• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Ile kosztuje rozwód

Ostatnio prześladuje mnie jeden sen... regularnie powraca... idę uliczką na Starówce... jakieś połączenie Chrzanowa i Olsztyna... Mijam aleję Gelsenkirchen wchodzę do Zamku... Niby Kapituły Warmińskiej, a w mym subiektywnym odczuciu Alhambra. Biegam między licznymi drzwiami i drzwiczkami, po schodach w górę w dół... bo muszę się gdzieś dostać... muszę wybrać odpowiednie wrota... A za nimi winda... zawsze winda... stara metalowa, rozklekotana... Jestem przerażona ( tata wytłumaczył mi, że mój irracjonalny strach przed windami jest bardzo racjonalny... po prostu jako dziecko zatrzasnęłam się w klaustrofobicznej windzie w bloku na Nagórkach...) ale muszę odbyć podróż w dół przepaści...


Budzę się, a za kilka dni to samo... spadam w dół w rozklekotanej windzie... tzn zjeżdżam bo katastrofą moja podróż się nie kończy...

Wiele osób pytało mnie ile kosztował mnie rozwód? Szczerze? Za dużo... Po prostu za dużo.

Mogłam bym napisać, tysiąc, dwa, pięć... tak, rozwód kosztuje... nie oszukujmy się...

Ale wiecie co? Ja wciąż za niego płacę... Taka inwestycja w lepsze jutro... studnia bez dna...

Bo kosztował mnie wiele żalu, złości, stresu... Tabletek uspokajających na szyszkach chmielu przepijanych melisą.

Bo opłaciłam go wylanym morzem łez i zagryzionymi do krwi wargami...

Ale to nie koniec... wynagrodzenie prawnika to jedno, realne koszta rozwodu to inna bajka... płacę za niego wciąż... każdego dnia... borykając się... bagatela... z codziennością samotnej matki...

Przepracowując z dziećmi ich żal, złość, uczucie straty, rozczarowania i mocno zachwiane poczucie bezpieczeństwa...

Każdego dnia na nowo uczymy się funkcjonować sami... ja i oni, oni i ja... nasza trójka... idzie nam świetnie... Naprawdę wymiatamy jako trio... ale lekko nie jest...

Jedni skaczą z Chodakowską coby wbić się w seksowne bikini, my skaczemy przez kłody... Daleko, do przodu... z dumnie uniesioną głową.

Uczymy się prosić o pomoc i ją przyjmować... pniemy się na szczeblach kariery mistrzów logistyki...

Kiedyś wydziaram sobie alimenty zasądzone nie równa się wypłacone  i  pamiętaj zawsze możesz być bardziej zmęczona...  może w sanskrycie w tedy będzie bardziej trendy... a nie takie gorzkie i pachnące niesprawiedliwością tudzież po prostu realnością...

Pamiętam jak dziś... paliłyśmy na balkonie papierosa. Ja jeszcze w trakcie rozwodu, ona w nieciekawej sytuacji... Nie widzę perspektyw powiedziała... ja przytaknąłem... Bo nie widzę... mój horyzont się skurczył... jest satysfakcją z nowej pracy,  Igora mantrą "kofam moją mamę"  na trasie dom- przedszkole, długim prysznicem po ciężkim dniu, małymi rączkami szukającymi mnie w łóżku nad ranem...

Przyszła wiosna... zmiany... plany... wysyp jak grzybów po deszczu i plaga gorsza niż noworoczne postanowienia... A ja... ja mam przyszły weekend bez dzieci... pójdę potańczyć bo mnie to uszczęśliwia, będę dziewczyną blond z piosenki Braci Soprano i singielką w małym mieście, co flirtując nigdy nie ukrywa, że ma dwójkę cudownych dzieci i to one są jej priorytetem...

Bzem jeszcze nie pachnie... ale wiosnę mam w sercu...


Sny z motywem windy, schodów lub drabiny pojawiają się w sytuacjach stresowych, kiedy np. stajemy przed koniecznością dokonania jakiejś wyjątkowo trudnej decyzji.

Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską


Ewa Chodakowska... jedni ją uwielbiają i twierdzą, że dzięki niej udało im się wreszcie schudnąć. Drudzy natomiast wytykają jej brak profesjonalizmu i katowanie morderczymi treningami. Jedno jest pewne motywuje do zmiany.

"Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską"  zawiera instrukcje i wskazówki dotyczące treningów oraz praktyczne porady na temat diety i zdrowego stylu życia. Jest to kompleksowy program miesięcznej metamorfozy podzielony na 30 dni: 30 treningów po 30 minut, a także 30 jadłospisów. W książce znajduje się motywacja na każdy dzień, praktyczne porady dietetyczne i wskazówki treningowe oraz zdjęcia trenerki prezentującej wszystkie ćwiczenia opatrzone szczegółowym opisem. Mnie cieszy miejsce na notatki.



Tak, wiem wszyscy tą książkę już dawno przewertowali od deski do deski... cóż ja zacofana jestem... plus przed panią Chodakowską wzbraniałam się rękami i nogami... Ale może to kwestia mej 30letniej świadomości... w końcu się przełamałam. Nie bójcie się, nie zacznę Was spamować fotkami spoconego ciała po kolejnym skalpelu... to nie mój klimat. Niemniej zdarza mi się poćwiczyć i z Chodakowską. Znalazła swoje miejsce obok callaneticsu, jogi dla początkujących i kilu innych zestawów ćwiczeń na kręgosłup. Zmotywowała wiele kobiet w naszym kraju i w jakimś stopniu motywuje i mnie... Jest punktem wyjścia do zmiany... Plan na 30 dni, to zawsze jakiś początek, a jak już zaczniemy przygodę z naszą metamorfozą szukamy i pragniemy więcej i więcej...


Eurowizja, My Słowianie i rabarbar


Tyle się dzieje ostatnio w medialnym świecie... Eurowizja, słowiańskie piosenki, ciąże pseudo celebrytów, burze w szklance wody, blogowe afery, plotki i ploteczki, auta za 300 000 zł... i wiecie co? Nie interesuje mnie to wcale, a wcale... Kroję rabarbar, zasypuję cukrem... deszcz pada za oknem... internet mi szwankuje, listonosz nie dojechał... Mój mały nudny, intymny świat. Wiejska sielanka, fraszka, igraszka, przewrotność losu, zapach stagnacji zroszonej wiosennym deszczem... z tęcza w tle. Snuję plany na nadchodzący czas, czekam miłych spotkań w przyszłym tygodniu i martwię się, żeby pustka na koncie nie zassała mnie do środka. Googluje jak schudnąć szybko i bez wysiłku, bo jak śpiewała Górniak jestem kobietą, na odsysanie tłuszczu mnie nie stać, a Chodakowska to nie dla mnie... Top model też raczej nie zostanę, ani w Tańcu z gwiazdami nie zatańczę z Maserakiem... Afirmuję lato w wyszczuplającym kostiumie, szuram klapkiem kubota po brudnej podłodze i oddaje się bzowej aromaterapii... Sny przykrótkie, dzieci obżarte szalejem... Mam wirtualna zgagę marzy mi się spacer bosą stopą po plaży i krioterapia w Bałtyku...