• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Agi Bagi


Agi Bagi to proekologiczna bajka animowana skierowana do przedszkolaków. Serial opowiada o kolorowym świecie Planety Agi Bagi, przekazując najmłodszym edukacyjne treści dotyczące ochrony środowiska i ekosystemu.



Agi Bagi opowiada o przygodach mieszkańców płaskiej planety, która ma dwie strony: Agi i Bagi, oraz o wzajemnych relacjach pomiędzy mieszkańcami tej planety, plemionami Agingów i Bagingów. Obydwa plemiona bardzo dbają o okoliczne rośliny i zwierzęta. Troszczą się o środowisko, każde z plemion na swojej stronie. Zupełnie o tym nie wiedząc, współpracują ze sobą dbając o ekosystem Agi Bagi. Obok nich, w norce, mieszka psotne, trochę głupawe stworzenie - Gadzina. Ta postać potrafi nieźle narozrabiać - jej figle i wrodzona żarłoczność często powodują zamieszanie i bałagan, ale wspólne działania Agingów i Bagingów na koniec zawsze przywracają harmonię w ekosystemie planety. Każdy odcinek porusza wątek związany ze środowiskiem, pokazuje jak sobie radzić wspólnymi siłami, żeby żyć w harmonii z naturą.



Poprzez subtelne, ale bardzo czytelne wskazanie zależności między nami, a naturą, dzieci poznają prawidłowe zachowania względem środowiska naturalnego. Podstawową wartością serialu jest edukacja najmłodszych na temat ekologii. Poruszana tematyka w zabawny, ale też wymowny i pouczający sposób pokazuje jak powinno się żyć w symbiozie z naturą. Nie wprowadza trudnej tematyki, słownictwa, promuje pozytywne postawy wobec otaczającej natury, a nie konkretne gatunki, rodzaje drzew itd. Ponadto dzieci dowiadują się z tego serialu, że w życiu ważna jest przyjaźń, miłość, pomoc słabszym, sprawiedliwość, wiara w siebie i własne marzenia.


Aplikacja Agi Bagi fun for kids jest dla dzieci w wieku 2-4 lat. Jest kontynuacją polskiej animacji Agi Bagi. Aplikacja jest pełna barw i radosnych dźwięków, więc jest idealna dla najmłodszych. Dzięki niej każde dziecko pozna lepiej planetkę Agi Bagi, spotka wesołych bohaterów serialu oraz pobawi się z nimi. Aplikacja zawiera pięć zabaw, które jednocześnie uczą, ale i bawią malucha.

Eko apel Tobiego


"W jednej chwili z beztroskiego chłopca musiał stać się bohaterem. Tobie ma dwanaście lat, półtora milimetra wzrostu i mieszka na... Drzewie. Tak potężnym, że wędrówka od jego korzeni do liści w koronie zajmuje zamieszkującym je maleńkim istotom długie miesiące. Mieszkańcy żyją w dziuplach i szczelinach na gałęziach, jeżdżą na oswojonych mrówkach, wykorzystują do pracy ogromne chrząszcze i muszą się bronić przed niebezpiecznymi dla nich pająkami, ważkami i ... biedronkami. Teraz jednak Tobiemu zagraża inne niebezpieczeństwo. By uratować rodziców porwanych przez bezlitosnego Jo Mitcha musi stawić czoła brutalnym bandziorom, wymyślić doskonały plan i działać szybciej niż jego przeciwnicy. Czeka go niezwykła, trzymająca w napięciu przygoda, podstępne pułapki i pościgi od mrocznych, wilgotnych korzeni po najwyższe słoneczne gałęzie."

Tata Tobiego dokonuje ważnego odkrycia: soki Drzewa mogą służyć jako napęd do maszyn... chce jednak chronić Drzewo... Jo Mitch i inni nieczuli egoiści, chcieliby wykorzystać tą wiedzę dla własnych celów. Prawda jest jednak taka, ze taka postawa zabiła by Drzewo... wykrwawiłoby się na śmierć, a ludzie straciliby dom, swoje miejsce do życia. Postawa naukowca spotyka się z niezrozumieniem, zawiścią i za karę rodzina Lolness zostaje wygnana do Dolnych Gałęzi... Trzymająca w napięciu, niezwykła historia półtora milimetrowego chłopca... Ekologiczne przesłanie... piękno Drzewa i ludzka głupota... Tak jak bohaterowie książki powinni chronić swoje Drzewo, bo eksploatowane niszczeje, tak i ludzkość powinna chronić swoją planetę, by za jakiś czas mieć w ogóle miejsce do życia... Bezmyślne niszczenie negatywnie wpływa na ekosystem i prowadzi do katastrofy. Jest to niezwykle aktualna przestroga...

W drugim tomie "Tobi powraca do krainy Drzewa, by uratować swoją przyjaciółkę Eliszę i odnaleźć rodziców, których wciąż więzi okrutny Joe Mitch. Jego świat bardzo się zmienił: niszczone przez robotników Drzewo zaczyna usychać. Przyjaciele ukrywają się lub muszą pracować dla nowych władców. A sam Tobi jest najbardziej poszukiwanym zbiegiem w historii Drzewa. Czy uda mu się znaleźć sprzymierzeńców? Czy mieszkańcy Drzewa odzyskają spokój i szczęście? Czas ucieka..." Powieść Timothée de Fombelle opatrzona jest pięknymi czarno-białymi ilustracjami, stanowiącymi dopełnienie opisywanej przez autora historii. Wciągająca powieść przygodowa, a jednocześnie poetycki obraz pięknego świata i pełen zaangażowania apel o szacunek dla natury.


Ostatnie dziecko lasu.

Decyzja o przeprowadzce na wieś była spontaniczna... nie byłam świadoma lawiny zmian jakie pociągnie za sobą migracja z miasta do wiejskiej głuszy... Jakaś część pragnęła, ciągnęła, tęskniła... nadarzyła się okazja... Spakowaliśmy dobytek życia i zostaliśmy aliantami na warmińskiej wsi... Jesteśmy z panem tatą młodzi... wielu dziwi się naszej decyzji. Pamiętam jak pierwszej zimy czytelniczka zarzuciła mi narażanie dzieci na mieszkanie na wsi... Dziś, z perspektywy czasu to nawet zabawnie brzmi... Przyznam, że często brakuje  mi niezależności, jaką daje miasto... wszystko ma swoje plusy i minusy... Ale powietrze tu inaczej pachnie i do lasu blisko jest...

last child in the woods

Gdy przeprowadzaliśmy się do domu pod lasem byłam w ciąży z Igorem... Czekając na poród spacerowałam po lesie, odnalazłam spokój, którego w zagrożonej ciąży bardzo potrzebowałam... Pamiętam jak trudno było się odnaleźć kilkuletniej Vi w nowej sytuacji... Nowym miejscu... Owady, nieznane odgłosy... wszystkiego się bała... Reakcje alergiczne na ukąszenia owadów miała tak intensywne, że gorączkowała jakby ją atakowały tropikalane insekty mordercy... Vi cieszy zabawa na łonie natury, ale woli książki, bajki, tablety... Igor od rana do wieczora biega boso po trawie, chodzi ze mną na grzyby i miasto jest dla niego atrakcją jedynie ze względu na mnogość pojazdów ( które kocha) na ulicach... Wychowuję ich tak samo, a jednak miejsce dorastania w dużej mierze determinuje rozwój moich dzieci...


Nigdy nie rozpatrywałam kwestii deficytu natury, na który narażona była Viktoria i jej rówieśnicy mieszkający na blokowiskach... Pewne dywagacje nie istnieją dopóki nie pojawi się impuls do refleksji... "Ostatnie dziecko lasu" Richarda Louv było takim impulsem dla mnie... Lektura wywołała lawinę myśli... A ponieważ temat ekologii jest dla mnie ważki książkę Louva pochłonęłam od deski do deski i nie odebrałam jej jako szarlataństwa, naturalnego terroru, eco-freak wypocin... Louv nie wysyła nas do chaty w górach, nie każe zrezygnować z techniki pokazuje natomiast, jak pogodzić wyzwania współczesnego świata z nienadążającymi za nimi potrzebami ludzkiego organizmu... Próbuje znaleźć złoty środek pomiędzy nowoczesnym zurbanizowanym środowiskiem a naturą, która woła nas zza okien naszych skomputeryzowanych domów. "Ostatnie dziecko lasu", to sentymentalna podróż, do naszego dzieciństwa... i wołanie, by nie odcinać dzieci od przyrody, bo dzieci potrzebują kontaktu z przyrodą w takim samym stopniu, jak niezbędne jest im właściwe odżywianie czy odpowiednia ilość snu, bo "Bez zaglądania w różne zakamarki, włóczenia się po lesie albo łąkach, lub podglądania innych stworzeń po prostu nie będziemy szczęśliwi i nic nam tego nie zastąpi."

Louv uświadamia wpływ przyrody na rozwój dziecka, nasze samopoczucie... zawiera głos w odwiecznym sporze kultura-natura. Szybki rozwój technologii zaciera granice między człowiekiem, zwierzęciem i maszyną. Autor zwraca uwagę na problem kryminalizacji natury, a także pojawiający się u dzieci i dorosłych zespół deficytu natury, któremu towarzyszy lęk przed dziewiczą przyrodą... Otyłość, zaburzenia koncentracji, depresja to tylko te najbardziej widoczne konsekwencje zmiany stylu życia w XXI wieku. Przede wszystkim jednak zmieniła się jakość naszego życia. „Ostatnie dziecko lasu” to fascynująca podróż przez historię, pokazująca transformację, jaka dokonała się na skutek błyskawicznego rozwoju techniki i cywilizacji w stosunkach dzieci i rodziców ze środowiskiem naturalnym na przestrzeni ostatnich kilku dekad. Autor zwraca uwagę nie tylko na to, w jaki sposób w obecnych czasach rodzice postrzegają środowisko naturalne, ale podkreśla też znaczenie zrównoważonej edukacji szkolnej i przedszkolnej dzieci, tak żeby nie były one oderwane od najbliższego im lokalnego środowiska naturalnego. Na podstawie licznych badań udowadnia, dlaczego ludzie potrzebują kontaktu z bliskim środowiskiem naturalnym, jak pobudza ono kreatywność w umysłach najmłodszych, jak pozwala się im wyciszyć i rozwijać, jak brak tego kontaktu wpływa na zahamowanie procesów poznawczych, emocjonalnych i rozwojowych.


Przyroda przestała być nieodłącznym elementem dzieciństwa, lecz stała się czymś obcym i odświętnym, jak wizyta w ZOO albo muzeum. Marzeniem mojej córki jest nauczyć się chodzić po drzewach, jej koleżanki brzydzą się pasku, bo jest brudny... Jagody i grzybu są ze sklepu, rosną w markecie... grzybobranie to taka przedpotopowa gra planszowa, a w lesie mieszka Bambi i Kubuś Puchatek. W lesie jest niebezpiecznie... Choć z badań wynika, że kontakt z przyrodą wspomaga leczenie ADHD, poprawia koncentrację i koordynację ruchową, regeneruje umysł i ciało, na całym świecie, nie tylko w krajach rozwiniętych, wzrasta liczba osób, których kontakt z naturą ograniczony jest do minimum... w tygodniu nie ma czasu w weekendy się odpoczywa... Wiele osób narzeka, że nie ma pieniędzy na rozrywkę, ale cóż spacer po lesie, to żadna atrakcja... żal, żenada...nuda... Lepiej już pójść na spacer do sklepu. Zamiast w cieniu drzew stanąć w chłodzie działu lodówek... Dotleniający spacer jest dla biedaków, ewentualnie nawiedzonych ekologów, teraz się bierze suplementy diety, i deprim od żony Małysza, a nie przechadza między sosnami... Zresztą tyle wysiłku w skompletowanie leśnej stylówki i nawet jej nikt nie zobaczy? W lesie bywa ciężko z zasięgiem, więc na insta fotek nie wrzucę... Wakacje all inclusive, a nie z komarami i kleszczami, krowy tylko w gospodarstwie agroturystycznym i najlepiej żeby wsią nie śmierdziały, choinka na święta, a las to zapachowa kostka w sedesie... Paradoksy współczesności, odcięcie od natury, zatracenie w technologii...


Eko Wariatka zwana Matka

Czasem jakiś temat leży mi na sercu, albo raczej na żołądku... Trawię go i przychodzi taki moment, że muszę go z siebie wyrzucić. Ostatnio kilka razy poczułam się zaatakowana jako ekomatka, którą staram się być... 

Uściśnijmy więc. Ja nikomu nie zaglądam do garnka w poszukiwaniu pulpetów ze słoika, ani tym bardziej w majtki w poszukiwaniu menstruacyjnego kubeczka... więc dlaczego ktoś miałby atakować mój styl życia? Bo niby jak jestem eko to opcje są dwie, dwie szufladki, w które można mnie wrzucić? Albo mam eko fanaberię, bo mam za dużo wolnego czasu i za dużo pieniędzy ( męża) do wydania. Reni Jusis się nasłuchałam i jestem zakręcona na ekofashion. Stać mnie na śpioszki po kilka stówek z organicznej bawełny i stać by były jednorazowe, upaprane organiczną marchewką z ekologicznej uprawy w Paragwaju. Malując paznokcie na ekogreen zapewne szukam ekofutra na ebayu. Takiej to dobrze... a od przybytku głowa nie boli, ale w dup... się przewraca.

Hmmmm... do osób cierpiących na nadmiar pieniędzy nie należę, więc zostaje druga szufladka ta gorsza. Muszę być ekofreakiem, który mieszka w ziemiance ( akurat moim marzeniem jest pasywny dom ze słomy i gliny, ale to inna historia), ma włosy pod pachą, czyści kibel kwaskiem cytronowym i pasie dzieci jaglanką z pokrzywą. Cóż jeszcze ... na pewno nie szczepię dzieci, karmię piersią do pełnoletności, medytuję nago i urządzam krucjaty na Mc Donalda. 

I może rozczaruję niektórych... ale nie uznaję terroru w żadnej postaci, wyznaję zasadę złotego środka. Wszystko jest dla ludzi,  a ja nie jestem ani lepsza ani gorsza, bo czytam etykiety robiąc zakupy. Czy z racji bycia świadomym konsumentem. Nie jestem nawiedzona, eko oświecona, nie mam misji zbawiania świata przykuwaniem się do drzewa czy w mistycznej orgii z Matką Ziemią. A przede wszystkim nie lubię, gdy ludzie popadają ze skrajności w skrajność. Nie, nie piorę w fistaszkach, nie myję garów popiołem, zęby myje pastą z drogerii i wiem, co to depilacja. Moje dzieci jadły fastfooda i nawet mają zabawki. Naprawdę! Nie zmuszam Vi do przesypywania grochu i fasoli dla rozrywki, a lalki ma Barbie a nie drewniane, czy szmaciane... Nie palę chińskich zabawek na stosie, bo nie palę plastiku, ale przede wszystkim dlatego, że chińszczyznę, to wolę w dobrej knajpie zjeść... Słoiczki miewałam w pogotowiu, ale moje dzieci nigdy za nimi nie przepadały. Klasycznie lubią smacznie zjeść, nie mówiąc o tym, że Igor je tyle, że te papki to w litrowych wekach musieliby sprzedawać. Lubię korporacyjną Coca Colę, stać mnie na łóżka dla dzieci więc nie musimy spać razem, choć często się tak kończy, bo moje dzieci to nocni migranci. Noszę w chuście bo u nas się sprawdza, ale mam też wózek, nawet dwa. Koło domu mam kompostownik bo mieszkam na wsi, ale uwaga! Od lipca nie segreguję śmieci, bo bojkotuję ustawę śmieciową, która nie działa! Katuję się żarówkami energooszczędnymi, choć do czytania mam normalną, żeby nie czuć się jak w prosektorium. Mam naturalne kosmetyki z rossmana i nie kosztowały więcej niż najniższa średnia krajowa na miesiąc kremowania. 

Ekologia modna... nie modna uczy szacunku do otaczającego świata, i właśnie dlatego że szanuję czyjeś prawo do wyboru nie oceniam, nie potępiam... A przede wszystkim nie narzucam innym drogi, którą ja obrałam. Nigdy nie byłam ekoterrorystką, lubisz soki, które koło owoców nigdy nie leżały pij mi, też nie zawsze chce się ugotować kompot ( całe szczęście, że moje dzieci lubią pić wodę), czujesz się zdrowy jedząc żywność z witaminami E kilka tysięcy - jedz, i ja czasem mam potrzebę podtruć się Vifonem i wcale potem nie urządzam miesięcznej oczyszczającej głodówki... Nie biczuję dzieci, gdy zjedzą czekoladę i robię im frytki warzywne bo lubią, a nie dlatego, że żałuję im plugawego ziemniak. Twoje dziecko nie dostaje uczulenia wysmarowane tablicą Mendelejewa... tylko się cieszyć. O zdrowie można dbać, ale i tak na coś w końcu trzeba umrzeć. Czyż nie? Człowieku żyj i pozwól żyć! Proszę ja ekomatka, co wielorazówki i pampersy naprzemiennie stosuje, nie je mięsa, choć mężowi je gotuje. Matka, która kocha dzieci i zapewniam , że żadnego ekohardkoru im nie funduje... Jestem eko dbam o zdrowie, również to psychiczne, więc nie daję się zwariować...