwilżania łyżeczką marchwianki i krupniku zakraplania... Ale udało się nie dopuściłam do odwodnienia Vi i po raz kolejny oszczędziłam córce mej, wątpliwej przyjemności wczasów zdrowotnych w szpitalu... Nigdy bym nie narażała jej zdrowia... ale chyba jako córka lekarzy mam pewien wrodzony dystans i umiejętność trzeźwej oceny sytuacji... Nawet gdy matczyna panika dochodzi do głosu, gdy bezradność odbiera  siły, a strach o dziecko paraliżuje... Odchorowała Vi, Igor, odchorowałam ja... Po raz kolejny przekonałam się, że zdrowie, to jeden z cenniejszych darów... Wiele rzeczy mi się w życiu nie układa, wiele jest nie tak... ale jestem zdrowa, urodziłam zdrowe dzieci... Nie muszę bać się o ich stan zdrowia na każdym kroku, czekać śmierci, zastygać w przerażenia bezdechu, nie musimy oglądać świata zza szpitalnego okna, faszerować się lekami... Ta bezsilność w obliczu choroby dziecka przeszywa matczyne serce... pęka... nie możesz nic zrobić, pomóc, ulżyć... Wątłe ciałko przelewa się przez kochające objęcia... Możesz, musisz być obok na wyciągnięcie malutkiej rączki, w ukryciu łzy połykać... to jakaś pomyłka w konstrukcji świata... ja, matka powinnam być lekarstwem na całe zło tego świata, powinnam uleczać bez recepty... a jednak dziecko chore, a ja bezradna


Choroba minęła, jesteśmy zdrowi... czuję się jak zmartwychwstała Pieta... i dziękuję losowi, że jest łaskawy... że choroba jest niemiłym wspomnieniem, nie determinuje naszej codzienności...