5 dni do pięknego uśmiechu iWhite

Tak się jakoś złożyło, że ostatnimi czasy uczę się znaleźć czas dla siebie... choć biorąc pod uwagę sytuację, gdy od dwóch tygodni siedzę sama z dwójką chorych dzieci mogłoby się to wydawać abstrakcyjne... Ale nie, to nie science-fiction. Co wieczór kręcę hulahop i od 5 dni wybielam zęby... a co tem będe piękna :) W końcu zaraz mi stuknie trzydziestka i coś z soba trzeba zrobić. Do tego w konkursie internetowym wygrałam spersonalizowana dietę- jadłospis ułożony przez dietetyka, by leniwa wagetarianka po dwóch ciążach schudła :) Normalnie zaczynam się bać, że którejś nocy mój mąż nie pozna własnej żony, jak wróci z biura i będzie chciał sie połozyć do łózka:). Żarty żartami, ale wróćmy do wybielanie zębów.



Przebarwienia zebów to moja zmora... kawa, harrbata, za dużo szpinaku w ciąży, suplementy żelaza... Śnieżnobiały usmiech hollywoodzkiej gwiazdy, zęby jak z reklamy... tak, to moje marzenie. Białe zęby, to podstawa pieknego uśmiechu... Dlatego postanowiłam wypróbować iWhite... choc niekukrywam sceptycznie podchodzę do takich produktów. Część osób od urodzenia ma zęby bardziej żółte od innych, a dodatkowo jesteśmy przez całe życie narażeni na czynniki wpływające na naturalny kolor zębów... "Liczne badania kliniczne prowadzone w Polsce i na świecie wykazały, że wybielanie nie jest wcale szkodliwe dla struktury zęba. Tak naprawdę nie jest to wcale zmiana koloru tkanek zęba, tylko jego rozjaśnienie. Pod wpływem substancji chemicznych zawarte w szkliwie ciemne przebarwienia ulegają utlenieniu." Popularne preparaty na bazie utleniaczy nie naruszają tkanki szkliwa w sposób mechaniczny. Barwniki zawarte w szkliwie zostają rozjaśnione bez zmiany jego struktury. Po zabiegu nie zmienia się struktura chemiczna zęba ani jego odporność na próchnicę.




iWhite jest łatwym w użyciu, bezpiecznym produktem do wybielania zębów. Dzięki unikalnej technologii wytwarzania powłoki z krystalizowanego wapnia ten innowacyjny jednoetapowy system pozwala na uzyskanie natychmiastowego, naturalnego efektu wybielającego. Więc pomyslałam, że nie zaszkoadzi spróbować. iWhite Instant jest łatwy w użyciu. Produkt składa się z 10 cienkich i elastycznych nakładek na zęby ( w uniwersalnym rozmiarze), które zawierają żel wybielający. Po umyciu zębów nakładki nakładamy na górną i dolną cześć zębów. Nakładki stosouje się przez 20 minut dziennie, maksyma;nie przez 5 kolejnych dni.  Producent zapewnia że uzyskamy do 8 odcieni bielsze zęby... Szkoda, że nie załącza próbnika koloru, żeby obserwować efekty... Jedno jest pewne moje zęby mają jednolity kolor, przebarwienia zostały wyrównane, zniwelowane i ptwierdzam produkt działa. Badania kliniczne dowiodły, że iWhite Instant jest w 100% bezpieczny dla zębów oraz zapewnia natychmiastowy efekt wybielający po pierwszym zastosowaniu. Przez pierwsze dni nie zauwazyłam efektów, po za delikatnym wyrównaniem kolorytu zebów, ale po 5 dniach jestem naprawdę zadowolona jak na produkt do wybielania zębów w domowym zaciszu, a nie profesjonalny zabieg w gabinecie dentystycznym iWhite dał radę. Nie spodziewałam sie spektularnego efektu, błyszczącego uśmiechu jak z tv, ale zęby mam jaśniejsze o kilka tonów,  i generalnie czuję się atrakcyjniej... a chyba o to mi chodziło :)



wybielanie zebow

Kto ma ochotę na bielsze zęby w 5 dni? Wieczorem zapraszam Was na fb, bedzie konkurs, będzie do wygrania zestaw wybielających nakładek iWhite!



Wybielanie zębów z iWhite Instant Polska wygrywa pani Gosia Serkowska, by mogła olśnić pięknym uśmiechem na ślubie i chrzcinach !

0 komentarze :

zła matka


Jestem zmęczona... zassana przez energatyczną próźnię... Moje ciało bezwładnie miotane emocjami... Ten wstydliwy krzyk furiatki tłumiony w poduszkę... Najchętniej pobieglabym przed siebie, stanęła po środku niczego i wydała z siebie ten dziki wrzask rozpaczy... Upokarzający tak, podważający mą macierzyńską miłości i ludzkie odruchy... Pielegnuję, współczuję, aplikuję leki, trzymam za rękę, tulę... Łykam garść kolorowych pigułek... jak cukierki... byle stać na nogach... Chora, zmęczona, rozdrażniona... Wątpiąca... Co ze mnie za matka, że irytuje mnie wypluty syrop, zmietę chusteczki na podłodze... ? Czemu nie idą spać skoro są tacy chorzy i czemu mają tyle energii...? Może już wariują przez to uziemienie? Są chorzy, rozdrażnieni, zmęczeni... Dlaczego usta zaciskane przed łyżeczką z ibuprofenem i bieg po salonie, gdy biorę do ręki aspirator, odbieram jak czystą złosliwość i mej osoby dręczenie? Wariatka wyciąga odkurzacz, gotuje rosół na wiejskiej kurze... niby naturalne to i z głębi serca, a jednak egoistycznie oczekuję w zamian chwili wytchnienia... Biją się, kłócą... krzyczą, a krzyk ich w mózgu mi wibruje, bolą mnie chore zatoki. Irytują mnie rozrzucone wszędzie zabawki, dreszcz me plecy przeszywa, gdy słyszę mamo nudzę się... Oczy na zapałki, superheromama... Taka beznadziejna czuję się... przecież każda matka zna ten stan... chore dzieci, to nic przyjemnego, ale na pewno wszyscy lepiej sobie radzą... Odciągają gile misiom, aplikują leki lalkom, uśmiechają się i kreatywne zabawy jak z rękawa wymyslają... A JA? Beznadziejna, zła matka, co chciałaby żeby ktoś się nią zaopiekaował... podał leki i herbatkę do łóżka... Do szewskiej pasji doprowadzają mnie resoraki w łóżku i barbie na podłodze... Staram się, gotuję, a oni nie chcą jeść... Szykuję zdrowy sok w sokowirówce i cedzą przez zęby, gdy ja marzę o ginie z tonikiem na lodzie z plasterkiem cytryny... Już nie wiem, czy gorsze wyrzuty sumienia mam, że mi się nie chce, czy że najzwyczajniej w świecie w łóżku mym bym zaszyła się... Mówię smacznego jak w przedszkolu i czekam na przedszkolną formułkę w odpowiedzi... gram w plnszówki i oglądam wróżki czy piratów choć nienawidzę... Próbuję czytać książki i zaraz wiszą mi na szyi... Głaskam, całuję w czoło... wiem, że tego potrzebują...  Jak kocham dzieci moje, to w obliczu choroby jestem beznadziejna, zagubiona... zła matka... i chciałabym móc się wychorować w spokoju

0 komentarze :

CzuCzu


Chorowanie jest do bani... długotrwałe przebywanie z dwójką dzieci w zamknięciu grozi utratą zmysłów i zginięciem w brudzie... Mój salon wygląda jak sklep z zabawkami w szczycie wyprzedaży, przez który przeszedł huragan Katrina... Zapewnienie rozrywki 2 latkowi i 5 latce, gdy sama aplikujesz w siebie leki by się trzymać na nogach, to nie lada wyzwanie... Książki, klocki, gry... Mam wrażenie, że wszystko juz robiliśmy. Ostatnie dni umiliło nam CzuCzu. Wydawnictwo specjalizujące się w projektach edukacyjnych dla dzieci. Książeczki, karty edukacyjne, zestawy łamigłówek, memo, puzzle...  To nic, że mam pościel popisaną suchościeralnym mazakiem, który na kartach edukacyjnych jest ok, a na poszewce pewnie okaże się permanentnym. To nic, że znam na pamięć wszystkie zagadki CzuCzu od 2-6 lat, a puzzle z księżniczkami chciał układać Igor, bo pozazdrościł Vi która ułożyła mapę Polski... więc tak naprawdę księżniczki układałam ja, boIgorowi każdy kawałek ukladanki pasuje do każdego... Najważniejsze, że się czymś zajęli... i choć jakiś ułamek tego chorowania wypełniła im kreatywna zabawa... Czuje w kościach, że przed zimą muszę uzupełnić kolekcję o kilka pozycji..




A Wy lubicie Czuczu?

0 komentarze :

Chopin dla dzieci

Dziś kolejny odcinek cyklu edukacyjnego Dziecko na Warsztat w podróży, dziś będzie o Polsce, a dokładniej o sławnym Polaku.


Fryderyk Franciszek Chopin, urodził się 1 marca 1810 w Żelazowej Woli, zmarł 17 października 1849 w Paryżu. Najwybitniejszy polski kompozytor, a także wybitny pianista. Nazywany jest poetą fortepianu. U źródeł jego twórczości leżała wielka wrażliwość oraz umiejętność czerpania wzorców wprost z polskiej muzyki ludowej. Przyszedł na świat w rodzinie, w której muzyka była na porządku dziennym. Według legendy, Fryderyk Chopin przyszedł na świat przy grze skrzypiec swojego ojca Mikołaja. W wieku sześciu lat chłopiec rozpoczął naukę gry na fortepianie u Wojciecha Żywnego. Z starszą siostrą Ludwiką Fryderyk muzykował w domu grając na cztery ręce. W wieku 7 lat miały miejsce pierwsze poważniejsze próby kompozytorskie. Z tego czasu pochodzą nieoznaczone numerem opusowym polonezy: zadedykowany Wiktorii Skarbek Polonez g-moll oraz Polonez B-dur. Pierwszy publiczny występ Fryderyka odbył się w 1818 roku w pałacu Radziwiłłowskim. Prasa warszawska opisała go jako "małego Chopinka", "cudowne dziecko" i "drugiego Mozarta". Fryderyk Chopin jako szesnastoletni młodzieniec rozpoczął studia w zakresie teorii kompozycji u Józefa Elsnera w warszawskiej Szkole Głównej Muzyki. Na początku listopada 1830 roku na zawsze opuścił ziemie polskie, przez Wrocław udał się do Drezna, potem do Monachium i wreszcie Paryża. W drodze do Paryża napisał dziennik zwany "Dziennikiem stuttgarckim". W 1836 roku zaczął poważnie chorować na gruźlicę. 17 października 1849 roku Fryderyk Chopin zmarł na gruźlicę płuc w swoim ostatnim paryskim mieszkaniu przy placu Vendôme. Został pochowany na cmentarzu Pére-Lachaise w Paryżu. Zgodnie z ostatnią wolą Chopina, wyjęte po śmierci jego serce siostra przywiozła do Warszawy, gdzie zostało w urnie wmurowane w filar kościoła Św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu.







U nas chorobowo więc warsztat bez fajerwerków... Proponuję Wam podróż z Chopinem dedykowaną przedszkolakom:
1. Zapoznanie się z biografią wybitnego kompozytotra
2.  Film Latająca Maszyna- Fabuła filmu dzieli się na dwie części. W części I dwójka dzieci odnajduje stary fortepian, w którym zaklęta jest dusza Chopina. Instrument zamienia się w latającą maszynę i zabiera bohaterów w pełną przygód podróż po Europie. W części II londyńska bizneswoman Georgie, para jej dzieci oraz pianista Lang Lang zostają wciągnięci do świata animowanego filmu 3D, gdzie czeka ich misja sprowadzenia latającej machiny z powrotem do Polski, do kraju urodzenia Fryderyka Chopina.


3. Gry i zabawy dla dzieci http://dzieci.chopin2010.pl/ 


4. Komiks i kolorowanki www.superkid.pl


5. Muzykoterapia:)



6. Chopin był genialnym kompozytorem, ale i podróznikiem po trosze... prześledziłysmy z Vi palcem po mapie jego podróże i całkiem zacną trasę w swym życiu przebył.




W projekcie udział biorą :

0 komentarze :

ZDROWIE DZIECKA vs PROBLEMY PEDIATRII


Pamiętam dyżurki lekarzy, zabawy na maszynie do pisania, przemykanie szpitalnym korytarzem by nie widzieć chorych i pamiętam jak mój tata strajkował i wychudzony nosił spodnie na takiej gumie do zaciskania ręki podczas pobierania krwi... Mój tata jest lekarzem, mama pielęgniarką, służbę zdrowia znam przez ich pryzmat... Jak byłam chora tata wypisywał mi receptę, nigdy nie musiałam czekać godzinami w kolejce do przychodni. Jak coś się działo jechałam do cioci lub wujka, który był znajomym lekarzem... Tata nauczył mnie że dobre RKO to połamane żebra, a jak ktoś mdleje to trzeba mu unieść nogi, a nie na siłe stawiać... Zawsze psuł mi przyjemność oglądania Chirurgów i Dr House'a śmiejąc się z diagnozy i zalecanego leczenia.


Pierwsze zderzenie z anonimowym i bezdusznym obliczem NFZ przeżyłam na studiach, potem w ciąży...Dziś jako matka rozumiem wszystkie bolączki statystycznego Polaka i hektolitry żalu wylewane pod adresem służby zdrowia. Mam to szczęście, że moje dzieci są zdrowe, nie borykam się z nieuleczalną chorobą, ani ułomnościami. Przychodnię odwiedzamy rzadko, w ostatecznej ostateczności i za każdym razem klnę w żywe kamienie próbując się dodzwonić do rejestracji. Receptę weryfikuję telefonem do taty i jak, co 3 Polak zasięgam drugiej opinii dr Google... na wizytę do lekarza idę zawsze przygotowana wstępna diagnozą online.


System kuleje i dlatego gdy przyłączyłam się do projektu na rzecz zmian w opiece pediatrycznej w Polsce naprawdę wierzyłam, że nasze dzieci zasługują na lepszą jakość świadczonych usług zdrowotnych. 11 padziernika uczestniczyłam w debacie osób związanych ze służbą zdrowia. Jako przedstawicielka rodziców mogłam wysłuchać stanowiska Biura Rzecznika Praw Dziecka,  Polskiej Federacji Edukacji w Diabetologii, Konsultanta krajowego w dziedzinie pielęgniarstwa pediatrycznego,  Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego,  Stowarzyszeniae Pielęgniarek Pediatrycznych, Centrum Nauki o Laktacji,  NFZ, Ministerstwa Zdrowia i wielu innych osób które odpowiedzialne są za opiekę pediatryczną sprawowaną nad naszymi dziećmi.


Dziwne uczucie uczestniczyć w debacie o biurokracji, systemowych barierach i ... pieniądzach. Przerażająca jest przepaść pokoleniowa. Jesteśmy pokoleniem fastfoodów i internetu, oczekujemy wysokiej jakości usług. Jako świadomi konsumenci usług zdrowotnych płacimy i wymagamy, a gdy chodzi o dobro naszych dzieci walczymy. Komunikacja na poziomie lekarz- pacjent- rodzice pacjenta wymaga zmiany. Poziom opieki podstawowej nad dziećmi jest niezadowalający. Odwrócona piramida kosztów to dla nas rodziców głupota, bo wiemy, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Profilaktyka ładnie brzmi, ale programy nie są wdrażane,odbywa się zaledwie 1/3 wizyt profilaktycznych z dziećmi zdrowymi... niestety zdrowie zaczyna się liczyć dopiero w obliczu choroby. Dziecko do 18 roku życia powinno być objęte opieką lekarską POZ nie tylko wtedy kiedy zachoruje. Niestety przez sytuację w służbie zdrowia dzieci chodzą do lekarza tylko wtedy, gdy coś im dolega. Regularne badanie dzieci zdrowych czyli badania profilaktyczne mają zagwarantować, że na wczesnym etapie zostaną wychwycone problemy z rozwojem fizycznym, intelektualnym czy emocjonalnym i będzie można skutecznie im zaradzić. Wczesne rozpoznawanie schorzeń przez lekarza rodzinnego przesądza często o powodzeniu wdrażania specjalistycznych metod leczenia. Smutną prawdą jest, że dzieci są badane fragmentarycznie, szereg chorób wykrywanych jest zbyt późno, nie ma systematycznie prowadzonych programów profilaktycznych, poza programem szczepień ochronnych, a stan zdrowia dzieci pogarsza się. Głównymi problemami młodych Polaków są otyłość, nadciśnienie oraz próchnica, coraz większa liczba polskich dzieci ma wady kręgosłupa i postawy, choruje na alergię i cukrzycę. Powodem jest m.in. brak dostępu do lekarzy specjalistów, brak systematycznie prowadzonych programów profilaktycznych oraz opieki medycznej w szkołach. Nie we wszystkich przychodniach na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej przyjmują lekarze pediatrzy. Wizyta u specjalisty wymaga czekania w długiej kolejce. Brak zaufania do lekarzy, potrzeba cyfryzacji historii medycznej i łatwiejszego dostępu do porad specjalistów to problemy nas rodziców, zmiana systemu finansowania i nacisk na edukację zdrowotną i działania profilaktyczne, to główne wyzwanie systemu...






Niebawem wrócę do Was z analizą wyników ankiety, którą wielu z Was wypełniło. Podzililiście się swoimi problemami, odczuciami, czesto polecaliście lekarzy, którzy zasługuja na wyróżnienie. Zdrowie naszych dzieci jest bezcenne, a zminy konieczne

0 komentarze :

# LOVE


Za niecałe dwa tygodnie mamy z panem tatą rocznicę ślubu... Czwartą... podobno kwiatową, owocowa, czy tam jedwabną... Możemy śnić piekne sny w pościeli ikei, grzać kości przy kominku i symulować randkę... Dzielą nas kilometry, bo jakoś tak się uklada, że albo wyjeżdżam ja, olbo on... rzadko razem... Żeby nie powiedzieć wcale... Mamy dzieci... ktoś wyjeżdża, a z dzciećmi musi zostać ktoś... Mijamy się każdego dnia, mamy wspólny bagaż wspomnień, doświadczeń... nie jesteśmy idealni... raczej wybuchowa mieszanka charakterów... wiele kwestii do przepracowania, wyjaśnienia... Ale kocham go... nie ponieważ, ale mimo wszystko...

Za każdym razem, gdy wyjeżdżam jestem samotna w hotelowym łóżku, jest mi przykro, jest mi źle... żal, że nie ma męża mego obok, że nie dzielimy tej chwili wytchnienia... Mamy dwójkę dzieci, jesteśmy na takim etapie żcyia, że każda chwila sam na sam bezcenna jest i trzeba ją wydzierać siłą ze szponów codzienności, natłoku obowiązków, wszechobecnego chaosu... Tule się w białą hotelową poduszkę, gdy on tuli dzieci do snu... 

Gdy pojawiają się dzieci związek wystawiony jest na próbę. Nie jest problemem płomienny sex po dzieciach... problemem jest intymny czas... taka chwila zapomnienia, gdy rodzicielstwo zastyga w próżni i jesteś tylko Ty i twój partner... My takiego czasu praktycznie nie mamy... Nawet nie chodzi o to, że nie stać nas na romantyczny weekend w high class spa tylko we dwoje... bo jak we dwoje skoro nas jest czworo? Od pięciu lat związek ma inny mianownik, a od dwóch każda chwila dzieli się na czworo. Niania? Trochę abastrakcja na wsi, a dzieci samych nie zostawimy... Choćbyśmy chcieli nie mamy jak. Przytłaczające to i bardzo irytujące. Na randki chodzimy jak jesteśmy w Krakowie... bo prababcia jest jedyna i niezastąpiona... Na nią zawsze można liczyć... mimo wielu wiosen na karku dzielnie pilnuje dzieci, byśmy my mogli pobyć sami. Instytucja dziadków fajna jest pod warunkiem, że jest i że dziadkowie chcą pomóc przy wnukach, by rodzice mogli odsapnąć... Gorzej jak nie ma opcji zostawić wnuków dziadkom i się na chwilę wyrwać z domu.

Zmiana otoczenia, chwila wyrwana z kontekstu... sekundy zapomnienia... Mogę zrobić się na bóstwo, przygotować sushi, zapalić świece w salonie... ale wciąż będą dzieci za ścianą... Takie próby intymności popełniam od pięciu lat... odkąd zostałam mamą... Dziś dopada mnie tęsknota za weekendem, tfu dniem, wieczorem... tylko we dwoje... Bo może powinnam, ale trochę nie umiem dbać o naszą relację w czworokącie... Bo problemem nie jest relacja mama- tata- dzieci, tylko ja-on, mąż- żona... i nad tym powinnyśmy popracować tylko we dwoje...

Jestem mamą, on jest tatą... ale jesteśmy ludźmi, kobietą, mężczyzną, Ania i Tomek... Potrzebuję czułości nielimitowanej nocną migracją syna mego, łóżka rodzinnego na wyłącznośc dla rodziców, potrzebuję nocnego spaceru pod gwieździstą płachtą nieba, kolacji w restauracji, nocnego seansu w kinie, na którym nie zasnę wyczerpana dniem, i na którym nie będzie wyświetlana bajka... marzę, by obudził mnie pocałunek, a nie wypowiadame o nieludzkiej godzinie "mamo am"...

Takie błache... a tak frustrujące... Dziekuję, za wszystkie złote rady, poradniki jak podgrzać atmosferę w związku... wierzcie mi ja to wszystko wiem i uciekam się do różnych magicznych sztuczek... Ale dziś plakać mi się chce, bo najzwyczajniej w świecie chciałbym wtulić się w męża mego i trwać w chwili w której nic innego nie liczy się... Jak kocham dzieci me... pragnę chwili tylko we dwoje, by odpocząć i potem bardziej z tych chwil dzielonych na czworo cieszyć się... By rodzice mogli skupić się na sobie... obudzić motyle w brzuchu, chwilo trwaj, pieszczoty nie kończcie się! A potem już będziemy grzeczni... kochający rodzice... tylko ta, niedostępna chwila te-tate niech wydarzy się...


0 komentarze :

3 poziomy nauki - 3 poziomy zabawy


Wszystko, co dziecko robi w trakcie zabawy pomaga mu odkrywać świat i rządzące nim prawa, uczyć się pierwszych słów i wyrażania emocji. Zabawa jest naturalnym sposobem budowania i rozwijania cennych umiejętności społecznych, ale każde dziecko rozwija się i rośnie we własnym tempie. Edukacyjne treści w produktach Fisher-Price z linii „Ucz się i śmiej” z technologią POZIOMY NAUKI, można dostosować do wieku lub etapu rozwoju dziecka, dzięki czemu zabawka rośnie razem z nim. Na każdym z trzech poziomów - od Odkrywania, przez Zachęcanie, po Naśladowanie - dziecko uczy się wielu cennych umiejętności, rozwija zmysły...


 POZIOM I. ODKRYWANIE „Pobawimy się?” (6-12 miesięcy) 
Około półroczne maluchy uwielbiają odkrywać świat i rządzące nim prawa. Są zainteresowane wszystkim, co je otacza i coraz więcej rozumieją. Poziom 1 rozbudza ciekawość dzieci poprzez wesołe powiedzonka, radosne piosenki, a różne zabawne aktywności pomagają maluszkom zrozumieć związek przyczynowo -skutkowy i inspirują do dalszego odkrywania. Dziecko uważnie się rozgląda, po wszystko sięga, przyciąga do siebie i koniecznie musi sprawdzić, jakie to ma właściwości. Rozwój ruchowy to postęp w sprawności manualnej, której rozwijaniem dziecko jest teraz bardzo zainteresowane. W końcu rączki mają pełną swobodę ruchu i w pozycji siedzącej mogą wygodnie badać przedmioty w ich zasięgu. Zabawki powinny łączyć dwa rodzaje wrażeń zmysłowych np. dźwięk i światło, odgłos i ruch. Wciśnięcie przycisku wywołuje odgłos, słowo, piosenkę i jednocześnie zapala światełko albo wprawia zabawkę w ruch. Taka konstrukcja odpowiada potrzebom dzieci w tym wieku, które ćwiczą podstawową koordynację wzrokowo-słuchową i wzrokowo-ruchową. 




 POZIOM II. ZACHĘCANIE „Nauczymy się czegoś nowego!” (12-18 miesięcy) 
 Kluczem do sukcesu zabawek przeznaczonych dla dzieci powyżej pierwszego roku życia jest zachęcanie do aktywności. Roczne dziecko już stabilnie stoi, próbuje chodzić przy podporze, a czasem nawet stawia już samodzielnie pierwsze kroki, a przede wszystkim z zapałem manipuluje przedmiotami. Często jednak spotyka go zawód, frustracja i rozczarowanie. Zabawka, która dzięki lekkiemu dotknięciu lub naciśnięciu zaczyna grać, świecić, turlać się, zapewnia dziecku poczucie sprawstwa, bo pozwala czuć się autorem tego sukcesu. Po kilku powtórzeniach dziecko wie, że to jego działanie spowodowało ten cudowny efekt. Dlatego ponawia próbę, wkłada i wysypuje klocki, wciska kształty do odpowiednich otworów, otwiera i zamyka drzwi i okna zabawki. Ochoczo wykona zadania typu „tańcz ze mną i licz”, „siedzisz na foteliku, przeciągnij się”, „otwórz okno, rozejrzyj się, a później uważnie zamknij je” lub „napełnij, wyładuj, i znowu załaduj”. Zabawki już na tym etapie powinny zawierać tzw. kontrolę błędów.



POZIOM III. NAŚLADOWANIE „Pobawimy się w naśladowanie!” (powyżej 18 miesięcy) 
Około półtoraroczne maluchy zaczynają używać wyobraźni i łączyć pewne fakty. Lubią zabawę w naśladowanie i chcą zachowywać się jak rodzice lub starsze dzieci, często powtarzając ich słowa i zachowanie. Poziom 3 zachęca do twórczej zabawy w odgrywanie ról dzięki odpowiednim zwrotom. Na tym etapie zabawki inspirują wyobraźnię dziecka poprzez wesołe piosenki, dźwięki i wyrażenia, motywując malucha do kreatywnego działania. W tym wieku lubi nie tylko akcję, ale również reakcję, bo wkracza w okres interaktywny. Naśladowanie będące podstawą rozwoju dziecka w tym wieku to specyficzny dialog malucha z otoczeniem na poziomie mowy i działania.



Od 23 października na fanpage’u Fisher-Price  znajdziecie aplikację, w której możecie wirtualnie przetestować produkty z technologią POZIOMY NAUKI oraz ściągnąć kupon upoważniający do 30% rabatu na zakup produktów z linii „Ucz Się i Śmiej!”. Kupon można ściągać wielokrotnie w terminie od 2 listopada do 31 grudnia.

video

0 komentarze :

HERVE TULLET i magia wyobraźni


Hervé Tullet, światowej sławy autor i ilustrator książek dla dzieci... Sam będąc ojcem trójki dzieci wie jak urzec młodego czytelnika. We Francji zwany jest "księciem książek dla przedszkolaków", a ostatnimi czasy króluje u mnie w domu... Szczerze mam mieszane uczucia, bo ja to lubię klimatyczne, piekne ilustrowane książki z ciekawą fabułą... ale moje dzieci go uwielbiają, więc niewiele mam do powiedzenia w temacie...


Hervé Tullet urodził się w 1958 roku w Normandii. Po studiach Sztuk Pięknych i Rzemiosła Artystycznego, pracował jako dyrektor artystyczny i ilustrator prasowy. W 1990 roku opublikował swoje pierwsze ilustracje. W 1994 drukiem ukazała się jego pierwsza ksiązka dla dzieci. Nie musiał długo czekać na uznanie: otrzymał Nagrodę non-fiction na Międzynarodowych Targach Książki w Bolonii w 1998 roku ... Mamy rok 2014 i uwielbiaja go dzieci na całym świecie, bo posiadł tajemną wiedzę na temat zacieśniania więzi pomiędzy rodzicami a dziećmi... wystarczy nieskończenie kreatywna książka, element zaskoczenia i salwy śmiechu, które towarzyszą wspólnemu czytaniu... Tullet zrewolucjoinizował dziecięce czytelnictwo, ba powiem więcej ten autor może rywalizować z wysokiej klasy tabletem i interaktywnymi aplikacjami na androida :) Książki autorstwa Tulleta są interakcyjne i niepowtarzalne, wręcz doskonałe graficznie. Zawierają niewiele tekstu, podczas wspólnego czytania zmuszeni jesyteśmy do przeżywania lektury całym ciałem i z jak najszerszym spektrum okrzyków zachwytu. W książkach Tulleta zaklęta jest siła dziecięcej wyobraźni i kreatywności... Autor sprytnie uczy dzieci kolorów, kształtów, narracji, liczenia... zapewniając im przy tym świetną zabawę. Te ksiązki czyta sie szybko... ale zdecydowanie szybko się nie nudzą, bo dzieci do nich wracają i godzinami potrafią wertować ilustracje, za każdym razem odkrywając historię na nowo.







Ksiązki Tulleta na polskim rynku wydawniczym popularyzuje Wydawnictwo Babaryba


1. A gdzie tytuł? Nietuzinkowa podróż do pracowni autora, w której właśnie tworzy zabawną historyjkę obrazkową :)Tullet wciąga do zabawy swoich dużych i małych czytelników. Zaprasza nas do aktywnego udziału w tworzeniu ksiązki.
2. Turlututu. A kuku, to ja! Książka, która zabiera nas w podróż po krainie wyobraźni z przesympatycznym bohaterem Turlututu, z którym m.in. polecimy statkiem kosmicznym na Księżyc, będziemy razem malować, potrząsać książką oraz wspólnie śpiewać, a nawet krzyczeć!
3. NACIŚNIJ MNIE to książka, którą trzeba przekręcać, na którą trzeba dmuchać, której trzeba klaskać... Interaktywna, niezapomniana, zachęca dzieci i dorosłych do wspólnej zabawy i nauki. Niezwykłe przygody kolorowych kropek rozbudzą wyobraźnię każdego czytelnika!
4. KOLORY  Rewelacyjna interaktywna książka zachęca dzieci i dorosłych do wspólnej zabawy i uczy kolorów. 
5. 10 RAZY 10 Nauka liczenia na wesoło, matematyka przyjemna i inspirujaca


0 komentarze :