• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

Life lately... tygodniowa fotomigawka

Dziś mówię Wam dobranoc obrazami, wspomnieniami minionego tygodnia zamkniętymi w fotografiach... Niektóre ludy wierzą, że zdjęcia kradną duszę... ja uchylam Wam rąbka mojej duszy, pokazuję, co mi w duszy gra, uchwycone momenty, urywki codzienności, kadry niedalekiej przeszłości definiujące teraźniejszość. Dobranoc.

ALFABET MATKI

Dziś mała zapowiedź... od kilku dni knuję w mej głowie misterny plan... wiecie podczas 7 godzinnej podroży pociągiem rożne rzeczy przychodzą człowiekowi do głowy... Więc tak, gdzieś na wysokości stacji Włoszczowa Płn. postanowiłam wprowadzić na blogu nowy cykl... Przez ostatnie dni idea dojrzewała w mojej głowie... przepoczwarzała się, nabierała formy... Ja nie czuję się autorytetem, ani poczytnym publicystą, ale jak mam temat, to lubię pisać... i  niezmiernie cieszą mnie głosy, że Wy lubicie to czytać:) Więc, od jutra zaczynając, ruszam z coniedzielnym cyklem " ALFABET MATKI". Krótkie mamy Ani przemyślenia, macierzyństwo alfabetycznie usystematyzowane. Wszystkie ważne pojęcia, które definiują nasz świat po pojawieniu się dziecka... ale również pojęcia te mniej ważne, te zupełnie bez znaczenia, które każda mama znać powinna:) Macie pomył na hasło, temat przewodni wpisu z cyklu piszcie w komentarzach pod tym postem, chętnie włączę je do "słownika".


AFIRMACJA MACIERZYŃSTWA

Macierzyństwo to afirmacja... stan umysłu... Odkąd dowiadujemy się, ze jesteśmy w ciąży myślimy... planujemy... tworzymy w głowie obraz... nasze myśli krążą wokół dziecka. Zastanawiamy się jaką będziemy matką, jakie będzie nasze dziecko... Powtarzamy będę dobrą matką... no bo jaką miałybyśmy być? Boimy się czy na pewno podołamy, bo przecież to nowy stan, boimy się, bo go nie znamy... Wszystko czego pragniemy możemy wykreować... Kreujemy myślą, słowem i czynem... a od tego naszego babskiego rozmyślania się zaczyna. Potęga myśli i niezwykła zdolność naszego umysłu by ulegać autosugestii... Chcieć znaczy móc:) No to jestem mamą, chcę być dobrą mamą w sumie najlepszą jaką moje dzieci będą mieć... Ale zdałam sobie dziś sprawę, że mimowolnie niweczę możliwości mego umysłu. Nie jestem z natury pesymistką, choć mój mąż twierdzi, ze jestem mistrzynią czarnowidzenia... jednak zdecydowanie nadużywam słowa nie. A pamiętam, że jako nastolatka zamówiłam sobie z wydawnictwa Bellona książkę o potędze myśli z zestawem kart do afirmacji... miało to mi pomóc w samorozwoju i wyrwać z kręgu młodzieńczej dekadencji... Karty szybko się pogubiły, książka za duża objętościowo nie była, ale zapamiętałam jedno ( choć chyba zapomniałam i dziś sobie przypomniałam) negatywna afirmacja nie działa, nie można afirmować przez zaprzeczenie... No, a jaki psikus płatają mi moje myśli? Planuję będę dobrą mamą. NIE będę taka jak moja mama, NIE będę dawać słoiczków, NIE będę karmić parówkami, NIE będę pozwalać dzieciom oglądać telewizji godzinami, NIE będę krzyczeć na dzieci...NIE, NIE, NIE, NIE... i tak popełniam wszystkie możliwe błędy wychowawcze. Jedyne, co mój umysł mi daje to świadomość, że te błędy popełniam... A gdyby tak zmienić nastawienie? Powtarzać sobie będę zdrowo karmić dzieci, będę podawać słoiczki tylko w sytuacjach awaryjnych, będę pozwalać oglądać dzieciom programy edukacyjne przez czas adekwatny to ich wieku? Jakoś lepiej to brzmi, od razu wiem co mam robić, bo od samej negacji to jeszcze nikt nic nie zdziałał. A kreacja to myśl i czyn przecież. W sumie żałuje, że NIE wykorzystałam w pełni 9 miesięcy stanu brzuchatego i nie myślałam w taki właśnie sposób... pozytywny... Nasze dzieci są zawsze takie jak sobie wymarzymy, ani lepsze, ani gorsze tylko piękne, mądre, grzeczne ( no chyba, ze będąc w ciąży zakładamy, że moje dziecko NIE będzie NIEgrzeczne;), bo jesteśmy mamami i je kochamy, a i jeszcze jedno kochamy nasze dzieci mimo wszystko, a nie ich wyidealizowany obraz w głowie... matczyna miłość trudna jest, choć najczystsza i bezwarunkowa.


GLOSSYBOX mom&baby

Znacie GlossyBox? Przyznam się, że wiele razy się przymierzałam do jego zakupu i jakoś nigdy nie udało mi się zamówić tego kosmetycznego pudełka... Uwielbiam kosmetyki, jak to kobiety... lubię nowości... idea pachnącej paczki niespodzianki raz w miesiącu nęci... dreszczyk emocji, rozpakowywanie i potem testowanie pachnących, kosmetycznych nowości... no która kobieta by tego nie chciała? Niestety odkąd zostałam mamą moje potrzeby zeszły na dalszy plan... I raczej używam moich top10 sprawdzonych kosmetyków upolowanych na promocjach:) Dlatego, gdy po powrocie z krakowskich wakacji czekała na mnie pięknie zapakowana, pachnąca paczuszka GlossyBox była to nie lada niespodzianka... no i wreszcie moja ciekawość fenomenu pudełek niespodzianek została zaspokojona:)


Mom&Baby to specjalna edycja dla przyszłych i świeżo upieczonych mam, a także dla maluszka. To pudełko dedykowane mamom i dzieciom, starannie dobrane kosmetyki, na dobry początek macierzyństwa.

Królowie Podwórka

Ostatnio dookoła głośno o strefach wolnych od dzieci, strefach dzieciom przyjaznych... A my będąc w Krakowie byliśmy wygodni... jako 4 osobowa rodzina z dwójką dzieci, czyli można by nas śmiało zaszufladkować jako rodzinę wielodzietną ( nie mylić z patologiczną), umawialiśmy się ze znajomymi na PLACU ZABAW. Pogoda sprzyjała, mój mąż ma alergię na knajpy z dzieckiem w nazwie... więc grunt neutralny:) W zadumę wprowadza mnie fakt, że wciąż niewielu naszych znajomych ma dzieci, nie mówiąc o tym, że jeżeli już je posiada, to najczęściej jest w trakcie o nie walki ze współtwórcą... smutne. Dzieciom do szczęścia niewiele potrzeba, piaskownica, zjeżdżalnia, inne dzieci do zabawy... Codziennie zaopatrzeni w suchy prowiant i hektolitry wody maszerowaliśmy na nasz ulubiony plac zabaw. Dzieci uradowane biegały do momentu, gdy następowała inwazja komarów, a nawet gdy mendy zaczynały gryźć, a dzieci padały ze zmęczenia do domu, spać nie bardzo chciały, bo czasu szkoda... Pewnie wyglądaliśmy na tych wyrodnych rodziców, co to przychodzą z dzieckiem na plac zabaw i się nie interesują... bo dzieci biegały samopas, a my ploteczki na ławeczce... Z drugiej strony dzieci świetnie dogadują się same, a ja zwolenniczką nadmiernej protekcji i nachalnych interwencji nie jestem. Igor zadowolony siedział w piaskownicy ( ku zdziwieniu wielu mama, ze nie podbiegam za każdym razem, gdy zadziera nogę do góry i z piaskownicy wychodzi, a jak się wywracał pytałam, gdzie ma zająca?) z dyżurnymi ogólnodostępnymi zabawkami, a Vi z koleżankami babskie sprawy i pierwsze piaskownicowe flirty. Szczerze nie rozumiem rodziców, którzy "wtrącają" się w dziecięce sprawy, ingerują w ich zabawy... oczywiście jeżeli nie ma miejsca zagrożenie uszczerbkiem na zdrowiu. Raz Viki miała starcie z chłopcem, który sypał piaskiem po oczach, przyszła do mnie po pomoc... poradziłam żeby zwróciła mu uwagę, nie pomogło, poskarżyła się jego mamie nie pomogło.. ale gdy głośno powiedziałam Vi to mu oddaj, oburzona mama sypiącego piaskiem chłopca wyszarpała dziecko z piaskownicy i z oburzeniem opuściła plac zabaw... Nie rozumiem też ciągłego strofowania uważaj, nie spadnij, nie wywróć się... przecież to samospełniająca się przepowiednia... Cóż plac zabaw rządzi się własnymi prawami... znajdzie się Ralph i Jack... ponadczasowość Goldinga

MAUA MODA

Cieszący się Waszym ogromnym zainteresowaniem konkurs z Maua Moda trwa... więc przydałoby się napisać słów kilka o sprawczyni całego zamieszania:)


Maua Moda to raczkujący "maminy" biznes. Mama Marta szyciem zajmuję się od niedawna, głównie są to ubranka dla dzieci i niemowląt z bardzo wygodnej dzianiny dresowej. Ubranka nie krępują ruchów są wygodne przez to dzieci czują się w nich bardzo swobodnie a jednocześnie wyglądają modnie. Ubranka są pełne prostoty i uroku, a inspiracją do działania jest synek pani Marty Filip... Ubranka szyte przez mamę, dedykowane dzieciom, inspirowane synkiem...


Maua Moda jest bardzo skromna i onieśmielona Waszym zainteresowaniem jej ubrankami... ale chyba wszyscy będziemy zgodni, że ma się nie poddawać, zakasać rękawy i  szyć, szyć i jeszcze raz szyć:)!

"Maua Moda to projekt nowy, wszystko zaczęło jakiś miesiąc temu... odłożyłam trochę gotówki i zastanawiałam się jak to zainwestować... buty... torebka... może jakieś ciuchy... bez sensu... zawsze chciałam mieć maszynę do szycia... coś przeszyć, zaszyć, wyjreować... Filipowi uszyć poszewki może jakieś zasłonki itd. Trochę zachęciła mnie koleżanka, trochę ja sama czułam  nieodpartą potrzebę... KUPIŁAM.  Uszyłam pierwszą bluzkę i spodnie dla Filipa bo zawsze chciałam kupić alladynki i oczywiście nigdzie nie było... co z tego, że uszyłam jak w ten sam dzień się wszystko popruło... ale co tam jestem silna i się nie poddaje! Trening czyni mistrza, bez pracy nie ma kołaczy... I tak po tygodniu szukania inspiracji w hurtowni kupiłam dzianinę dresową i się zaczęło! Dla mnie, dla Filipa z dedykacji dla najmłodszych- małych  tak po prostu."