• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Prawa Murphy'ego dla rodziców

Jeśli coś może pójść źle, pójdzie źle na pewno... Edward Murphy badał ludzką odporności na przeciążenia... Czy nie zdarzyło Ci się, że jakaś sytuacja wydawała Ci się paradoksalna, a jednocześnie tak oczywista... że po prostu nie mogło być inaczej? Prawa Murphy'ego próbują ująć w uniwersalne zasady zaskakujący czy nieoczekiwany splot sytuacji, w których czasami zdarza nam się znaleźć... Definiują wszystkie banalne, głupie a jednocześnie jakże często zdarzające się sytuacje.  Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...


1. Prawo głośnego wyjścia. Jeśli Twoje dziecko jest marudne, nie możesz, go uśpić, ręce Ci usychają od lulania i w końcu uda Ci się dziecko uśpić, dołożysz wszelkich starań, żeby cichutko, na paluszkach opuścić dziecięcy pokój, wysoce prawdopodobne jest, że staniesz na grającej zabawce, kopniesz nocnik z melodyjkami, wpadniesz na kosz z zabawkami... generalnie narobisz tyle hałasu, że dziecko się obudzi i usypianie trzeba będzie zacząć od nowa.

2. Prawo nieproporcjonalności czasu przygotowania potrawy, do chęci jej konsumpcji. Czyli im więcej czasu i wysiłku włożysz w przygotowanie posiłku tym mniej będzie smakował dziecku, okaże się, że dziecko nie jest głodne, albo, że akurat dziś nie lubi tego, co domowa kuchnia serwuje na obiad.

3. Prawo pożycia przerywanego. Im przyjemniej zapowiada się wspólny wieczór pełen romantycznych uniesień  tym częściej dziecko będzie się budzić... i zawsze w najmniej odpowiednim momencie.

4. Jeśli ma być czyste to się ubrudzi. Jeżeli zależy nam żeby dziecko było czyste, szykujemy się do wyjścia... zaraz się ubrudzi nie trzeba długo czekać... wiadomo dzieci lubią się brudzić

5. Prawo czystej pieluszki. Jak dziecko przewiniesz zaraz zrobi kupkę w nową pieluszkę, a jeśli została Ci ostatnia czysta, na bank załatwi się w przesięgu trzech najbliższych minut.

6. Prawo białej bluzki. Nie żebyś chodziła brudna, ale jak tylko ubierzesz nową białą bluzkę zaraz dziecko na nią uleje, wytrze ręce z keczupu, ale przytuli się do Ciebie po skończonej konsumpcji czekolady.

7. Telefoniczny Zespół Tourette'a. Im ważniejszą rozmowę telefoniczną prowadzisz tym bardziej dziecko Ci przerywa, albo wymaga werbalnej interwencji, która po drugiej stronie telefonu brzmi co najmniej dziwnie.

8. Prawo podejrzanej ciszy. Im dłużej Twoje dzieci są cicho i nie zakłócają Twojej kawy tym większe spustoszenie sieją za Twoimi plecami. Aha i nie zapominajmy o Stałej Murphy'ego: Rzeczy ulegają zniszczeniu wprost proporcjonalnie do swej wartości.A także odwrotnie proporcjonalnie do swej osiągalności.

9. Prawo radaru. Dzieci mają swoisty szósty zmysł... gdy tylko siądziesz by poczytać książkę, napić się kawy, odkręcisz kurek pod prysznicem, pomalujesz paznokcie, zachcesz się zrelaxować zaraz będą Cię potrzebować, skaleczą się, obudzą... i nici z relaxu

10. Prawo bezsensu planowania. Rodzice wiedzą, że przy dzieciach planowanie, to czas stracony. Jeśli coś zaplanujesz dziecko albo się rozchoruje, albo będzie miało gorszy dzień... po prostu bezsensu.

11. Prawo snu kontrolowanego. Jeśli chcesz dziecko uśpić, ono w tedy chce się bawić, oglądać książeczki i ani myśli udać się do spania... ale gdy zależy Ci żeby nie zasnęło, zaraz dojeżdżasz na miejsce, zamyka oczy i śpi jak kamień.

12. Prawo popisu. Jeśli będziesz się chcieć pochwalić nową umiejętnością swojego dziecka, na pewno się skompromitujesz... choć mówi mama non stop publicznie powie baba, wierszyk zna na pamięć zapomni.

13. Urazy nie bolą dopóki dziecko nie zauważy krwi/zadrapania. A odkryte po kilku dniach zadrapania bolą jak w momencie urazu.

14. Prawo proporcjonalności. Energia rozpierająca Twoje dziecko jest proporcjonalna do Twojego zmęczenia

I tak można by mnożyć, wymieniać w nieskończoność... A jakie rodzicielskie Prawa Murphy'ego Wy odkryliście?


Nie lubię być mamą...

Kocham moje dzieci, dzięki macierzyństwu w końcu czuje się kompletna... tak po prostu i najzwyczajniej w świecie spełniona. Odkąd zostałam mamą mam wrażenie, że składowe mego życia połączyły się w proporcjach doskonałych i jest tak jak ma być... Mniej egoistyczna jestem, lepiej zorganizowana, odpowiedzialna, wielozadaniowa... podobno dojrzalsza... Niemniej są pewne prawdy po porodzie objawione, które mi w większym lub mniejszym stopniu życie uprzykrzają. Macierzyństwo nie jest słodko-pierdzące lukrowane i fiołkami pachnące... Ambiwalencja macierzyństwa powszechnie znana jest... a jednak dopiero, gdy zostajesz rodzicem, gdy odczujesz na własnej skórze, w tedy dopiero wiesz...


10 najgorszych rzeczy w byciu mamą/rodzicem:

1. Odpowiedzialność. Pamiętam jak dziś, jak leżałam z maleńką Vi po porodzie... dostała czkawki, ja spanikowałam i szukałam pomocy u położnej, bo kompletnie nie wiedziałam, co z tym fantem zrobić... Położna przyszła ubrała Vi czapeczkę i z uśmiechem wyszła rzucając na odchodne: to tylko czkawka... Głupi epizod z pamiętnika pierworódki pomyślałam... Zostałyśmy same i nagle uświadomiłam sobie, że jestem za tą małą, bezbronną istotkę odpowiedzialna... i co więcej już zawsze będę... Ona zawsze będzie moją córką, nigdy nie przestanę być jej mamą... czy będzie dorosła, czy ja stara i niedołężna... zawsze spoczywać będzie na mnie odpowiedzialność... trochę to przytłaczające... ale do końca mego świata i jeden dzień dłużej będę za moje dzieci odpowiedzialna... I umówmy się być rodzicem, to ogromna odpowiedzialność, poród , to było nic w porównaniu z zadaniem, które przede mną...  mam wychować człowieka, prowadzić przez życie ukochane dziecko...

2. Gdy zostajesz rodzicem przychodzi taki moment, że choć głośno tego nigdy nie powiesz, bo pogrzebałabyś cały młodzieńczy bunt w popiele... to uświadamiasz sobie, że twoi rodzice mieli rację... Omg! Wiadomo nie we wszystkim... ale jednak, słowa z ich ust padające, przed którymi się broniłaś nabierają nowego znaczenia... Jeszcze gorszy moment prawdy jest, gdy łapiesz się na powielaniu zachowania swojej mamy, a zarzekałaś się, że nigdy nie będziesz taka jak ona...

3. Chroniczne niewyspanie. Młodzi rodzice powinni mieć obowiązkowe zajęcia z higieny snu i zarządzania czasem wolnym... bo nawet jeśli do tej pory byłaś nocnym markiem, zarywałaś noce, to pobudka dziecka wybija Cię z rytmu i na niewyspanie i hektolitry kawy nie pomogą... Potrafię nastawić budzik na nieludzką godzinę, wstać o 4ej na autobus, potrafiłam imprezować do rana i iść na zajęcia... a jednak pobudka dzień w dzień o 5.30 i prośba o bajkę i śniadanko wykańczają mnie i funkcjonuję w trybie mamazombie... mój czas pobudki i syna mego zdecydowanie nie idą w parze.

4. Bezsilność... To uczucie zna każdy rodzić... Gdy sytuacja niezależna od Ciebie powala Cie na łopatki, nokautuje i nic nie możesz zrobić, choć bardzo byś chciała... Patrzysz jak Twoje dziecko cierpi i nic nie możesz zrobić... bezsilność rozdziera Ci serce...

5. Strach... nie boje się włamywaczy, zbirów, że spotkam zaskrońca w lesie, a o moje dzieci często się boję, boje się by nie stała się im krzywda, boję by nie były chore, boję się czy ich na dobrych ludzi wychowam... oczywiście nie jest to nerwica natręctw, obsesyjny strach czy nadopiekuńcza fobia... ale rodzice martwią się o swoje pociechy i czasem po prostu przychodzi obawa jako składowa rodzicielskiej miłości.

6. Presja. Odkąd uświadomiłam sobie presję otoczenia wywierana na matki zdecydowanie żyje mi się lepiej... co wcale nie znaczy łatwiej... wypisałam się z plotek na placu zabaw, porównywania dzieci, rozwojowej rywalizacji, jestem głucha na "dobre rady życzliwych"... wiem, że każde dziecko jest inne, każda mama jest inna i nie mogę dać się zwariować. Ale presja bycia idealnym rodzicem idealnych dzieci daje w kość, nie oszukujmy się.

7. Będąc rodzicem (do pewnego moment) podejmujesz decyzje za drugą osobę. Choć lepiej byłoby napisać dla drugiej osoby, to masz świadomość, że twoje wybory rzutują na późniejsze życie twojego dziecka... analizujesz, kierujesz się miłością i tak jak na skazanie czekasz dnia, gdy dziecko Ci wytknie, zarzuci krzywdę, powie, że ma żal...  Gdy dziecko dorasta decyzje podejmuje samo i to prawdziwa próba charakteru dla rodzica... Nie przeżyjesz życia za swoje dziecko, nie uchronisz przed złem tego świata... dziecko musi się uczyć się na własnych błędach... a rodzic powinien dzieci wspierać, szanować wybory i kochać zawsze  i mimo wszystko...

8. Nie lubię kłamstwa... mama nauczyła mnie, że najgorsza prawda jest od kłamstwa lepsza... i o ile św. Mikołaj, zębowe wróżki, duchy... to nieszkodliwe białe kłamstwa, przyjdzie taki moment, że gdy moje dzieci podrosną i zadadzą niewygodne pytania poważnie się zastanowię, czy powiedzenie prawdy o mych młodzieńczych wybrykach nie będzie groziło pedagogiczna porażką

9. Żyję w brudzie. Staram się, sprzątam, zamiatam, a jednak z każdej strony atakuje mnie bałagan. Zdystansowałam się, poprzeczkę niżej ustawiłam, ale niestety często się o nią potykam, gdy wala się po podłodze z rozrzuconymi zabawkami.

10. Ostatnia rzecz może się wydać śmieszna, ale chyba tylko drugi rodzic zrozumie... Słodycze jem w ukryciu...bo nie chcę drażnić dzieci... nie mam ochoty się z nimi podzielić i wiem, że moje ulubione batoniki, gazowane napoje i czipsy solone z netto do najzdrowszych nie należą:) plus wychodzę z założenia, że skoro cały dzień dojadam po nich resztki coś mogę w spokoju , samotnie od początku do końca, bez dawania gryza skonsumować...

I gdyby tak zaznaczyć te 10 punktów i nacisnąć delate macierzyństwo byłoby przyjemniejsze, znośniejsze... ale to bez znaczenia... Bo choć czasem nie lubię być mamą... to tak naprawdę kocham być mamą... i te małe niedogodności tylko mi to każdego dnia uświadamiają... Bo czym że jest niewyspanie w porównaniu do małych rączek oplecionych wokół szyi, obślinionego buziaki i szeptanego do ucha mamo kocham Cię... Czym jest bałagan, gdy na lodówce wieszasz kolejny obrazek z serduszkiem i koślawymi literkami? Bycie mamą trudne jest, męczące, absorbujące jest... ale dla mnie najwspanialsze na świecie... Pozytywnie szare... ani czarne, ani białe... melanż emocji... kalejdoskop uczuć... Bycie rodzicem uczy pokory... temperuje ego... zmienia optykę...