• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

#codziennosc


Wstaję rano... wiem, nie tak bardzo rano... niemiłosierny budzik próbuje się wedrzeć dźwiękiem w mą świadomość od 7:10...  Naciągam kołdrę po czubek głowy, sny umierają pod powieką... a on nie przestaje dzwonić... Mam takich budzików z pięć nastawionych w pięciominutowych odstępach czasu... Lucky Five Nokii wywołuje gęsia skórkę i ciężkie westchnienie. W piecu zgasło i czuję nieprzyjemny chłód, gdy bosa stopa styka się z wychłodzoną podłogą, włączam czajnik... gotuję wodę na kawę... Przecieram oczy i szukam w półmroku ubrań, które wieczorem naszykowałam Vi do przedszkola. Igor wtulony w pana Tatę zajął już moje miejsce w łóżku... Składam pocałunek na czole córki, pora wstać do przedszkola. Pomagam jej się ubrać, jej ciało wciąż śpi, oddaje się w moje ręce jak marionetka... pakujemy skarby do małego przedszkolnego plecaczka... Teraz najcięższa misja, obudzić pana Tatę, który cierpi na głuchotę wyrywkową... zegar tyka...


Pojechali, cisza... Igor domaga się śniadania, za oknem unoszą się mlecznobiałe mgły... Kawa wystygła, Igor zjadł... próbuję wrócić do łóżka, doleżeć... gdy Igor ogląda poranna bajkę... nie wychodzi... Pstryk zielona herbata, maile, telefony, faktury, prasówka, przegląd resoraków, walczyk z miotłą, pranie... Nowy harmonogram dnia do mnie nie przemawia, chaos i bezsens w tej regularności... Gotujemy obiad Igor i ja. Ja i Igor siedzący na kuchennym blacie... Vi i tak nie zje, bo w przedszkolu się stołuje... szybki rzut okiem na tygodniowy jadłospis, żeby przedszkolnych kucharek nie dublować... Tak na wszelki wypadek... Jednym okiem czytam książkę, drugim pilnuję syna, który łapie słońce przed domem. Zdejmujemy ubłocone ubranie... małymi rączkami oplata mi szyję... zasnął, śpi... Jak Vi wróci z przedszkola będzie tryskał energią, tęski za siostrą, będa się kochac, nienawidzić, kłócic, bawić w wersji instant, bo od wrzesnia czasu zdecydowanie mniej mają dla siebie...

Potok słów, chaotyczna wielowątkowa, pełna zwrotów akcji opowieść z przedszkola... ogień trzaska w piecu, napuszczam wodę do wanny... kolacji konsumpcja, na dobranoc czytanie, kołdrą opatulenie, w czółka całowanie... pora na sen... Dla nich, nie dla mnie... Ja zaczynam działania... Pod osłoną nocy zmożona aktywność, presją codzienności wspomagana. Serial w tle, milion zakładek na pulpicie, mąż na wyciągnięcie ręki, nocny duet pralki i zmywarki... Hollywoodzkie historie na laptopa ekranie... z objęć Morfeusza co raz wyrywanie... wszystko na raz... kumulacja... Hasztag codzienność. Dobranoc. Jutro przewidywalne koleje losu, zmienne niezależne, przypadku równanie... O północy czar nie pryska, łamią się zapałki, oczy zamykają się same...